9:19 PM

Dlaczego warto pokonać lęki i zawalczyć o dziecko?

Ok. 4-5 rano budzi mnie szelest kołdry. I coś jakby mlaskanie.
"No tak" - myślę - "Leo wpycha całą piąchę do buźki, bo od 9 godzin nic nie jadł".
Wstaję, ledwo żywa, ze świadomością jednak, że luksus 7 przespanych godzin nie jest dla wszystkich matek. Schodzę po schodach, wstawiam zagotowaną wodę, żeby się lekko podgrzała.
Rano trzeba przygotować 200ml mleka. Raz, dwa, trzy,cztery,pięć, sześć, siedem łyżeczek. Zakręcić, wstrząsnąć, sprawdzić, czy nie za ciepłe.
"Cholercia, znów rozsypałam mleko na blat".
Wracam do łóżka. Czeka już tam na mnie niezły duet. Mąż-tatuś zakrywa synkowi dłonią pół twarzy, a synuś usiłuje włożyć do buzi tatusiowy paluch. Serce mi mięknie. Kładę się obok, mały niczym wygłodniały zwierzaczek rzuca się na butlę, szura noskiem po smoku, zanim trafi wprost do buźki. Słyszę jak głośno łyka kolejne porcje. Chciałabym wziąć go na ręce i pokarmić, ale mi na to nie pozwala. Muszę więc nacieszyć się jego bliskością. Po chwili sen zaczyna mnie pokonywać i marzę, że mąż przytrzyma butlę. Dobry mąż, jakby słyszał moje myśli. Usypiam, ale sen mam lekki, słyszę, jak mąż odkłada synusia do łóżeczka. Mały szamocze się chwilkę, a potem usypia. Ok. 7 szelest kołdry się ponawia, pół godziny później idę z butlą do Małego, pije, śmieje się. Odbijamy, przebieramy się, kremujemy. Gdy rozbieram synka do zera zanosi się śmiechem. Uwielbia gilanie. Jestem tak spragniona jego radości, że gilam go dobre 3 minuty. Opamiętuję się zazwyczaj dopiero w momencie, gdy poczuję, że zostałam olana...ciepłym moczem.
Ubrani schodzimy na dół. Odkładam Kotka na matę z nadzieją, że da mi umyć zęby i zjeść śniadanie.
"uuuuuuu yyyyyyy aaaaaa iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii" - dochodzi do moich uszu od pierwszego momentu, w którym jego główka dotyka maty. W biegu zjadam kanapkę i zapominam o umyciu zębów. "Gadamy" ze sobą przez chwilę. Potem tańczymy i śpiewamy. Uczymy się nowych słów ( tak przynajmniej mi się wydaje). Ok. 9 z prędkością światła wrzucam małego do wózka i pędzę po kamieniach. Jeśli mamy dobry dzień Leoś usypia po 10 minutach, jeśli gorszy - ryczy przez 10 minut, ja intensywnie się pocę, nie wiem co robić, wybieram uliczki, w których nie ma ludzi, niczym wariatka namiętnie potrząsam grzechotką. W końcu mały usypia. Wracam do domu. Mały śpi w wózku na tarasie, a ja ogarniam dom. Myję zęby. Biorę leki. A potem mam chwilę, żeby usiąść do kompa. Trzeba odpisać na komentarze. Już zaczynam to robić. 1,2,3..."yyyyyy aaaaaa iiiii" - dochodzi zza otwartego balkonowego okna, a z wózka zaczyna wystawać moja kochana WIELKA stopa.
"Kto to się obudził? Kto tak nóżką fika? Kto z wózeczka zerka? Minkę ma psotnika" (wierszyk z karteczki, którą dostaliśmy z gratulacjami) - mówię do synusia. Uśmiecha się. Ale za chwilę zaczyna płakać.  Jest głodny. Biorę go na rączki. Niczym dzięcioł dziobie mi twarz, śliniąc mnie przy tym niemiłosiernie. Ręce mi mdleją. Zawsze były słabe. Rozlewam wodę, bo małego trzymam lewą ręką (jestem leworęczna), a wodę na mleko nalewam prawą. Pijemy, odbijamy. Bawimy się. Wygłupiamy.
Śmiejemy. Całujemy. Tulimy. Jest tak, jak sobie wymarzyłam. Jest cudownie, najlepiej. Patrzymy na siebie. Synek patrzy mi prosto w oczy. Ma 4,5 miesiąca, a potrafi tak leżeć nawet 5 minut. I jego oczy mówią wszystko. Mówią to, co zawsze chciałam usłyszeć.
"Kocham Cię syneczku, synuś, synalku, wiesz?" - pytam potrząsając go za pampersiaka.
Śmieje się w głos.
"Nie oddam, nie oddam nikomu" - całuję go za uszkiem. Lewym i prawym.
W zamian on obślinia mnie radośnie.
Jakiś czas później dzwoni mąż-tatuś, spytać ,czy u NAS wszystko ok.
Idziemy na spacer. Mały chce siedzieć. Ja mu nie pozwalam. Leży i cały czas usiłuje usiąść. Podnosi się dobre 2/3 drogi i opada. Wścieka się. Zaczyna ryczeć. Muszę go wyjąć z wózka. Znów się stresuję. Pocę się jak stary chłop. Czuję wzrok wszystkich sąsiadów. W końcu odkładam Go i wybieram najbardziej wyboistą drogę. Wtedy usypia. Śpi 2h, a ja w tym czasie przygotowuję ziemniaki. Wraca mąż. Mały się budzi. Je mleczko. Ja jem obiad. Mąż bawi się z synkiem. Nie mam czasu zachwycać się tym widokiem, bo mam tylko chwilkę, żeby pochłonąć ziemniaki, surówkę i kotleta. Potem zamiana.
Chłopaki idą na zakupy wózeczkiem. Ja idę coś porobić. Czasem coś uszyję, czasem coś skleję, czasem posprzątam.
Wracają. Bawimy się.Rozmawiamy. Mały siedzi w leżaczku, wkurza się, przekładam go na matę, śmieje się do pszczół przyczepionych na pałąku, próbuje je chwycić. Turla się po macie, muszę go co chwilę przekładać.
O 17 czasem ma drzemkę, ale wcześniej oczywiście jeszcze je.
17.30 pobudka. Ja czuję już zmęczenie. Chyba chciałabym już pójść spać. Mały ma teraz najbardziej aktywny czas, a mi opadają ręce. Czuję się jak szympans. Kładę małego na kocyk i jeździmy kocykiem po pokoju. Widzę, że mu się to podoba. Czytamy książeczkę. Robimy zdjęcia.
Codziennie o 19.30 kąpiemy małego. O 19.15 rozbieramy się i gilamy, i masujemy. Mały to uwielbia. Tak słodko się śmieje.
Kąpiel to też jego konik. Patrzy mi w oczy tak głęboko, jakby ode mnie zależało jego życie.
"Jestem tu synuś, jestem" - mówię.
Uśmiecha się do mnie łagodnie.
Potem mleczko i głaskanie po kochanej główce.
Uspokaja się, włączam monitoring oddechu, wędruję z nianią na dół, obserwuję go, jak rzuca się po łóżeczku, zaczyna płakać. Mi też się chce. Jestem już zmęczona. Bolą mnie plecy.
Mąż idzie do góry. Mały się nie uspokaja. Widzę na ekranie niani, jak wyciąga małego i kładzie do wózeczka. Już jest cicho, 10 minut później mały już śpi.
Jest 20.30. Nie mam na nic sił. Ledwo żyję.

I jestem niewyobrażalnie spełniona. 
I jestem niewyobrażalnie szczęśliwa. 



Dziękuję Julicie za piękne prezenciki i przepiękną karteczkę z życzeniami!


44 komentarze:

  1. Piękne... cieszę się razem z Wami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak pięknie opisałaś wasz dzień, że czuję się jakbym była wszędzie z Wami. Ile ciepła, ile miłości, ile radość w każdym twoim słowie.
    O tak - warto!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłość wypełnia mnie po brzegi!
      WARTO!!!!!!!!!!!!
      Całuję!

      Usuń
  3. Milo u was....tak mamo..wlasnie tak wyglada macierzyństwo..duze zmęczenie ale większe spełnienie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Macierzyństwo jest cudowną przygodą!

      Usuń
  4. Jak wspaniale móc to czytać! Jestem pewna, że Wasza historia spisana na tym blogu będzie inspiracją dla wielu par, którym może to pomoże odnaleźć szczęście, takie jak Wy znaleźliście. Niesamowite :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę tej lekkości pisania, tego jak łatwo piszesz o uczuciach, nie umiem tego a bardzo bym chciała. Kochana 7 godzin snu rewelacja, oddaj ze 2 godziny ;)
    Całuski i pozdrowienia od naszej trójki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem...że to luksus :P Mam mój mały, wielki SKARB :) Aniołka :)

      Usuń
  6. Dziękuję za to że dzielisz się z nami swoim szczęściem:). Przytulam Was cieplutko>

    OdpowiedzUsuń
  7. Ryczę jak durna :) Intensywne macie te dni, ale przecież na to czekałyśmy, prawda? :) Jesteś twardą sztuką, ból pleców, mdlejące ręce, co to dla Ciebie? Masz wyśniony Skarb przy sobie, wsparcie kochanego Męża, żyć nie umierać! Ogromnie się cieszę z Waszego szczęścia, tak bardzo się cieszę.. Ściskam serdecznie i przesyłam moc buziaków :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście,że o tym marzyłyśmy.
      Jest jeszcze cudowniej niż myślałam, nawet gdy brakuje mi cierpliwości, nawet gdy mam dość usypiania małego w wózku...pamiętam, jak bardzo na Niego czekałam!

      Usuń
  8. Piękne aż się rozmarzyłam i oczywiście popłakałam...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś mamą, Alu! I jak pięknie piszesz o swoim macierzyństwie! O tym co miłe, i co trudniejsze, ale... też miłe. Dziecko wyciąga ze swojej mamy super herosa, nieprawdaż?;-)
    Malutki wygląda ślicznie. Jest szczęściarzem:-)
    Ala, pisz jeszcze. Jeszcze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w końcu jestem mamą! Czy to nie cudowne? Tyle zapisanych stron, tyle wylanych łez, tyle niepewności...a dziś JEST.
      Jestem mamą.
      Mam wszystko.
      Dziękuję, że towarzyszyłaś mi w tej drodze...

      Usuń
  10. Fajnie poznać Wasz rozklad dnia:) I wyobraźnia działa (jak to będzie u nas;), podobnie??? To się okaże:) Zazdroszczę Wam, a czyta się jak dobrą, dobrą książkę i cały czas czuję niedosyt - AK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie będzie podobnie i zupełnie inaczej :)
      Pozdrawiam i dziękuję!
      Całus!

      Usuń
  11. No i znowu się popłakałam ....
    Cudny synuś, wiesz ja też byłam mooocno zmęczona, niewyspana ale taka szczęśliwa , że mam synka:-) do dzisiaj choć ma już 7 lat uwielbiam się położyć przy nim wieczorem, jak już śpi i wtopić się w jego szyjkę.
    Ja w nocy musiałam karmić co 2 godziny i sama nie wiem jak to było możliwe?? a na spacerach przesypiał 2 godziny. Za to po powrocie do domu budził się a ja najchętniej wtedy położyłabym się spać. ale czego nie robi się dla naszych szkrabów :-))
    marucia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, ja mam na razie Skarb, który śpi, ale jestem pewna, że to zasługa ludzi, którzy się za nas modlili. To nasza nagroda. Niech trwa...przynajmniej do pierwszych ząbków...hehehe

      Usuń
  12. Cieszę się Twoim szczęście, wiesz ? Wiesz ! :-)
    A to pocenie się jak chłop, jazdę po kamieniach plus oczy sąsiadów znam z okresu niemowlęcego Martyny. Fajnie się wspomina :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem kochana, dziękuję!
      Życie jest piękne, nawet pocąc się jak chłop, unikając oczu sąsiadów i grzechocząc jak pomylona tego doświadczam!

      Usuń
  13. cieszą takie posty, które piszesz teraz.... bądźcie szczęśliwi jako Rodzinka.... bo miłośc wprost od ciebie bije....
    serdeczności
    http://leptir-visanna6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Alka, piękny dzień, taki zgodny :) delektuj się każdą chwilą:) Jak już czytałaś, u mnie etap ciągłych zadym. Odpoczywam czytając cię i wkręcając się w twój dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, zanim zadymy u mnie, zamierzam rozkoszować sie tym co jest. Chcę cieszyć się chwilą, która trwa,bo ona przecież nigdy już nie wróci...
      Buziaczki!

      Usuń
  15. Fantastyczny harmonogram:) mały jest przepiękny, jesteście cudownymi Rodzicami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mały jeszcze piękniejszy jest od przodu hihiih. Naprawdę, taki słodziak, że hoho!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  16. Pięknie to Alu napisałaś czuje się jakbym ten dzień spędziła z Tobą i maleńkim Leosiem, życzę Ci dużo siły i zdrówka żebyś miała siłę nosić swój największym i najbardziej wyczekiwany skarb-synusia. Spokojnej nocy życze Pozdrawiam -Ania

    OdpowiedzUsuń
  17. Jaka slodka gloweczka z wytartymi wloskami! ;)

    Leos jest jak moja corcia - ona tez usypiala podczas jazdy po najwiekszych wertepach. Synek za to tego nie znosil, dla niego musialo byc rowniutko, krolewicz jeden! :)

    Ze rece Cie bola to sie nie dziwie, ja mialam permanentne zakwasy w ramionach dopoki moje dzieciaki nie zaczely raczkowac. :)

    Ale z tymi 7 godzinami snu przy 4-miesiecznym niemowleciu to naprawde masz luksus! ;) Moje skubance w tym wieku budzily sie przynajmniej 2-3 razy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No łysa głowka moja ,hehe :) Ale z przodu to już ma niezłego irokeza! :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  18. Trafiłam tu niedawno, w sumie dopiero w momencie, gdy już jechaliście na spotkanie z Waszym Synkiem i od tej pory śledzę z zapartym tchem. Cudownie, z prostotą, a jednocześnie z głębią piszesz o emocjach, o Waszym życiu, to piękne! Choć Was nie znam, to wiele razy w ciągu dnia moje myśli wędrują w Waszym kierunku i tak ciepło robi się na sercu. Leo to szczęściarz, że trafił na takich rodziców. Życzę dużo szczęścia i proszę - nie przestawaj pisać:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana jesteś i dziękuję za myśli! Piszę od zawsze, myślę, że to się nie zmieni!
      całuję!

      Usuń
  19. Dzielna jesteś Matka:) pięknie napisałaś o waszych pierwszych dniach.. wielka miłość i ciężka praca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dziękuję. Ale nie jest ciężko, nawet jeśli jest. To taki lekki ciężar, który chce się nieść z zachwytem!

      Usuń
  20. Czytajac nie sposob sie nie wzruszyc. Jest cudownie u Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę jest ... wciąż zachwycam się codziennością!

      Usuń
  21. Gratuluje Ci z całego serca. Co do jeżdzenia w wozku mialam podobnie. W wieku 3,5 miesiaca moje dziecko jeździło juz w spacerówce. W gondoli darło się niemiłosierni. Spacerówka była rozłożona najbardziej jak sie dala on w niej nie siedzial tylko lezal pod kątem 45 stopni. Więcej widział i byl zadowolony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za info,bo właśnie się zastanawiam nad zamianą gondoli na spacerówkę. Mój zaraz kończy 5 miesięcy i chyba to będzie ten moment :)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP