9:39 PM

"Jakiś bachol"

Anegdotki Leona sprawiają, że pomimo jesiennej aury - jest naprawdę kolorowo! :)

Dzisiejsza, jeszcze ciepła:
Młody był bardzo grzeczny. W nagrodę wyjmuję mu z lodówki Kinder kanapkę. Leoś chwyta i już zmyka. Wołam go i pytam:
"Synku poczekaj, a co się mówi?"
Leoś uśmiecha się od ucha do ucha i krzyczy:" Jeszcze!!!".


Wysyłałam  dziś przyjaciółce filmik na żywo (na messengerze), czytaliśmy z młodym książeczki. Ale wyszedł kolejny Leośkowy hit. Oto i on:
video

A Wy jakie macie domowe hity? Podzielcie się. Takich perełek nie warto chować tylko dla siebie :))

10:27 AM

#czarnyprotest

Jest 8.30. Wpakowałam dzieci do samochodu. Chłodno dziś. Pada. Jesień rozgościła się na dobre i pokazuje swoje gorsze oblicze. Brrr.
Wyjeżdżamy z garażu. Włączam wycieraczki. Po mojej prawej stronie siedzi mała różowa panienka. Marudna, niewinna, taka nieświadoma.. Nieświadoma tego, ile wylałam łez, ile dni spędziłam marząc o niej... Nieświadoma, że nie pojawiła się w moim życiu tak po prostu. Nie było pstryknięcia palcami, spontanicznego seksu i gratisu w postaci różowej, ślicznej panienki. Nie, nie. Nie. Był ból, było cierpienie, rozrastające się jak ciernie wraz z mijającym czasem, wnikające w najgłębsze sfery istnienia, świadomości, kobiecości. Były dylematy - którą wybrać z dróg. Nie takie, które rozwiązuje się w jeden deszczowy wieczór. Były dni pełne zwątpień - w siebie, w drugiego człowieka, w Boga. Był czarny czas. Ciemny, posępny... także pouczający. Świadomy i pełen wolnej woli...
Moja córka. Mały wymodlony cud. Gdy chcę za nią podziękować...to nawet nie wiem komu. Na ratunek wzywałam przecież wszystkich świętych. Może świętej Ricie? A może św. Janowi Pawłowi? Św. Gerardowi? Św. Dominikowi? Najświętszej Maryi Pannie? Jezusowi? Bogu? Wszystkim Świętym? Każdemu z osobna wystarczy, a może mogę podziękować za jednym razem wszystkim?
Nie, nie zapomnę nigdy, jaką drogę przeszłam, by móc ją przytulić.

Mijam rondo. Jak co dzień, gdy odwożę mojego starszaka do przedszkola. Siedzi z tyłu. W szarej czapce z oczami i wystającym językiem. Wysunął sobie lewe ucho i wygląda uroczo.
Niewielu ludzi z naszego otoczenia wie, że mój syn jest adoptowany. Ja sama często o tym zapominam. Ale jest we mnie pewna data, wyryta jak w kamieniu, w mojej pamięci -  17 czerwca 2014r.....i  wszystko do mnie wraca.
Mój syn jest leworęczny jak ja. Ma odstające uszy i zęby do przodu jak mój mąż. Ma mój kolor oczu. Jest piękny. PIĘKNY. Uosobienie wszystkich moich marzeń o moim dziecku. Nie krew z krwi, ale moja dusza. Przeznaczenia przywiodło go do nas. Bo byliśmy gotowi i zrobiliśmy wszystko,by go odnaleźć. Nie patrząc na koszty. To była magiczna siła, boska moc, która wiodła nas 16 lipca 2013 do Ośrodka Adopcyjnego niedaleko mojego rodzinnego miasta. Gdybyśmy pojechali tydzień wcześniej, albo tydzień później... to nie byłaby nasza kolej i mój syn mógłby trafić w inne ręce.
Jeśli nie adoptowałeś/aś nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, co czuję , gdy o tym myślę. Może można to porównać do podmianki w szpitalu, ale też nie do końca. Bo ja nigdy bym już nie odnalazła mojego syna, gdyby nie szereg zbiegów okoliczności. Gdyby nie przeznaczenie.
Mogłam pójść inną drogą. Mogłam wybrać in vitro. Skoro tego nie zrobiłam, tzn. , że byłam gotowa na adopcję. Dlatego dziś kocham moje dzieci nad swoje życie, dlatego dziś jestem szczęśliwą matką, która mimo różnych trudności nie myśli i nie mówi:" Nie na to się pisałam". Dlatego dziś, mogę mojemu synowi powiedzieć: "Tak, byłeś moim świadomym, pierwszym i jedynym wyborem. Wiedziałam, że jesteś i że muszę Cię odnaleźć i choć nie potrafię do dziś tego wytłumaczyć - błogosławię ten dzień, w którym postanowiliśmy Cię szukać." Nikt mnie do tego nie zmusił. Nikt mi nie powiedział, że tak powinnam. Dlatego nie ma i nigdy nie było we mnie żalu, frustracji czy niespełnionych nadziei.
Adopcja nie jest dla wszystkich. W adopcji nie chodzi o to, że skoro nie możesz mieć dziecka, to je sobie weź " z sierocińca". W adopcji Twój ból i Twoja droga ma drugorzędne znaczenie. W adopcji, jeśli nie Ty to setki innych. Adopcja to nie bohaterstwo. Który już piszę to raz? Adopcja to dar. Który może trafić tylko w te ręce, które potrafią go docenić. Jak magiczny kamień z bajek, który ma moc tylko w wyjątkowych dłoniach.
I nie oszukujmy się - zdecydowana większość ze starających się o adopcję...w kwestionariuszu osobowym ubiega się o dziecko zdrowe ( z obciążeniami, ale zdrowe). Dzieci chore trafiają do DPSów, rzadko udaje się adopcja zagraniczna.
Mam takie marzenie, by o adopcji wypowiadały się osoby, które ją znają. Z różnych stron i perspektyw. To, że ktoś nie potrafi zdecydować się na adopcję nie czyni go złym czy pozbawionym uczuć egoistą. W moim odczuciu taka decyzja pokazuje, że jest się świadomym i odpowiedzialnym człowiekiem. Świadomym swoich możliwości, pragnień, ale i ograniczeń.

Dziś, w ten czarny poniedziałek, dojeżdżam do przedszkola, całuje syna w oba policzki i czuję, że w gardle więźnie mi głos. "Kocham Cię" - myślę, ale nie jestem w stanie powiedzieć tego głośno, bo synek już znika wśród witającego go gwaru dziecięcych głosów:" Lełoś, czeeeeeść!!!!".

Ecce homo. Ecce hipokryta. Ten, który zmienia zdanie, gdy tragedia dotyka jego. Który z polityków, który z krzyczących dziś "na biało katolików" rozumie, wie i przeszedł tę drogę, którą przeszłam m. in. ja. Nie boję się wypowiedzieć swojego głosu w tej sprawie głośno. I dlatego, pomimo, że staram się w mediach społecznościowych, w których nie jestem anonimowa, nie mieszać w sprawy polityki - tym razem KRZYCZĘ za Magdą Modlibowską: "Ręce precz od adopcji!"... ale jednocześnie od zgwałconych przez kolegów, ojców, konkubentów nastolatek... od ciąż, w wyniku których urodzą się dzieci, które nie będą w stanie samodzielnie żyć... od skazywania kobiet na śmierć...!

Nie! Nie jestem za aborcją. Nie uważam, że np. Zespół Downa jest powodem do aborcji. Ale sytuacja, w której kobieta ma nosić pod sercem 40 tyg płód bez głowy, czyniąc z niej inkubator dla potencjalnego dawcy narządów, w moim odczuciu... może już być. To nie jest prosta decyzja i ja nie wiem co bym zrobiła, ale nie odważyłabym się zdecydować za kogoś, może za Ciebie? Nie odważyłabym się wziąć na siebie odpowiedzialności za Twoja tragedię, cierpienie, niewyobrażalny ból. A Ty? Byłbyś/ byłabyś na to gotowy/a???

Ponadto... i piszę to po raz kolejny,  wierzę w ludzi, wierzę w sumienie. Wierzę, że wolna wola to więcej niż wybór narzucony przez rząd. Bo każda sytuacja jest inna i nie wolno nam na wyrost wyrokować w cudzych tragediach.  Nie oszukujmy się, ten kto będzie chciał aborcji i tak znajdzie miejsce ( w Polsce czy poza nią), by ją zrobić. 
Ta ustawa zadziała odwrotnie niż zakładają politycy, bo przecież od dawien dawna wiadomo, że wszystko co narzucone jest z założenia złe i rodzi bunt. Tylko wolność i wolne wybory niosą dobro i dają pełną świadomość bycia człowiekiem, szczęśliwym, wolnym człowiekiem.

Podjeżdżam pod dom. Pilotem otwieram bramę i garaż.

Wycieram oczy mokre od łez. 
Ciężko mi oddychać.

Wciąż pada.



Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP