8:37 PM

"Dzidzia w aucie".

Cieszą mnie takie błahe rzeczy. Tysiące. Tysiące rzeczy, o których marzyłam, które sobie wyobrażałam jako nie-matka, których zazdrościłam innym matkom. I nie mówię tu o rzeczach oczywistych, takich jak: oglądanie rzeczy w sklepie dziecięcym, mój synuś w wózku czy  spacery.... Cieszą mnie również bardziej przyziemnie rzeczy, każda z nich mnie roztkliwia, czasem do łez... 

Np. brudna od ulewania sukienka - przypomina mi chwile, gdy odwiedzałam moją koleżankę od bliźniaczek i ona zawsze narzekała, że ma wrażenie, że czuć od niej rzygami. Ja jej zazdrościłam. Nie myślcie sobie, że w związku z tym chodzę cały dzień w obrzyganej sukience, a ślady spawów Leo traktuję niczym najbardziej zjawiskowe tatuaże...ale...no po prostu to mnie cieszy. Uśmiecham się do przeszłości i myślę - nareszcie...

Niesprana marchewka - ojjj, jak trudno ją doprać :) Za każdym razem, gdy patrzę na kolejną niedopraną tetrową pieluchę, uświadamiam sobie na nowo, że Leo naprawdę jest. Tu przy mnie, właśnie mój...

Fotelik na tylnym siedzeniu samochodu - i wszystko jest inne... I widzę siebie jadącą do pracy moim autem i zatrzymującą spojrzenie na każdym samochodzie, w którym ulokowany był dziecięcy fotelik... przywołujący moją tęsknotę, pogłębiający moją ówczesną obsesję... Dzięki tamtym tęsknotom dziś, czuję bardziej!

Łóżeczko w naszej sypialni. Tak, nareszcie czuję tu takie ciepło!

Zmęczenie - gdy tylko zaczyna mi doskwierać, gdy padam trupem, a przede mną jeszcze masa pracy - przypominam sobie moją niemoc podczas tęsknoty za dzieckiem. Moje robienie na siłę i jakąś taką nieumiejętność czerpania radości z tworzenia... Dziś zmęczenie jest fragmentem życia, a mam wrażenie, że wcześniej  zmęczenie było życiem...

Kupa tuż po zmianie pampersiaka - standard :) Moje dziecko jest burżujem jak nic - w brudne pieluchy nie rąbie :) <3

Butelki do mleka na blacie w kuchni, mata edukacyjna i grzechotki w salonie, kaczuszki i żabka do kąpieli mojego synka na parapecie, przeglądanie gazetek w poszukiwaniu najtańszych pampersów,  wszystkie zrobione przeze mnie rzeczy (bo okazało się, że są użyteczne) - bo namacalnie uświadamiają mi, że w naszym domu jest DZIECKO. NASZE DZIECKO.

Naklejka w samochodzie "Dzidzia w aucie" - bo marzyłam o tym, żeby w moim samochodzie zawisła. Bo nie jeden raz wyobrażałam sobie, że ją przyklejam. Z tego wszystkie mam aż dwie :) Jedną dostaliśmy w gratisie, drugą kupiłam taką wypasioną. Jest przepiękna.

Pisałam tego posta siedząc obok łóżeczka mojego synka, bo był marudny i nie mógł zasnąć. Post skończony, a mój synek słodko śpi... Minął miesiąc odkąd dostaliśmy pieczę... Niepodważalnie, niezaprzeczalnie, bezsprzecznie NAJWSPANIALSZY,  NAJPIĘKNIEJSZY, NAJPRAWDZIWSZY,  NAJWRAŻLIWSZY,  NAJGŁĘBSZY,  NAJWAŻNIEJSZY, NAJKRÓTSZY :) miesiąc mojego życia.

Ejjjj...Ty na górze, BOŻE...dziękuję!
DZIĘKUJĘ...dziękuję....dziękuję....






28 komentarzy:

  1. Czytam czytam i buzia mi się uśmiecha myśląc o Waszym Szczęściu :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Po przeczytaniu tego wpisu złapałam moralnego kaca, że nie dość kocham moje dziecko. A przecież tak jak Twoje, jest całym moim życiem. Ale mi to w natłoku innych spraw umyka. Nie walczyłam o nie aż tak bardzo. Cóż bowiem znaczy nie do końca planowana zagrożona ciąża wobec lat wyczekiwania? Zupełnie nic. Cieszę się, że tu zaglądam. Może dzięki Tobie moje macierzyństwo będzie lepsze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj daj spokój, nie ma co łapać moralnego kaca... Ja po prostu umiem swoje uczucia ubrać w słowa, ale szczerze wątpię, abym bardziej niż Ty kochała swoje dziecko. Warto jednak czasem spojrzeć na uczucia innych, by odnaleźć je i w sobie. Całuję!

      Usuń
  3. Ale się miło czyta o Twoim szczęściu :) I od razu przyjemniej się zasypia myśląc, że gdzieś tam, ktoś jest taki radosny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. rozczula mnie czytanie Cie...i sprawia, ze mojego synka doceniam bardziej...

    OdpowiedzUsuń
  5. Alu, jesteś wspaniała. Nie powiem nic odkrywczego - że uwielbiam Twój sposób widzenia świata.
    "Ejjjj...Ty na górze, BOŻE...dziękuję" - piękne. Na pewno usłyszał. A teraz spójrz w oczy Twojego synka stworzonego specjalnie dla Ciebie na Jego podobieństwo - tam też Go spotkasz. Nie szukaj Go na górze - On mieszka w Twoim sercu. Usłyszy Twój NAJCICHSZY szept. I takich NAJ, które teraz definiują Twoje dni życzę Ci w Twoim macierzyństwie jeszcze wiele. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana i wzajemnie :)

      Usuń
  6. Uwielbiam Twoje ciepłe posty...może dlatego że w Twojej miłości do Leo widzę swoją do mojego syna... i nawet robienie kup w czystą pieluchę mają identycznie ;-) uśmiechnęłam się do tego stwierdzenia...ja temu na górze dziękuje po stokroć ale i tak nigdy nie wyrażę wdzięczności za Janka...Twój synek ma najcudowniejszych rodziców jakich tylko mógł sobie wymarzyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :) Ach te chłopaki burżuje :) Dziękujemy i pozdrawaimy :)

      Usuń
  7. Wiesz Alu coraz bardziej mam pewnosć, że my , które tak bardzo pragną dziecka, które tęsknią, walczą i marzą aż nadejdzie ten dzień, po prostu będziemy miały pięknięjsze życie a na pewno macierzyństwo ..... może to zbyt egoistyczny pogląd ale tak po prostu czuję. Znam wiele koleżanek , które krócej bądź dłużej starały się o dzidzię i one wydaje mi się tak po prostu nie doceniają czym jest tak naprawde macierzyństwo, dziecko. Może generalizuję , alę trudno takie jest moje zdanie- kobiety, ktore przeszły prawdziwie długą i ciernistą drogę po swoje marzenie bedą po stokroć razy częsciej doceniać i dziękować Bogu za CUD , które otrzymały. I być może to jest nagroda na końcu naszej tęsknoty za CUDEM....... całuję Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My prawie pięć lat staraliśmy się o dziecko, potem decyzja o adopcji i trzy lata oczekiwania. Razem 8 lat. Długo, bardzo długo W końcu TEN telefon i od pięciu miesięcy mamy naszą Córeczkę;-)))Czekaliśmy cierpliwie, nie wydzwaniałam do ośrodka, nie podejmowaliśmy ponownych prób leczenia, po prostu czekaliśmy na NASZ CUD;-))) Kocham Ją bardzo i dziękuję Bogu za CUD, ale nie potrafię, aż tak bardzo przeżywać macierzyństwa. Owszem łóżeczko, fotelik w samochodzie, butelki, mleko w puszce - to cieszy, bo to świadczy o tym, że NASZ CUD w końcu się ziścił. Ale nie umiem tak jak Autorka blogu, cieszyć się - ktoś by powiedział - "pierdołami". Wiem, że chcę być z Córeczką, aż nie skończy trzech lat i pójdzie do przedszkola, że chcę z Nią odkrywać świat, uczyć Ją, patrzeć jak się zmienia. Uwielbiam czas spędzony z Córeczką, ale lubię też pobyć czasem sama i chętnie "oddaje" Ją w ręce Taty, kiedy wraca z pracy;-))) Przynajmniej dwa razy w miesiącu wychodzę (uciekam;-)) do kosmetyczki, albo sama idę z psem na spacer, aby na chwilę złapać oddech. Potrafię ponarzekać, potrafię marudzić mężowi, że "teraz wszystko na mojej głowie", że jestem zmęczona, itp. I szczerze powiem, że nie sądzę, aby moje życie albo macierzyństwo było piękniejsze od macierzyństwa kobiet, które nie musiały wcale starć się o dziecko - ot, tak zaszły w ciąże czasem nawet nie starając się o to w ogóle. Myślę, że dziecko jest dane rodzicom na chwilę, że nie może być celem samym w sobie, ani antidotum na samotność, na życie. Ale lubię tu zaglądać, aby czasami oczami Autorki przyjrzeć się mojemu macierzyństwu i dostrzec w "pierdołach" cud codzienności;-))) Bo tak jak napisała w komentarzu Iavinka, że czasami w natłoku innych spraw TO COŚ magicznego umyka. Pozdrawiam serdecznie!!!!

      Usuń
    2. Hmm... Myślę, że totalnie bez sensu jest porównywanie odczuć macierzyńskich, każdy z nas jest inny, a jego uczucia i odczucia unikatowe, jedyne. Należy je przyjąć po prostu. Nie generalizowałabym, że mamy adopcyjne bardziej przeżywają macierzyństwo niż mamy biologiczne, czas oczekiwania często robi swoje, ale ja pewnie przeżywałabym macierzyństwo podobnie, gdyby Dzidzia zjawiła się u nas parę lat szybciej i łatwiej... Taka jestem po prostu...Wrażliwa, uczuciowa, dostrzegam piękno chwil, natury... to tak jak w wierszu...można widzieć ławkę...a można rozdarte drzewo...
      Nie będę ukrywać, że komentarz Anonimowej mnie zasmucił. Poczułam się tak, jakbym dawała moim blogiem odczuć, że dla mnie dziecko stało się celem samym w sobie, a ja jestem ograniczoną kobietą o wąskich horyzontach, dla której nic innego poza pieluchami nie istnieje, co więcej traktującą dziecko jako antidotum na nieszczęśliwe życie. Nie jest tak. Owszem, bez dziecka moje życie było pozbawione tego czegoś, co przy dziecku odnalazłam. Jestem szczęśliwą mamą, uczucia, które poznaję, zaskakują mnie samą. Są ogromne i gorące. W tej chwili pochłaniają mnie bez reszty. Ale to nie znaczy, że chodzę jak brudas i obwieś i nie dbam o męża, siebie, przyjaciół i pasje. Oczywiście pasje na razie odeszły na dalszy plan, ale codziennie coś sfotografuję lub uszyję, lub napiszę.
      To też nie tak, że ja nie marudzę. Marudzę. Ale staram się widzieć moją szklankę do połowy pełną. I przychodzi mi to obecnie bardzo łatwo. Kocham życie po prostu. Mam w sobie niesamowitą nową energię. I to jest piękne. Ale energię miałam w sobie i wcześniej. Działałam przecież, tworzyłam, nie tylko dla dziecka. Trzeba pamiętać, że blog ten jest blogiem niepłodnościowym, na którym skupiam się na tym aspekcie mojego życia. Cały dzień zastanawiałam się nad odpowiedzią na Twój komentarz. Dotknął mnie, więc musi być w nim ziarno prawdy. Zaczęłam więc analizować swoje uczucia i myślę, że rzeczywiście coś w moim patrzeniu na życie się zmieniło. Wcześniej żyłam swoimi chorobami ( co po tegorocznych wpisach wydaje się być zupełnie naturalne), teraz przestałam się nimi aż tak przejmować. Wiele rzeczy, które kiedyś mnie dobijały, nagle stały się błahe i nieważne. Zwiększył mi się zakres tolerancji na ludzkie zachowania, w tym na moje. Nie jestem idealną mamą. Nie porównuję się do nikogo. Jestem po prostu szczęśliwa i chcę się tym dzielić.
      Być może też jestem Matką Polką. To się jeszcze okaże. Rzeczywiście jest we mnie wciąż euforia i chęć powiększenia rodziny. Rodzina się dziwi, bo nigdy nie umiałam usiedzieć na miejscu, wszystko nudziło mi się po kilku dniach, a mąż nazywał mnie "suchą słomą" - bo szybko się zapalałam i szybko spalałam... A teraz mojego Synka nie mam dość.
      Chcę tylko powiedzieć jeszcze jedno - bo to musi być jasne - nie uważam, że moje życie bez dziecka było mniej wartościowe. Nie uważam, że dopiero teraz moje życie ma sens. Bardzo mnie to wkurza, gdy w mojej rodzinie słyszę komentarze pokroju :" No nareszcie to jest prawdziwy dom". Dom to miłość. A w naszym domu nigdy jej nie brakowało.
      Teraz poznajemy nową miłość. I to jest piękne.
      Pozdrawiam serdecznie i ściskam :) I dziękuję za wpis. Kosztował mnie trochę przemyśleń, które były dla mnie cenne. Musiałam się z nimi zmierzyć i je oswoić. Buźka!

      Usuń
    3. No chyba troszeczkę się nie zrozumiałysmy albo też napisałam w taki sposób, że wyszłam na "lepszą" matkę bo staram się długo o mój CUD. Nie , nie to miałam na mysli... nie napisałam, że matki adopcyjne lepiej przeżywają swoje macierzyństwo-absolutnie nie to miałam na mysli. W moim odczuciu jest tylko tak, że ogólnie rzecz ujmując człowiek docenia dopiero to co ma ( czy to chodzi o dziecko, czy o zdrowie, czy o prace , czy o inne sprawy) w chwili kiedy długo o to walczy bądź w chwili kiedy to nie daj Boże straci. Jesli kogos uraziłam to przepraszam.
      Ja Alu podobnie jak Ty taka słoma jestem- czasem się zastanawiam czy aby nie jakies ADHD ha ha.
      Pozdrawiam serdecznie-buziaki

      Usuń
    4. Wcale nie wyszłaś na lepszą :) Ja Cię dobrze zrozumiałam :) Wiem o co Ci chodzi i generalnie się z Tobą zgadzam. Moja odpowiedź bardziej skierowana była do Anonimowej :) Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Ja tylko dodam, że wszystkie jesteśmy różne, nasze dzieci są różne i różne jest nasze macierzyństwo. Ja należę do osób, które cieszą się "pierdołami", których również mogłabym wypisać całą listę ;) np. ostatnio uwielbiam słuchać krzyki mojego dziecka podczas kąpieli w ogrodowym baseniku lub nad jeziorem :) jest najgłośniejszy ze wszystkich dzieci na plaży!

      Usuń
  8. No i sie poryczalam.. to wszystko takie prawdziwe, i takie piekne. I to Wasze szczescie - jak sie nie poplakac.. bardzo sie ciesze ze w koncu jest, jest tak jak mialo byc. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu... Tak...w końcu jest jak miało być,,,,:) Pozdrawiam!

      Usuń
  9. To niesamowite, jak potrafisz doceniać piękno w drobnych, codziennych rzeczach. Jak piękny jest Twój świat. Dziękuję Ci za te słowa. Bardzo ich w tym momencie potrzebowałam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam pomóc. Jeszcze troszkę wytrzymaj..

      Usuń
  10. Siedzę na balkonie i beczé,znów beczę, wzruszenie ogromne bo i Twoja miłość wielka.
    Ja po cichutko napiszę (aż boję się pisać iż 14dpt beta 472.4 ) i daj Boże niech rośnia a już mam nadzieję 07.08 usłyszymy najpiękniejszy dźwięk o którym marzę -bicie serduszka naszego maluszka albo dwóch maluszków.
    Boże miej Nas w swojej opiece.
    Pozdrawiam i całuje rączki synusia,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - trzymam kciuki! Mocno zaciskam!

      Usuń
    2. A mnie się właśnie wydaje, czytając Twoje wpisy, że bardziej przeżywasz macierzyństwo niż np. ja czy inne kobiety, które zaszły bez problemu w ciążę. Ale nie jest to nic złego. Widać z Twoich wpisów, że baaaardzo się cieszysz, że naprawdę dla Ciebie dziecko to CUD, jest czymś nadzwyczajnym. Mnie też rozczulał widok grzechotki w salonie na ławie, albo fotelik w samochodzie, albo zamiast torebki "piękna' torba z podręcznymi rzeczami dla Dzidka.
      Pozdrowienia dla Waszej szczęśliwej rodziny!
      marucia

      Usuń
  11. Takie pozornie małe, drobne rzeczy, a tak bardzo cieszą :) To pewnie dlatego, że wszystkie razem sumują się i składają na jedno wielkie SZCZĘŚCIE :)

    OdpowiedzUsuń

Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP