Najnowsze wpisy

9:28 PM

3 lata.

Nie każdy jest tak wyjątkowy jak ON. Nie każdy ma urodziny dwa razy do roku.

A...On - ma najpiękniejszy uśmiech świata. I gdy się śmieje, nawet, gdy jestem wściekła i zmęczona, śmieję się i ja. Czasem przez łzy, ale zawsze szczerze.

On ma swój styl. Być może będzie mechanikiem, bo spędza z tatusiem w garażu całe dnie. A może będzie rolnikiem, jak ukochany wujek Michał - bo traktory dostrzeże nawet przy prędkości 140km/h i to te oddalone o kilka kilometrów...
Kto wie, jaka będzie jego droga, ale w każdej będę go wspierać całym sercem.

On ma niezwykłe oczy. Szare, czasem zielone, a bywa, że niebieskie, tak piękne, że tonę w nich, jak w bajkowych oceanach, które otulają mnie miłością i najpiękniejszymi słowami: "mamo, mamusiu".

On jest moim pierworodnym. Choć go nie urodziłam tak fizycznie, jak robi to większość mam.
Ja go wywalczyłam. Wyrwałam go z rąk losowi, który szarpał mnie i próbował pozbawić sił.  Półprzytomna miałam nadzieję, że walka o niego ma sens. Ciągnęła mnie, jak magnes, magiczna siła, w którą wierzyłam i której zaufałam do granic. 

On był tym magnesem. Nie żaden inny, tylko ON. Dziś wiem to jeszcze bardziej, jeszcze mocniej, dziś wiem, że jest zupełnie mój. Jak cudownie spełniło się nasze przeznaczenie...

Synku, syneczku, najdroższy, najukochańszy, najcudowniejszy mój - dziś mijają 3 lata odkąd się odnaleźliśmy. Ty wiesz, że to był najpiękniejszy dzień mojego życia. Lubisz, gdy Ci o nim opowiadam. Chcesz znać każdy szczegół. Wiesz, że płakaliśmy. I tatuś, i ja ( wciąż pytasz: "A dlacego płakaliście mamusiu, ze szczęścia?" ).
Wiesz, że żaden inny moment nie wywołał we mnie takiej eksplozji uczuć, że nigdy później i nigdy wcześniej, nie zdarzył mi się taki CUD

Ten CUD to Ty. To Twoje oczy, usteczka i uszka, to Twoja upartość, uśmiech, łzy, strach i spokój, to Twoje trudności i mocne strony. 

Ten CUD to ja. Twoja mama. TO TY MNIE STWORZYŁEŚ. Uczyniłeś mnie odpowiedzialną za Twoje dzieciństwo i dorosłość, wychowanie i dojrzałość. Za Twoją radość i umiejętność cieszenia się życiem. Za naszą rodzinę. 

Ten CUD trwa już trzy lata. ( A było to przecież tak ---> KLIK!) A ja niezmiennie, każdego wieczoru dziękuję Bogu, że dane mi jest mieć tak wspaniałego syna. I mam nadzieję Skarbie, że gdy kiedyś będzie nam trudniej, gdy przestanę być już mamą, której trzeba się słuchać, bo nie da żelka, a Ty przyatakowany hormonalną burzą i naturalną przecież młodzieńczą walką ,  będziesz szukał siebie i tego kim jesteś, to... moje słowa, nie tylko te dzisiejsze... dadzą Ci odpowiedź. 

Kocham Cię synku. KOCHAM. Z całego serca, sił. Bardziej się nie da. 

Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy najpiękniejszego dnia w moim życiu Leosiu. To własnie dziś świętujemy 3 urodziny naszej rodziny. Dziękuję, że jesteś. Dla mnie. Dla taty. Dla Meli. Dla świata, w którym przyszło nam żyć...

Beczę jak wtedy <3





2:21 PM

Zabawa w oczka, remonty i początek wakacji.

Wracam Kochani! Za mną ostatni egzamin, na szczęście zdany, więc mogę trochę odetchnąć, strzepnąć kurz z klawiatury i wrócić do blogowania i do Was ofc. Tęskniłam :)

Czerwiec jest dla mnie, dla nas, miesiącem szczególnym. Pamiętacie co wydarzyło się trzy lata temu???
TAK, zostałam mamą! Po długiej i bolesnej walce, odnalazłam swoje miejsce na ziemi. W tym roku świętujemy naszą rocznicę wielkim wydarzeniem - wyprowadzamy się z dziecięcego pokoju :D Młodych przenosimy do większego od obecnego pokoiku. A to się wiąże z remontem, który spędza mi sen z powiek od miesiąca. Bo chciałabym, żeby ich wspólny pokój był piękny i żeby chcieli w nim spać...sami ;P A czy to wyjdzie? To się okaże.

Do końca roku szkolnego zostało już tylko 1,5 tygodnia, a do mojego urlopu 3 tyg :) Żyć nie umierać. Może w końcu uda mi się przeczytać jakąś książkę przewidzianą dla osób w wieku 15+ ? Takie mam małe marzenie :)

A póki co cieszę się książkami dla najmłodszych i jedną z nich chciałabym Wam dziś zaprezentować. Czekałam na nią już kilka dobrych miesięcy, odkąd zobaczyłam taką w wersji obcojęzycznej. A tu...dokładnie na nasz wyjątkowy czerwcowy czas - JEST!

 Dziękuję za nią, jak zawsze niezawodnemu wydawnictwu - INSIGNIS.


Niby nic takiego. Kilka twardych kartek z wyciętymi oczkami - a gwarantuję Wam - dzieciaki są w siódmym niebie. Wyrywają sobie z rąk, by zamienić się w ufoludka, mamusię albo robota.

Tu Leo jest tatusiem.
Bawimy się też w grę - zgadnij kim jesteś. Otwieramy książkę i przykładamy do twarzy nie widząc ilustracji, a potem próbujemy podpowiedzieć co się na niej znajduje. 

Książki są różne, mają ładniejsze i brzydsze ilustracje, mniej lub bardziej ciekawą treść, ale książki Herve Tulleta są po prostu inne niż wszystkie. Pobudzają kreatywność, są niezwykle proste, a jednocześnie szalenie zaskakujące. Jeżeli ich jeszcze nie macie w swojej biblioteczce to warto ją czym prędzej uzupełnić :)

Pozdrowienia Kochani! :)





9:19 PM

Przerwa do wakacji.

Moi kochani, przepraszam za milczenie. Niestety nie udaje mi się pogodzić nadmiaru obowiązków i blog na tym traci... A ja mam wyrzuty sumienia i ciągle z tyłu głowy pałęta mi się myśl, że Was zaniedbuję. Dlatego bardzo Was przepraszam, ale muszę zrobić miesięczną przerwę w nadawaniu. Cały czas jestem aktywna na instagramie, więc jeśli jesteście ciekawi co u nas to serdecznie zapraszam tu:

Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia...latem! :) 
 

4:51 PM

Chore zatoki - jak je wyleczyć?

Na początek coś optymistycznego, wiosennego ( bo czekam na tę wiosnę i czekam, podejrzewam, że przepadła na dobre...):

A teraz bardziej posępnie...Wyobraźcie sobie, że dalej walczę z zatokami. Obecnie biorę drugi antybiotyk ( najpierw tydzień Clindamycyny - bez efektu, a teraz Moxyfloksacyna - kolejny tydzień). Mam dzięki temu taaaaką biegunkę, że pewnie skończy się zaostrzeniem zapalenia jelit i szpitalem. 
Ale do rzeczy - antybiotyki, które biorę, a przynajmniej pierwszy z nich - nie działa. Tak też wydaje się mojej Pani laryngolog, która, jak zobaczyła mnie po tygodniowej kuracji antybiotykiem to wysłała mnie pilnie na TK zatok. Rzeczywiście mam zawalone wszystkie zatoki i niedrożne ujścia, diagnoza brzmi niezrozumiale: Pansinusitis - a oznacza po prostu zapalenie zatok. U mnie wszystkich w obrębie twarzoczaszki.

Nie pozostaje mi nic innego - jak sięgnąć po medycynę naturalną - a Wy, moi kochani czytelnicy - jesteście niezastąpionym źródłem wiedzy.  Postaram się zatem posegregować wszystkie informacje.

Polecane sposoby na leczenie zatok:

1) Płukanie wodą z solą morską - na tej zasadzie działają IRIGASIN, FIXSIN. Ponieważ ja płukałam w początkowym stadium te moje chore zatoki kilka razy dziennie to opakowanie schodziło mi po upływie 3 dni. Spróbowałam sama przygotować taki roztwór i użyłam do tego soli kuchennej ( skład fixsinu to 100% chlorek sodu, czyli zwykła sól). Niestety, o dziwo, mimo, że przygotowałam dokładnie takie samo stężenie jak w oryginalnym FIXSINIE ( naważałam specjalną chemiczną wagą), płukanie zatok było bolesne i dawało wrażenie płukania samą wodą. Wszystko zmieniło się, gdy do przygotowania roztworu użyłam soli morskiej. Teraz już nawet nie naważam specjalnie dokładnie, tylko na oko, 1/3 łyżeczki do herbaty i uzupełniam ciepłą wodą do kreski na butelce (240ml).

2) Kolejny sposób to modyfikacja powyższego - do wody z solą dodaje się kilka kropli wody utlenionej lub płynu Lugola. 

3) Ssanie oleju - no ja jak zaczęłam o tym czytać, to mnie po prostu wbiło w fotel. No bo - jeżeli to jest takie dobre, jak to opisują, to dlaczego ja słyszę o tym pierwszy raz w moim 32-letnim życiu? I dlaczego to brzmi jak pomysł zaczerpnięty rodem z obgrzybiałej starej chaty znachorki ze średniowiecza? No i co to w ogóle znaczy - ssanie oleju? Okazało się, że ssanie oleju to inaczej płukanie jamy ustnej olejem kokosowym, słonecznikowym, sezamowym i innymi olejami. Stosowane przez okres kilkunastu nawet dni pomagają w detoksykacji organizmu, oczyszczają zatoki, jamę ustną, gardło, sprzyja poprawie jakości życia, ułatwia sen i wpływa na poprawę odporności organizmu. Czas takiej terapii powinien wynosić ok. 3 miesięcy.

Zaczęłam stosowanie oleju dzisiaj. Najpierw użyłam oleju kokosowego, który jest miły w smaku i samo płukanie nie jest nieprzyjemne. Jednak ja po ok. 2 minutach muszę wypluć zawartość jamy ustnej, gdyż podczas płukania olej miesza się ze śliną i mnie po prostu obrzydza. A ponieważ takie płukanie musi trwać 15-20 minut to muszę wymienić tę wyplutą porcję  na nową i cały proces staje się zbyt kosztowny. Zamieniłam olej kokosowy na zwykły olej słonecznikowy i bez problemu płuczę te 20 minut ( schodzi mi na takie płukanie 3/4 szklanki oleju). Czytałam różne opinie - niektórzy mają odruch wymiotny, inni nie mogą znieść smaku oleju w buzi. Mi to zupełnie nie przeszkadza. Bardzo ważna informacja jest taka, że po ssaniu oleju trzeba koniecznie dokładnie umyć zęby.
Po pierwszym użyciu nie zauważyłam większych zmian, choć mam wrażenie, że bardziej zatkały mi się uszy. Czytałam, że tak może być i należy to traktować jako dobry objaw.
4) inhalacje z dodatkiem olejku miętowego - stosowałam cały zeszły tydzień w postaci parówki - gotowałam wodę (500ml) z łyżeczką soli morskiej i po dopowadzeniu do wrzenia dodawałam kilka kropli olejku miętowego. Następnie nakładałam na głowę ręcznik i wdychałam gorącą parę, jednocześnie ogrzewając okolice twarzoczaszki ( czyli również chore zatoki). Inhalacje nebulizatorem nie pomogły mi w żadnym stopniu.

5) lekarstwa, które przyniosły mi ulgę:
  • sulfarinol krople -  jedyne lekarstwo, które odrobinę odetkało mi uszy
  • mucofluid spray + ACC - taki zestaw powoduje u mnie wypływanie wydzieliny zalegającej w zatokach
  • Nasodren - aerozol do nosa jest naturalnym ekstraktem ze świeżych bulw fiołka alpejskiego Cyclamen Europaeum L., kosztuje (bagatela!) ok.60zł i musi być zużyty przez okres 16 dni od momentu przygotowania. Po zaaplikowaniu do nosa masz wrażenie, że wlałeś sobie właśnie domestos i za chwilę eksploduje Ci głowa.  Jednak faktycznie ta wątpliwa przyjemność ma również pozytywny skutek - przez godzinę spływa z nosa i zatok zalegająca wydzielina. U mnie, po zastosowaniu zaczęła pojawiać się krew, nie przestaję jednak, stosuję dalej.
6) Masaż zatok i akupresura:
 7) stosowanie ostrych przypraw -  nie jestem ich zwolennikiem, głownie dlatego, że przy moim schorzeniu jelit są zakazane, działają przeczyszczającą i mogą wywołać stan zapalny w jelicie ( u osób chorych na CU lub Chorobę Leśniowskiego-Crohna). Aczkolwiek, każdy z nas wie, że jedząc meksykańskie burito cieknie nam z nosa - a to oznacza, że poprawia się ukrwieie błony śluzowej oraz upłynnia się śluz zalegający w nosie i zatokach.

Macie jeszcze jakieś skuteczne sposoby na chore zatoki? Chętnie uzupełnię moją listę ku potomnym, cierpiącym, jak ja! 

Zdrowej majówki Kochani <3

9:30 PM

Wszystko na chwilę.

Poświąteczne zapalenie zatok i uszu trzyma mnie w garści. Siedzę na zwolnieniu i staram się walczyć. Nie wiem, dlaczego czepiają się mnie tak choroby i głupio mi już nawet o tym pisać, ale...cholernie boli mnie lewa pięta. W środku. Nie bardzo mogę chodzić. Moja mama mówi, że to może być ostroga. W środę podejdę do ortopedy.

Myślałam, że wiosna przyniesie pogodę, słońce, radość...a tymczasem... Wokół dzieje się tak dużo trudnych rzeczy. Dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że nagle...umarł mój kolega. Miał 32 lata. Nie wiem nawet, co mu się stało... Nie rozmawialiśmy od 4 lat, nie mamy wspólnych znajomych, jego konto zniknęło z fb... Ta wiadomość uderzyła mnie jak grom z jasnego nieba. Cały czas widzę jego uśmiechniętą twarz ( choć widzieliśmy się ostatnio 16 lat temu), pamiętam jego wyjątkowo pogodne usposobienie... Miał świetną pracę, młodą, piękną żonę, małe dziecko... :(
Czy to dlatego, że jestem już po 30-tce to zaczynam dostrzegać to, że wszystko ma kres? Czy to, że z lustra nie patrzy już na mnie dziewczyna, a spogląda dojrzała kobieta - to znak, że przemijam? Czy mam żyć tu i teraz i nie myśleć o tym, że jestem tu tylko na chwilę? I co mogę zrobić, by nie tracić żadnej z chwil?
Boję się. Tak jak  nigdy wcześniej ( przed 30-tką) bardzo chcę żyć. Chcę być z moimi dziećmi, pozwolić im dojrzewać w pełnym domu, patrzeć jak rosną, dorośleją. Chcę być radosną częścią ich wspomnień, ich domu, ich poczucia bezpieczeństwa...
Czuję, że czas to najcenniejsze, co mamy. Myślę sobie, że jak dzieci urosną to...przeczytam książkę, całą - od deski do deski, albo lepiej trzy, cztery...na plaży. Pójdę z dzieciakami na baseny i będziemy pływać goniąc się pod wodą...wyjedziemy w góry, w Bieszczady i będziemy siedzieć na łące pełnej kwiatów i jeść oscypki z żurawiną...a kilka lat później spełnimy nasze wielkie marzenie - pojedziemy do USA...zobaczę jak Leoś i Melka uczą się nowych rzeczy, zobaczę co będzie ich interesować i poznam ich pasje... będziemy jeździć na rowerach całą rodziną, zrobimy własną mapę naszych miejsc w okolicy... będę z Amelią chodzić na babskie zakupy i będziemy sobie wzajemnie malować paznokcie, będę jej zaplatać warkocze i robić upięcia na imprezy...poznam dziewczynę Leona, zobaczę jak mężnieje i dorasta... Zostanę babcią. Może nią zostanę, kto wie?
Jak czułabym się, mając świadomość, że to się nie stanie. Że mój zegar zatrzyma się szybciej niż przypuszczam...
Żyjemy, jakby końca miało nie być - prawda?

W sobotę była 1. rocznica śmierci mojej babci. To już rok. A ja nadal nie potrafię w to uwierzyć. Nadal wyrzucam sobie, że do niej nie zadzwoniłam dzień wcześniej, choć wiedziałam, że jest w szpitalu ( ale tata mówił, że wszystko już ok). Czasu nie cofnę...
Mogę być jedynie wdzięczna za to co mam, za czas, który już mi było dane przeżyć i mieć nadzieję, że moje marzenia się spełnią...

Przepraszam że zbombardowałam Was całym ładunkiem moich czarnych myśli. Nie służy mi aura tegorocznej "wiosny". Czekam, aż przyjdzie naprawdę. A Wy?




Ja i Melka na Wielkanocnym spacerze (Leoś pobiegł do przodu z moim bratem, a mąż robi zdjęcie).


6:19 PM

Niech miłość zwycięży zło!

Kochani!
Na te niezwykłe święta, niech pokój zamieszka w Waszych sercach i domach, niech radość i miłość zwycięży zło, a wiara przenosi góry.
Przesyłam ogrom ciepła i uśmiechu.
Niezmiennie dziękuję Wam z całego serca, że jesteście...
Ala <3

9:41 AM

Przemyślenia matki nauczycielki i wielkanocne DIY.

W końcu chwila oddechu, tydzień wolnego, który spędzam - standardowo - z chorymi dzieciaczkami :) I za to wolne, szczególnie kocham bycie nauczycielką, choć nie ukrywam, że również za możliwość poznawania nowych ludzi, za to, że namacalnie odczuwam, że praca i zaangażowanie przynoszą nie tylko pieniądze, ale też radość, uśmiech, a czasem wiarę młodym ludziom :)  Za to, że nieustannie uczę się - i wcale nie mówię tu o chemii, matmie czy biologii - a o tym, że uczę się siebie, pokory i pracy z ludźmi. Kocham moją pracę za to, że często po miesiącu, w którym mam wrażenie, że jestem totalnie do dupy, a moja praca to zwykłe bicie piany - jedno "dziękuję" młodego człowieka sprawia, że wszystko się odwraca, a ja dostaję skrzydeł.

Ale teraz, gdy jestem mamą, moje życie to przede wszystkim dom. I choć staram się ( ku niezadowoleniu mojego męża) w 110% wywiązywać się z powierzonych mi w szkole obowiązków, biegam z głową pełną pomysłów i inspiracji, angażuję się w dodatkowe projekty, to czas z dziećmi jest dla mnie bezcenny i najważniejszy. 

Dziś jest Wielki Czwartek, a ja miałam plan - posłać maluchy do przedszkola i żłobka - a sama zrobić wielkie porządki w domu, przygotować kilka prezentów na Wielkanoc DIY, nadrobić blogowe zaległości :) Oczywiście z planów nici, bo gile po pas i jakiś przybłąkał się kaszel, plus biegunka. Siedzę z Leo na kanapie, który układa z klocków wieżę i mówi do siebie :" Amelcia musisz mi pomóc, ale nie buduj tego. No! Co to może być mama? Może, może, może...chyba to spadnie...", w tej samej sekundzie podbiega do mnie Mel i ciągnie mnie za trzy palce lewej dłoni,"Misiu, misiu, misiu..." - już wiem, że jej ukochany miś został w łóżku. A faza na misia trwa niezmiennie od dwóch tygodni, je z nami, podróżuje, śpi, spaceruje, ogłada bajki i czyta :) Oto nierozłączni:

Tym samym muszę się zadowolić sprzątaniem po 21, wielkanocnym koncertem niezmiennie wspaniałej Beaty Bednarz na YT i wykonanym już w marcu świątecznym rękodziełem, czyli:

1) zestawem marchewek
Myślałam nad tutorialem na te marchewy, ale myślę, że jest zbędny. Wystarczy wyciąć trójkąty, kilka pasków filcu i pianki (dostępnej w arkuszach), dołączyłam też zielony tiul. Zszywałam na lewej stronie zostawiając małe otworki, przez które wpychałam wypełnienie silikonowe ( z najtańszych poduszek z IKEA). Na koniec markerem do tkanin ( też z IKEA) domalowałam czarne kreski - marchewki gotowe :) Wyglądają fajnie, szczególnie wrzucone do jednego kosza :) Ale dzieciom szczególnie podoba się rzucanie nimi w siebie i na odległość.

2) Wianek wielkanocny

Kupiłam na allegro gruby drelich bawełniany, szyłam już z niego poduszki, a tym razem powstały wianki. Właściwie wianki-jaja. Wycięłam obręcze, które zszywałam na zewnątrz, pozostawiając materiał z jednej ze stron ( lubię taki efekt, jakby braku wykończenia). A potem naklejałam klejem na gorąco jajeczka ( kupiłam w Pepco i Bricomarche), bazie i wstążeczki. Całość zawiesiłam na prostokącie z bawełny.

3) Palma wielkanocna z kolorowej krepy i bloku technicznego.

To nie moje dzieło. To sprawka naszej cudownej Pani z przedszkola, która swoją pomysłowością i zaangażowaniem zadziwia mnie co najmniej raz w tygodniu i ponoć mojego Leosia również ;)



A jak Wasze przygotowania do Świąt? Czy tak jak ja jesteście jeszcze w proszku? Czy może chaty czyste, okna i podłogi lśnią, lista zakupów przygotowana, a lodówka rozmrożona i umyta? :)

8:03 AM

Wiosna w sercu - kwietniowa kartka z kalendarza.

No i przyszła wiosna. Razem z nią antybiotyk u mnie i kaszel moich.



Ostatnie dwa tygodnie to był hardcore. Może to zabawne, bo pracuję dopiero od 2,5 miesiąca, ale czekam już z niecierpliwością na wakacje, żeby w końcu... odpocząć, przeczytać książkę, nie sprawdzać poczty i e-dziennika 5 razy dziennie, nie odbierać telefonów po nocach od często sfrustrowanych i agresywnych rodziców, usypiać spokojnie i najlepiej z dziećmi o 20.30... Choć raz w tygodniu.

W tym tygodniu czeka mnie kolejny egzamin, tym razem z analizy matematycznej. Wyniki pierwszego egzaminu z algebry już mam, jest ok, więc odliczam do czerwca, żeby te zajęte przez studia weekendy znów mieć dla rodziny. Bo jak tak dalej pójdzie będę dumną matką 30+, z 2 studiami podyplomowymi z pedagogiki i matmy, do tego...rozwódką ;) I w sumie ten uśmiech na końcu jest zbędny..

A z rzeczy wspaniałych, radosnych i pięknych:

1) Pogoda jest CUDOWNA. 
Nie cały czas, ale bywa! W końcu wychodzimy na dwór. Wyjeżdżamy na wycieczki, wyciągnęliśmy zabawki przed domem, widzę taką radość na tych moich dziecięcych mordkach, że żyć się chce!


2) Mela rozgadała się na dobre! Czyli nieustannie mam stand up na żywo <3

Do 18 miesiąca gadała kilkanaście słów. Przy czym najczęściej : "dyda", "mama", "pepa". Teraz nagle zrobiła mega skok i z dnia na dzień zaczęła gadać...wszystko. No może naginam rzeczywistość, ale stara się nazywać każdą rzecz. Mówi proste zdania, np. "Mami!!! Popać tutam ! Kic kic" ( Mamo popatrz tutaj, królik).
Po powrocie ze żłobka opowiada więcej niż Leoś. Bo gdy jego pytam, jak było, odpowiada: "Dobrze".
A młoda: "Mama papa. Pani. Pupa. Tata placi. Mama." ( "Czyli pożegnałam się z mamą, bawiłam się z panią, zrobiłam kupę, tata był w pracy ( chyba, albo że wrócił i ich odebrał), wróciła mama" - niezłą mam kreatywność jako matka, nie? :D) 

Ostatnio np. poszliśmy we czwórkę do Rossmana. Mela siedziała w wózku i trzymała książeczkę. I nagle zaczyna z radością wykrzykiwać:
"Mam kuta! Mam kuta! Kuta! Kuta!"
Cały Rossman patrzy na nas. Ja patrzę na Melę.
"WTF?" - myślę sobie. "Co za kuta bez "s"".
"Mama! Mam kuta!".
Przyglądam się, patrzę o co jej chodzi, co się piętrzy w tej małej główce...a ona w książeczce znalazła kotka po prostu. I zamiast jak zawsze nazwać go "Mniau", to przeskoczyły jej w zwojach trybiki i powstał kuta. Jak ja Ją kocham!
No właśnie, ona mnie też. I Leona, i tatusia. Jest taką przylepą! Kopia mamuni :))) Co wieczór, gdy ją usypiam, ( a usypiamy razem w dużym łóżku), włazi na mnie, kładzie się na moich piersiach, robi mi pierdziawkę i mówi:" Mama, kokam, kokam." Uśmiecha się przy tym cudnie i całuje mnie rozkosznie. Także wszyscy się kochamy. Bo Leoś uskutecznia oznajmianie miłości od jakiegoś pół roku, co wieczór, przez piętnaście pierwszych minut :D

Dobra, ale żeby było skutecznie, sumiennie i klarownie:
Bobosłownik Melsona 19 miesięcy:

Mama, tata, babi i baba (babcia), dziadzia, dzidzia, Oci (Leoś!),Madzia, Malina (Malwina), Siś (Krzyś), Ola, dom, lala, Mela, ja, pić, popać (popatrz), maś(masz), pić, mniam mniam, pupa (kupa),sisiu (siusiu), bum bum, dada, opa, baja, wońć (włącz), daj, zwierzątka zna wszystkie, Misiu (jej obecnie ukochany przyjaciel), plunia (pielunia), kak (tak), nie, Ana i Eca (Anna i Elsa), tlaktol (traktor), myju myju, kokam (kocham), nódzia (nóżka), w placi ( w pracy), oko, noci (nos), budzia (buzia), wosi (włosy), uko (ucho), gowa (głowa),pajak (pająk), Lisynłe (Spiderman- bo Leoś ogląda Spidermana i tam jest piosenka po angielsku xD), kiakek (kwiatek),plasiaj (przepraszam), Kiti ( Hello Kitty), kuta (kot), a na Peppę mówi obecnie Pipa.  Więc czasem mamy kuta i pipę na raz :) ;) :D
Więcej teraz nie pamiętam :)



3) Leoś jest coraz bardziej samodzielny. Sam się rozbiera, częściowo ubiera, chodzi siku ( choć wciąż ma lęki i często musimy iść z nim). Coraz ładniej koloruje ( w końcu trafia w obszary do zamalowania, a nie zamazuje całą kartkę). Widzę też duży skok wiedzy, bardzo długo uczyłam go liczyć do 3. Żeby jako 3-latek to umiał. Czyli dwa miesiące temu po miesiącu powtarzania 1,2,3 - w końcu załapał. A wczoraj schodziliśmy ze schodów, ja jak zwykle liczyłam schodki, ale przestałam i poprosiłam Leosia, żeby liczył. Okazało się, że bardzo dobrze liczy do pięciu! :) Wiem, że są dzieci, które liczą w tym wieku do dwudziestu....i to po angielsku. Ale mnie to gila, cieszę się ogromnie z osiągnięć moich dzieci, jakoś dziwnie jak na mnie, bo generalnie cierpię na chorobliwą ambicję, nie spinam się i nie czuję, że mam potrzebę, żeby moje dzieci były genialne. Ponad wszystko chcę, żeby czuły się szczęśliwe i kochane.


I to jest chyba to, co niezmiennie zadziwia i kołysze mnie w macierzyństwie. Fala oksytocyny, która wciąż zalewa mnie...
... gdy wieczorem leżymy w łóżku i cztery małe łapki znienacka walą mnie w twarz, żeby sprawdzić, czy leżę obok. Gdy zamiast spać zaczynają opowiadać, co ich w danym dniu spotkało, gdy ciszę i mrok przerywa słodkie "Maaamoooo kocham!", "Kokam".
.... gdy obserwuję z radością skoki i rzut ciałem na odległość, gdy wracam z pracy.
...gdy patrzę na ich szczerość, radość życia, miłość do nas i do siebie.
...gdy pałaszują obiad po długim spacerze, a uszy naprawdę im się trzęsą.
...gdy pojawiają im się w oczach niezwykłe iskierki, bo właśnie na płocie siadł mały, uroczy ptaszek...
...gdy ktoś dzwoni do drzwi, a oni nie potrafią i nawet przecież nie starają się ukryć podekscytowania spotakniem z ...kimkolwiek :))
...gdy uczą mnie, nie robiąc nic nadzwyczajnego, szeregiem gestów, prostych słów, dotyków i potrzeb... że nie ma nic cenniejszego niż rodzina... I że ani pieniądze, ani świetna praca, ani wakacje w najurokliwszych kurortach, nie są warte więcej niż nasza bliskość, nasze chowanie się pod kołdrę i wymyślanie, że właśnie jesteśmy w kajucie, a obok na morzu trwa wielka burza, nasz wieczorny, do znudzenia powtarzalny rytuał usypiania i opowiadania bajek, nasze trzymanie się za rękę i głowa przy głowie... Moje uczucie wdzięczności, gdy myślę, że wszystko co mam to kwestia przypadku, wymodlonego cudu, łaski Boga...

I pomimo, że jestem zmęczona, że marudzę, miewam trudne i trudniejsze dni. Pomimo, że często ryję głową w ziemię, albo odbijam się od ścian....Gdybym mogła zatrzymać czas, to zrobiłabym to właśnie teraz.
 


8:33 PM

Power off.

Dziś krótko - bo niedawno wróciłam do domu dopiero i przede mną setki zdjęć do obróbki z sesji wielkanocnych - a czuję, że jestem Wam winna wyjaśnienie blogowej ciszy...
 
Zawsze ambitna - wymyśliłam sobie, że ogarnę wszystko - powrót do pracy, chorujące dzieci, studia podyplomowe, bloga, no i jeszcze fotografię...
Efekt jest taki - że od miesiąca, a nawet od dwóch, jestem ciągle chora. W zeszłym tygodniu chorował Leoś. Na szczęście - to był wirus, trzymał go w wysokiej gorączce prawie tydzień.  A gdy jemu przeszło - rozwaliło mnie... Dostałam takiego zapalenia zatok, jakiego w mojej 32-letniej historii życia nie doświadczyłam. Tydzień gorączki 39, ból mięśni, kości, zatkany totalnie nos, brak smaku, głodu, brak głosu i zatkane lewe ucho. Skutek? Obecnie pożeram drugi już antybiotyk w tym miesiącu... A trzeci w tym roku.
Ot - choruję jak dziecko, które poszło pierwszy raz do przedszkola. Nabywam na nowo odporność, a że w szkole wszystkie dzieciaki kaszlą - no to ja kaszlę podwójnie, a nawet poczwórnie. Do tego wszystko robię w biegu, chodzę z gorączką do pracy ( bo zużywam zwolnienia na chorujące dzieci), w weekendy z gorączką śmigam na studia ( bo jak opuszczę analizę matematyczną to nie poratuje mnie nawet google, youtube ani wolframalpha...), po nocach uczę się od egzaminów ( nie przypuszczałam, że na podyplomówce będzie tyle nauki, ile było na studiach...), nie poświęcam dzieciom tyle czasu, ile powinnam i czuję się jak stary, śmierdzący kapeć na dnie półki z butami. Nadający się na śmietnik. 
W czwartek, dzieci usnęły, a ja siadłam na schodach w domu i zaczęłam beczeć jak dziecko. Przyszedł mój mąż i wyjątkowo ( bo zawsze mnie opieprza, jak beczę) zaśmiał się i przytulił mnie po prostu. Wiem, że on też jest zmęczony...

Dobra koniec marudzenia. 

Cieszmy się, bo przyszła wiosna! A razem z nią - mam nadzieję, nowe pokłady energii, sił i zdrowie.

A Wy jak się macie?? Co u Was?



Widzicie wielką marchewę w dłoniach Meli? To ja ją szyłam :) Niedługo tutorial :)

11:17 PM

Niepłodność.

Niepłodność - dziś znów o niej przypominam, nawiązując do kampanii społecznej, w której brałam udział jakiś czas temu - TU
Niepłodność to nie znamię, które nas szpeci. To nie powód do wstydu i spuszczania wzroku w towarzystwie. To wyzwanie, któremu jesteśmy w stanie sprostać! A dróg jest wiele!

video

PS. Nie mam pojęcia dlaczego jakość filmiku jest taka do kitu, oryginał jest żyleta :)

11:56 AM

Handmade by mama.

Jestem na zwolnieniu. Na pierwszym odkąd wróciłam do pracy. Leoś gorączkuje już 6 dzień. Dziś byliśmy zrobić morfologię i CRP, i w zanadrzu mam antybiotyk. Zobaczymy, co wyjdzie z badań... Jak zwykle czarnowidztwo u mnie - level master.

Siedzimy w domu i spędzamy dużo czasu na wspólnej zabawie. Dziś szyliśmy opaski dla Meli. Przynajmniej taki był zamiar :) Oczywiście dzieciakom bardziej spodobało się roznoszenie po domu wstążeczek i koralików, rozwalanie wszystkiego, co tylko możliwe. I na tym pomoc się kończyła :) Ale jestem zadowolona, bo trzy nowe opaski powstały :) Gorzej, że Mela weszła w taki wiek, że niestety nie chce ich nosić. Mam nadzieję, że nie będą musiały leżeć miesiącami czekając na lepsze czasy, bo na wiosnę są jak znalazł :)






Czy warto się bawić w szycie opasek dla dzieci?

Jeśli nie lubicie takiej zabawy to nie, bo zakup gotowej np. w Pepco to podobny wydatek. Więc jeżeli dla Was rękodzieło jako takie nie jest cenniejsze niż masówka, to po co przepłacać? Wszystko zależy od Waszego punktu widzenia.
Koszt tych trzech opasek to ok. 5zł, ale nie ukrywam, że jak poszłam do pasmanterii to nie wydałam 5 zł, tylko 50 :) Bo przecież wszystko mi się przyda. I te tasiemki z kropeczkami, i te brudny róż, i te szare. Gumki wąskie, szersze. No i jeszcze koraliki , wiadomo. A no, przecież te nitki elastyczne też są niezbędne - co z tego, że mam już 5 kolorów ( skoro nie wiem, gdzie).
Myślę, że prawda jest jedna - rękodzieło jest tylko dla tych, którym sprawia przyjemność samo tworzenie :) A na mnie ono działa niczym najlepsza arteterapia :)

A tak moja modelka prezentuje się w opasce (złapana podczas szału rozwalania wszystkiego wkoło).



11:13 AM

Bilans 3-latka.


Bilans 3-latka? Czy coś takiego w ogóle istnieje? Nie wiem. Who cares? Chcę po prostu zapamiętać, jaki jest mój trzyletni Leoś.

1)Wzrost i waga: 103cm, 16kg (schudł biedaczek ostatnio prawie kilogram). Nosi ubranka na 104-110cm.


2)Zachowanie: Jest grzecznym i kochanym chłopcem. Lubi się przytulać, głaskać, gilać. Jest bardzo ruchliwy, ale potrafi już usiąść i pobawić się jedną zabawką max.15 minut. Od kilku miesięcy chętnie też rysuje. Koło wychodzi mu całkiem ładnie, głowonogi czasem przypominają głowonogi, ale częściej pajęczą sieć :)

Do przedszkola wciąż chodzi niechętnie, płacze przy rozstaniu, ale ponoć smutek mija wraz z zamknięciem przeze mnie drzwi do sali. Pracuję 3 dni w tygodniu - środa, czwartek, piątek - i tylko w te dni synek i córeczka chodzą do przedszkola.

Pani przedszkolanka bardzo chwali Leosia, szczególnie zwraca uwagę na jego więź z Amelką ( jest w tym samym miejscu, ale w innej sali, po 15 spotykają się na wspólnej zabawie). Leoś podpytuje Panią: "Czy Amelka zasnęła, czy nie płacze, czy zjadła obiadek?" A, gdy się po południu spotykają, ściskają się i całują na dywanie dobre 5 minut.

Leoś w zeszłym roku, pod koniec lata, nauczył się jeździć na dużym rowerze z dodatkowymi kółkami. Teraz podjęliśmy próbę - na razie Leoś zapomniał jak to się jeździ. Więc szaleje na hulajnodze i rowerku biegowym. Razem z Melką stanowią wspaniały duet psów podwórkowych. Czytaj: powrót do domu z dworu skutkuje histerią jednego i drugiego. Zbieranie ich z podłogi z przedpokoju zajmuje dobre 10 minut.



2) Mowa: Leoś ciągle gada. Non stop. "Mogę zelka? Zielonego jak klawa?"

Zadałam mu kilka pytań i zamierzam to powtarzać w każde jego urodziny :) Chcę widzieć, jak się zmienia, dorasta, dojrzewa <3 Może też się skusicie?


a) Kim jesteś?


"Jestem Lechoś. Dinozaur. Jestem oklopnym misiem. I takie mam logi. I takie ocy stlasne! ( ma na sobie bluzę z misiem i czułkami) Raaaarrr. Rarrrr. Raarrrr. (5 minut później)   Raaarrr. Idę do taty."



b) A ile masz lat?

 Jeden, dwa, trzy.


c) A jaka jest Twoja najlepsza zabawa?

 Pobiegł podrzucać dinazaura. Po pewnym czasie wrócił z pilotem i mówi:

"Poploszę Peppę."


Próbowałam dowiedzieć się jeszcze kilka razy, w co synek najbardziej lubi się bawić i za każdym razem odpowiedź była inna. Ale moja ulubiona brzmiała:

"Z mamą cały dzień" <3

 c) Masz przyjaciela? Jak ma na imię?

 
"Mam, Tyglysa. (Tygryska, maskotkę)"

A w przedszkolu synku, masz tam przyjaciela?

"Nie mam."

 A z kim się tam bawisz?

"Z Olafem, a nie z Panią." 

A w co się bawicie w przedszkolu? 

"Że mój tata po mnie przyjdzie." (synka, odkąd wróciłam do pracy, odbiera codziennie mąż)



d) A co lubisz robić z tatusiem?

 "Ja go kocham baldzo. Lubię się z nim bawić tym dźwigiem (pokazał przy tym dźwig, który zbudował z klocków z tatą dzień wcześniej) I jak zabiela mnie do Jasia ( kuzyna) i na plac zabaw. Ale ja nie mam tam zabawek."

 A co lubisz robić z mamusią?

"Bawić się."

 A w co?

 "Chcę coś nalysować, tego dinozaula!"

e) A Ty masz siostrę?

"Tak, taką, tu (wskazał na Amelkę i od razu do niej podbiegł, położył główkę na jej kolanach). Kocham ją najbaldziej. (pocałował ją w policzek) To moja siostla, Amelka".

 f) A teraz czas na bajkę.

 Codziennie wieczorem, zanim zaśniemy, opowiadamy sobie wspólną bajkę. Ja zaczynam, a Leoś dopowiada dalszy ciąg. Choć bajka codziennie zaczyna się od tych samych słów, to jeszcze nigdy nie brzmiała tak samo. Czasem jej bohaterem jest Leoś, czasem Amelka, czasem Zygzak albo traktor. Dzisiejszą bajkę zapisałam, żeby została ku pamięci :), zachęcam Was też do  takich wymyślanych opowieści na dobranoc, bo to świetnie rozwija wyobraźnię, mowę, ale też pokazuje, jakie emocje drzemią w naszych dzieciach :)



(To co mówiłam ja, jest napisane zwykłą czcionką, to co mówił Leoś wytłuszczoną).



Leoś, opowiesz mi bajkę?



...Dawno, dawno temu był sobie  Lechoś,... który miał... dźwiga,... lubił też samolot, a razem z nim była mama. Pewnego dnia poszli do samolotu i polecieli z tatą baldzo wysoko. I zobaczyli tam dźwig, a w dźwigu siedziała : Ja, mama, tata i Amelka.  Ale super! Wszyscy świetnie się ... siedziały ... co robili? siedzieli.  Mama miała na sobie Amelkę, a ja jechałem nim i wróciliśmy. Gdzie wróciliśmy? Do domu. A było już późno i poszliśmy do domu. A w domu był? Jasiu, był Jaś . I Ola. I jeszcze kto był mamo? No kto jeszcze synku? Janek. I...mama. I byliśmy na urodzinach.  Ach, były to urodziny tak? I co śpiewaliśmy? Sto lat, sto lat!!! A czyje to były urodziny? Moje! Z dinozaulem! I poszliśmy na koniec dnia do kapieli. I kto się kąpał? Ja z Amelką. I mieliście piękne sny. I co Ci się śniło? Nie mogłem się wyspać. A czemu nie mogłeś się wyspać? Cisza..... I wszyscy byli bardzo szczęśliwi. I jak się cieszyli? Nic. Nic. Nic? Nie byłeś szczęśliwy? Byłem. A z czego najbardziej się cieszyłeś? Z taty!!!











Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP