9:59 PM

Duma.

Do tej pory idąc ulicą widziałam kobiety w ciąży, kobiety z dziećmi, kobiety młodsze ode mnie z całą gromadką pociech, a w moim sercu była złość. Żal i gniew. Zalepiany pozytywnymi myślami wstyd...że tak czuję i wstyd, że ja nie mogę tego przeżyć. Czyż to nie głupie? Dlaczego czułam wstyd?
Nie wiem. Ale  tak było.
Teraz idę ulicą, prowadząc małego, który wierci się, ciumka, wyrzuca stopy z gondoli (wróciliśmy do gondoli, w spacerówce nie było mowy o spaniu), popłakuje, a ja czuję przeogromną dumę
Byliśmy u neurologa i na USG przezcięmiączkowym, wszystko jest idealnie, wręcz wzorcowo - powiedział pan doktor. Poczułam ulgę, cieszę się. Mój synek jest zdrowy. Pięknie się rozwija. Turla się jak szalony, zaczyna pełzać, gada po swojemu bardzo dużo, jest pogodny, radosny, cudowny.
Ale nie dlatego jestem z niego dumna. Jestem dumna, że ON po prostu JEST. 
I to mnie wzrusza za każdym razem, gdy o tym myślę.. 
I czasem chodzę sprawdzać, gdy Leo śpi, czy to nie sen, że on jest...bo cisza taka i może to wszystko tak naprawdę się nie dzieje...Staję nad łóżeczkiem i patrzę, a oczy zawsze same się szklą...bo ON naprawdę jest. Ma mały zadarty nosek, coraz większe pultynki (mamusia dobrze karmi :P), małe łapki zawsze podniesione do góry podczas snu (ponoć to domena szczęśliwych dzieci)...Moje najsłodsze serduszko...moje szczęście...moja miłość...
Znamy się już ponad miesiąc i prawie tyle mieszkamy razem. Ktoś w komentarzu napisał mi, że pierwszy miesiąc jest piękny - taki miodowy - a dopiero później pojawiają się problemy. To naprawdę miodowy miesiąc. Pełen takiej radości, której nie znałam do tej pory.  Pełen takich uczuć, których się uczę. Moje dni przepełnione są moim dzieckiem. Jego uśmiechem, płaczem, kupkami, mleczkiem, gotowaniem wody, kąpielą, myślami o nim, zabawami z nim, zmęczeniem i czasem łzami. Jest inaczej. Nasze dawne życie odeszło na zawsze. Cieszę się, bo pożegnałam je już bardzo dawno. Mój mąż niekoniecznie. On do nowej roli musi jeszcze przywyknąć. Jest fantastycznym tatą, czułym, ciepłym,zakochanym w synku, ale MEGA ZMĘCZONYM. Nie poznaję go, heh. Zaczęliśmy się ostro sprzeczać. A wszystko przez to, że nagle mój mąż - przyzwyczajony do tego, że jest "sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem" - który ustalał nasz plan dnia,  mówił, co, gdzie, kiedy... (Ja nie miałam ochoty niczego planować, więc dawałam mu wolną rękę.)  - został zastąpiony w tejże roli przez takiego jednego małego kogoś..i ten ktoś potrafi jednym uśmiechem położyć mojego męża na łopatki. Ten mały człowiek układa mu dzień :) To na razie jeszcze pozostaje "do oswojenia" u mojej drugiej połówki :) No to rodzicielstwo w końcu...zawsze nam mówili - nie ma lekko :)

Aż chce mi się dodać - jak nie ma lekko...tak lekko na duchu, jak teraz, nie było mi nigdy w życiu.
Na zdjęciu prezent dla Leo od mojej Kasi <3

34 komentarze:

  1. Jak zwykle pięknie tu u was..cieplutko...Leoś zdrowy...superaśnie...niestety większość mężczyzn ma problemy z przestawieniem się...ale to kwestia czasu...a kiedy młody zacznie prawdziwą komunikację..to dopiero będzie przeorganizowanie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) na pewno, ale już nie mogę się doczekać :)

      Usuń
  2. Mój mąż zakochany od początku, ale chwilę się oswajał z nową sytuacją. Z resztą, to chyba nie jest kwestia płci - każdy jest inny. Wspaniale, że badanie Leosia wyszło dobrze. Zatem nadal rośnijcie zdrowo i chwiiiilooooo trwaaaaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Basiu :) I całujemy :)

      Usuń
  3. Alu, już kilka dni nie pisałaś, aż się stęskniłam :) Aż miło poczytać, że zmęczenie Cię kręci, bo ja ostatnio się wypisywałam, że brak porządku robiony przez moje Dzieci mnie męczy. Totalnie. I zmęczenia u mnie w ogóle więcej ;)
    Co do Mężów, to mój do tej pory jakoś źle znosi zbyt częste i intensywne zajmowanie się dziećmi. Podziwiam męża mojej przyjaciółki, który przychodzi z pracy, zmienia garnitur na dresy i siada z Dziećmi na dywanie. Cudny widok, Zazdroszczę. Mój Mąż wolałby dostać słodkie buziaki i usiąść przed TV a dzieci niech się ślicznie bawią z Mamusią, ale Pociechy i tak go obsiadają jak muchy :) Każdy jest inny, Ale chyba coś w tym jest, że mężczyźni bardziej (niż kobiety) chcą zachować choć odrobinę własnego świata i nadawać ton wydarzeniom. Od tej pory tak się już nie da :)
    Aaaa... zastawa piękna. Na pewno wzór przypadł CI do gustu ;)
    Buziaki dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąź też tak ma i chyba go już nie zmienię.
      A co do pierwszego miesiąca miodowego to się nie zgodzę. Nasz ze starszą córką trwa już cztery lata a z młodszą nie mieliśmy wcale bo od pierwszego dnia było trudno i ciężko i stan sielanki początkowej nie wystąpił. Dopiero teraz po dwóch latach to nadrabiamy :)

      Usuń
    2. Mój mąż też przychodzi z pracy i garnitur zamienia na dres i siada z Małą na dywanie...ale nie trwa to zbyt długo;-)))Jedno co mogę Mu oddać, to to, że w nocy to On wstaje do Hani, kapie, i robi lub "załatwia" obiady kiedy ja nie dam rady zrobić. Co do cierpliwości to zauważyłam taka prawidłowość - kiedy mi zaczyna jej brakować, mąż nagle odnajduje ją w sobie i na odwrót. Więc w tej kwestii się uzupełniamy;-)))

      Usuń
    3. Wzór oczywiście przypadł mi do gustu :D Mój mąż nie ma cierpliwości do Leo tylko wtedy w sumie, gdy mały płacze. I tak jestem zaskoczona jego nadzwyczaj ogromną i piękną miłością do Synka :)
      Pozdrawiam, całuję i ściskam :)

      Usuń
  4. U nas obydwoje jacyś tacy zmęczeni jesteśmy;-)))
    Zawsze jak ktoś mnie pyta o Hanię to mówię, że jest wspaniała organizatorką życia domowego;-)))
    Odnośnie do kłótni z mężem - skąd ja to znam...U nas tak z trzy miesiące trwało zanim się unormowało. Ale nadal uważam, że mąż za mną nie nadąża - ja tu gotuję, tu już bawię się z Córeczką, zaraz potem szykuję ciuszki na spacer, a On wciąż w tym samym miejscu zdziwiony, że Go popędzam. Jakiś taki nieogarnięty mi się mąż zrobił;-)))
    Cieszę się, że Mały pięknie rośnie. Nasza Hani też kiedy zaczęła przepłakiwać nam całe spacery przesiadła się do spacerówki. Ale miała wtedy już osiem miesięcy - miesiąc korzystaliśmy tylko z gondoli.
    Pozdrawiam - ta od miesiąca miodowego;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) A jak masz na imię mamo Hani?
      Buziaczki :*

      Usuń
    2. No tak, faktycznie tylko jeden jest znany Anonim zwany Gallem;-)))
      Witam serdecznie, jestem u Ciebie nowa. Pozwolisz, że będę do Was zaglądać.
      Patrycja - mama Hani;-))))

      Usuń
  5. Wszystko to prawda - miodowy miesiąc, późniejsze problemy (ale wszystkie takie normalne, które uczą, motywują, cieszą - tak cieszą!), kłótnie z mężem ;) nagle zaczyna się nowe życie, które inaczej przeżywa kobieta z wenus, a inaczej mężczyzna z marsa :D to wszystko jest takie normalne :) Ściskam Was robaczki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej. Ja jeszcze długo nie wierzyłam że z nami jest mały ktoś. Stało się to tak nagle że tez sprawdzałam czy to prawda :) Co do problemów - zawsze są i tak jak kiedyś pisałam są dni, że większość czasu nie ogarniasz a potem Dzieciuch zrobi jakąś jedną fantastyczną rzecz i cały sens wraca :) Meżuchowi daj chwilkę czasu, u Nas to ja musiałam się oswajać z tak nową sytuacją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Masz rozsądne spojrzenie na rzeczywistość, aż miło poczytać :) Buźka

      Usuń
  7. Oj Alu, z tym wstydem, to trafiłaś w samo sedno! Ja też czuję ten wstyd. Już o tym pisałam, czuję się gorsza od kobiet, które mają dzieci. Marzę o tym, by na ulicy stać się niewidzialną dla innych. Wtedy mogłabym przyglądać się i matkom i dzieciom, bez obawy, że ktoś zauważy mój wzrok i domyśli się, co przeżywam.. Bo wtedy to dopiero byłoby mi wstyd! A tak wciąż muszę udawać i traktować dzieci jak powietrze.. I wierzę, że Ty teraz jesteś dumna! W końcu! Ja też bym była :) Cieszę się Twoim szczęściem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety te uczucia nam towarzyszą, ja nadal wiem, jaki mają smak... Jeszcze tak zupełnie nie odeszły... Będzie dobrze. Zobaczysz :)

      Usuń
  8. Pierwszy raz jestem tu u Was, ale aż musiałam się cofnąć dużo wstecz. Podziwiam Twoją, Waszą walkę o synka :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam i dziękuję. Walczyłam jak lwica o naszego Kropka. Już jest i wiem, że walczyłabym jeszcze raz duuużo ciężej, by tylko Go odnaleźć :)

      Usuń
  9. Znam i nadal pamietam ten "wstyd", mimo, ze od tamtego czasu minelo juz prawie 4 lata... Ja pamietam jednak przyczyne tego uczucia... Po prostu czulam sie gorsza. Naokolo pojawialy sie ciaze, male dzieci, nikt w mojej rodzinie nie slyszal nawet o problemach z zajsciem w ciaze... Oprocz mnie... I pamietam, ze myslalam sobie, ze co ze mnie za kobieta, skoro nie moge nawet "zaciazyc"... Nooo, durnowata bylam i juz! ;)
    W naszej rodzince jest odwrotnie. To moj maz szybciej zalapal ten rodzicielski "rytm". Az czasem mu zazdroscilam, ze tak szybko mu to przyszlo. Ja sie corki przez dlugi czas zwyczajnie balam. Moj maz szybko przejal kapiele, obcinanie paznokietek, lulanie do snu... Mnie pozostalo karmienie piersia. :) Do dzis jemu latwiej jest sie zerwac w srodku nocy do placzacego dziecka (moze dlatego, ze ja jestem strasznym spiochem), a wierz mi, nawet takie trzyletnie i poltoraroczne sie jeszcze czasem budza. ;)
    Dla mnie "miesiac" miodowy zaczal sie jak cora skonczyla rok, wczesniej czulam sie jakbym brala udzial w szkole przetrwania, bo caly czas sobie powtarzalam: byle niech juz mala zaczela siedziec, niech juz raczkuje, jak zacznie chodzic to juz bedzie luzik, itd. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy jest inny i wszystkie uczucia są naturalne. Tak myślę :) Trzeba je po prostu przyjąć i oswoić.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  10. Alu, uczucia wstydu, gniewu czy żalu są znane chyba wszystkim czekającym, starającym się, niecierpliwym.. Na szczęście z czasem te uczucia zmieniają się właśnie w dumę i radość ze zmian, jakie następują. Nie pozostaje nic innego, jak się cieszyć, że ten czas nastąpił, Synek zdrowo rośnie, a zakochani Rodzice przeorganizowują swój świat, swoje życie dla tego Cudu, jakim jest rodzicielstwo. Echhh.. chwilo trwaj :) Aha, prezent od Kasi jak zwykle uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) A Wy pewnie już zwariowaliście na punkcie Waszego Kropka, co?
      Cieszę się z Wami :) Całuję :*

      Usuń
  11. Już chyba wszystkie sówki będą mi się z Wami kojarzyć :) Ostatnio wchodzę do sklepu patrzę kubki w sówki i myślę, spodobałyby się mojej wirtualnej znajomej ;)
    Pozdrawiam serdecznie i oczywiście całusy dla Leosia :)
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe :) Faaajnie :)
      Pozdrawiamy z naszej sówkowej krainy :)

      Usuń
  12. Skąd ja to znam... Mizianki dla Leosia!

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystko wymaga czasu i ogarnięcia tak samo i jest u Was Leoś zacznie rządzić i warunki dyktować . . i nawet nie wiecie kiedy a będziecie tańczyć jak zaśpiewa. Pozdrawiam ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa!!!Tylko, że ja miałam "kompleks", że jestem niezorganizowana, że nie wiem co w danym momencie moja Córeczka chce mi powiedzieć. że chata nie lśni czystością, że znów nie ma obiadu, że pies nie był dostatecznie długo na spacerze, że nie mam czasu na nic, że mąż wraca z pracy zmęczony, a ja liczyłam, że przejmie Córeczkę, bo ja padam na przysłowiowy pysk. Z czasem, a minęło już pięć miesięcy nauczyliśmy się żyć według nowych reguł. Po 12.-latach małżeństwa, żyjąc tylko we dwoje, jednak człowiek robi się wygodny i egoistyczny. Na szczęście nasz Córeczka pokazała nam nowy wymiar życia i to co teraz odkrywamy razem z Nią jest bezcenne;-)))

      Usuń
    2. To prawda, na początku człowiek chciałby funkcjonować tak jak wcześniej+być mamą,a tak się nie da... Trzeba sobie trochę odpuścić, żeby nie zwariować :)
      A nowy wymiar życia jest przeeeeecudowny i w tym wymiarze chcę żyć :)

      Usuń
  14. Alla, pewne, że nie ma lekko ;) Ale tak jak napisałaś - jest za to lekko na duchu.
    Moja córeczka dziś zasnęła o 19 (bo normalnie chodzi później spać, ale dziś nie spała w dzień) a ja uwierzyć nie mogę, że mam tyle czasu dla siebie ;)
    Tylko, że nawet jak jestem okropnie zmęczona, i marzę o odpoczynku, to wtedy myślę sobie, jak mało już mnie czas dla siebie cieszył, kiedy nie było w moim życiu dziecka. Nie zamieniłabym tego zmęczenia z dzieckiem na brak zmęczenia bez dziecka. Także dokładnie Cię rozumiem. Rozumiem to uczucie dumy, też tak mam :) I nie ma znaczenia, że nasze dzieci przyszły do nas innymi drogami.
    Strasznie się cieszę, że Leo zdrowy :)) Pozdrawiam serdecznie, Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa ... utkwiły mi w głowie... jak mało cieszył czas dla siebie,gdy nie było dziecka, jak bardzo cieszy teraz, gdy Dzidzia jest...

      Usuń
  15. Ja też czułam wstyd, a teraz wstydzę się jedynie tego uczucia i faktu, że wobec wszystkich dzieciatych byłam taką zazdrośnicą :) Na razie jestem dumna z siebie, że porzuciłam te negatywne emocje - mam nadzieję, że wkrótce dołączy do tego duma z mojego dziecka, tak jak u Ciebie :)

    A że Leoś ma łapki w górze to nic dziwnego - z takimi rodzicami jak Wy jest chyba najszczęśliwszym Bąblem na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajeczko kochana, Ty masz nadzieję, a ja po prostu wiem, że wkrótce dolączy do Twoich uczuć duma z TWOJEGO dziecka.
      Ściskam i jedyne co mogę zrobić to przesyłam wirtualnego kopa cierpliwości.
      Warto czekać, zobaczysz :)

      Usuń

Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP