1:55 PM

Inni.

Mogę. Już mogę. Podzielić się tym, co pojawiło się we mnie podczas pobytu w szpitalu.
Oddział ginekologiczny. Na przeciwko znajdował się położniczy. Dobiegały mnie odgłosy płaczu maleńkich dzieci. A w pokoju leżałam z przesympatyczną dziewczyną, która przeszła podobną do mojej drogę,z tym, że zakończoną in vitro z sukcesem.
No właśnie... z sukcesem. Wszyscy, którzy mnie spotykali, powtarzali - jest pani młoda, jeszcze będzie miała pani swoje dziecko. Na pewno pani urodzi.
Miałam wrażenie, że nie dociera do nich, że nie muszę urodzić, że nie pragnę tego za wszelką cenę. ŻE TO NIE JEST MOIM MARZENIEM. Już nie... Mówiłam, że zdecydowaliśmy się z mężem na adopcję, że to droga, którą idziemy i że cieszę się nią... Jednak jak grochem o ścianę. Ich wzrok był pełen współczucia i chęci pocieszania... "Jeszcze będzie pani miała SWOJE dzieci".
Będę. Do cholery będę. Swoje. Niekoniecznie biologiczne.
Leżałam na sali z 60-letnią kobietą, której wolałabym więcej nie spotkać... Była agresywna w rozmowie, pani mądralińska, egoistycznie  nastawiona do życia i podła. Jako jedyna nie miała operacji, a jak koleżanka z sali zemdlała, to ta nawet nie wstała jej podnieść ( pozostałe Panie, w tym ja byłyśmy z cewnikami i świeżymi szwami)... Wszędzie węszyła podstęp ( jedną pacjentkę, która miała być operowana jako pierwsza, zaatakowała, że ma na pewno znajomości). Przez cały czas skupiona na sobie pouczała innych - w tym mnie. 
"A pani co jest?" - zaczęła.
Opowiedziałam. Zawsze opowiadam. Jakoś nie mam z tym problemu.
"To zajść w ciąże trzeba, to problemy z jelitami znikną".
WWWTTTTFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFF?????????????????????????????
Niepotrzebnie wdałam się w dyskusję. Oj, niepotrzebnie. Po 20 minutach umoralniania mnie przez panią - stwierdziła, że nie będę dobrą matką, bo żadna nauczycielka nie jest - powiedziałam, że temat niepłodności jest tematem bolesnym i bardzo proszę go już ze mną nie poruszać. 6h był spokój. Wredna (tak na nią mówiłyśmy) obraziła się i nie rozmawiała z nikim wcale. Następnego dnia jej przeszło i znów zaczęła. Tym razem był wjazd na Ośrodki Adopcyjne. Jak to oszukują, zatajają informacje itp. itd. W końcu spytałam, skąd ona to wszystko wie ( tak przy okazji Wredna jest emerytowaną nauczycielką), odpowiedziała, że odbyła kurs adopcyjny ( matko! takiej babie dać dziecko, to byłaby masakra!!!!). Po kilku zdaniach okazało się, że miała być rodziną zastępczą. Nie wiem w końcu czy została nią czy nie, bo tak mnie zirytowała, że musiałam wyjść z sali. Co chwilę powtarzała - że źle robię...
Ludzie... przeraziłam się... Nie wiem, chyba nie umiem tego opisać... To tak jakb\ym była z innych światów...
Ale moje uczucie wyobcowania pojawiło się we mnie nie tylko z powodu Wrednej.  Po operacji, wynik badania - dla mnie negatywny - bo nie odpowiedział na pytanie - dlaczego nie możemy mieć dzieci - spowodował lawinę "porad" mojej rodziny.
Porady - każdy starający się je zna... Np. moja siostra zaczęła (pomiędzy opowieścią o ewentualnej spirali a hormonalnym zblokowaniem swojej owulacji) pouczać mnie, że nie mamy dziecka,bo za często się kochamy. Zaleca więc raz na dwa tygodnie. No i przede wszystkim przestać wyjeżdżać - powinnam siedzieć w domu, a wtedy na pewno będę miała SWOJE dziecko.
Babcia - również poczuła, że urodzę.
Mama to już w ogóle - jeszcze nie doszłam do siebie po intubacji, a już zachowywała się jakbym zaszła w ciążę.
Rodzinne porady, od których we mnie wzbiera nieopisana złość i żal... Dlaczego? Bo ja już kocham moje dziecko, myślę, jak zabezpieczyć JEGO potrzeby, a wszyscy wokół w ogóle o tym nie myślą. Tak jakby liczyły się tylko moje potrzeby i tak jakby moją potrzebą było zajście w tę cholerną ciążę i urodzenie dziecka o cechach odziedziczonych po mnie lub moich przodkach.
Sorry, ale nie. To nie jest moją potrzebą. Niech to w końcu do dotrze do świata. Decyzja o adopcji była decyzją przemyślaną. To jak lawina, która mnie poniosła. Dzięki niej zobaczyłam inny świat. Inną siebie. Lubię się taką. Cenię się taką. Dorosłam. Dojrzałam. Stałam się inna.
JESTEM SZCZĘŚLIWA. NIE ZAZDROSZCZĘ KOBIETOM, KTÓRE URODZIŁY SWOJE DZIECI. NIE ZAZDROSZCZĘ TYM, KTÓRE ZAMIAST NA ADOPCJĘ ZDECYDOWAŁY SIĘ NA IN VITRO. NIE ZAZDROSZCZĘ, bo obecnie jestem we właściwym miejscu.
Zazdroszczę np. koleżance z kursu, bo ma już w domu dzieciaczki i mówią już do niej mamo. Zazdroszczę jej.
Życie nie jest tylko czarno-białe. Jest przecudownie kolorowe. Przecudownie. Pewnych barw jeszcze nie znam. Pewnych mogę nigdy nie poznać. Ale odcienie, które dostrzegłam w sobie, w moim mężu, w naszym związku - po decyzji o adopcji, to odcienie, które niesamowicie ubarwiły nasze życie. Utwierdziły nasz związek. Utrwaliły.
Jeśli kiedyś zajdę w ciążę i urodzę, mam nadzieję, że bliscy będą wiedzieli, że moje adopcyjne dziecko, nie jest w niczym gorsze ani lepsze od biologicznego. A jeżeli nie zajdę to i tak wiem, że osiągnęłam swoje szczęście. Swój spokój. Swój azyl. Odnalazłam sens.
(Wichura okropna, a gdy napisałam ostatnie zdanie wyszło słońce...)
Czekam teraz na mój CUD. Na mój CUD wyśniony, wymarzony, wytęskniony i wybłagany... Wycierpiany i wymodlony. Całkiem mój. Oto czego pragnę. Każdego dnia. Czekam na telefon.
Jesteśmy inni. Jesteśmy tacy sami. Różnice czynią nas wyjątkowymi. 
Czasem mam wrażenie, że zdaję właśnie egzamin z człowieczeństwa. Wierzę, że mi się uda...



40 komentarzy:

  1. Alla, tak miło się czyta, z jaką nadzieją i spokojem patrzysz w przyszłość. I że jesteś przekonana, że adopcja to Twoja droga. Ja wierzę, że to będzie piękna i bardzo szczęśliwa droga. Wierzę, że to dziecko wynagrodzi Ci cały dotychczasowy ból i oczekiwanie. Będziesz bardzo szczęśliwą mamą, zobaczysz :)
    Alla, napiszę wkrótce. Mam bardzo ciężki teraz czas. Bywa, że mam tylko chwilę na wejście na internet, napisanie komentarza - tak jak teraz. A zaraz obudzi się moja córeczka i skończy się dla mnie chwila wolnego... zresztą, sama niedługo się przekonasz, jak to jest przy małym dziecku ;) Pozdrawiam Cię ciepło :)
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam Anno na Twojego maila, gdy będziesz już w stanie - pisz. I życzę Ci dużo sił. I dużo energii. Buziaczki

      Usuń
  2. Jestem przekonaa, że WREDNA rz nie została, coś jej się w źyciu nie udało i wylewa swoje frustracje na innych, żenująca.
    Moja mama przywiozła mi jakiś sznureczek, krórym się miałam obwiązać w pasie i się modlić o cud poczęcia. Jestem wierząca, ale nie w takie cuda :)
    Twój spokój bije z daleka, oby czekanie było już króciutkie bo takie pokłady miłości nie mogą się przecież marnować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :) Opisywałaś chyba kiedyś ten sznureczek, bo temat jakby mi znajomy :)
      Oby to czekanie za niedługo miało kres! buziaczki

      Usuń
  3. To niezrozumienie wśród najbliższych boli najbardziej. Oczekujesz, że inni będą cieszyć się Waszym szczęściem, a tu.. Ech.. Mi w takich chwilach od razu zapala się czerwona lampka i zaczynam się bać, że rodzina nie zaakceptuje mojego maleństwa. Czasami chce mi się krzyczeć, żeby do wszystkich w końcu dotarło, że JA jestem w swojej decyzji szczęśliwa! Marzeniem moim jest, by inni zaakceptowali tą naszą "inność" i umieli się cieszyć razem z nami. A wrednymi obcymi babami się nie przejmuj! Na szczęście nie musisz oglądać ich na co dzień. Alu jestem z Tobą! I razem z Wami czekam na Wasz CUD!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ewo. I ja jestem z Wami i czekam na wiadomości o kolejnych krokach :) buźka!

      Usuń
  4. Ludzie bywają podli i zgryźliwi czasem wynika to z ich natury, czasem z doświadczeń życiowych. Dlatego tak bardzo nie lubię szpitali i oddziałów ginekologicznych - to właśnie tam (przekonałam się na własnej skórze) wychodzą z ludzi potwory. Za pierwszym razem gdy leżałam na oddziale - niestety w sali z ciężarną, jej wścibski nos wyniuchał, że mam zdiagnozowaną niepłodność pierwotną i kilka dni w szpitalu pamiętam jak piekło. Za drugim razem gdy miałam hsg - mój lekarz przeniósł mnie na sale z kobietą w podobnej sytuacji jak ja i dziewczyną po poronieniu. Zupełnie inny klimat mnóstwo pocieszenia i zrozumienia. Ze strony bliskich też często słyszę wiele tak cudownych - jak głupich rad, a ja niestety w cuda już nie wierzę.
    Trzymaj się bądź dzielna i podążaj swoją drogą, być może doczekasz się i biologicznego i adopcyjnego dziecka, być może będzie tylko jedna opcja - to jest mniej ważne. Najważniejsze abyś zawsze w każdej sytuacji była sobą buźka. Iga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Iga. Twój ostatni akapit to wspaniałe podsumowanie mojego posta. Dziękuję Ci za to mądre zdanie. Buziaczki

      Usuń
  5. Allu nie martw się opiniami takich wrednych pań jaka akurat na całe szczęście tylko udało Ci się jedną taką spotkać. Ja też znam ten ból i sama się zastanawiam czy dane będzie mi być mamą na razie biologiczną może kiedyś dojrzeje do adopcji...Pamiętaj że rodzice, babcia siostra chcą dla Ciebie dobrze i możliwe, że Oni także dojrzeją do tego jak Ty Allu i będą szczęśliwi widząc że Ty i Twój mąż jesteście szczęśliwi i to maleństwo, które już wygrało los na loterii gdziekolwiek teraz jest. Oby jak najszybciej trafiło pod dach Waszych serc-buziaki śle i 3mam mocno kciuki , żeby to nastąpiło już lada moment-pozdrawiam Was serdecznie-Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) A Tobie życzę właściwych kroków i decyzji :)

      Usuń
  6. Mądry post. Życzę jak najszybszego telefonu. :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Już pisałam kiedyś - jesteś niesamowita !
    A ludzie niech sobie gadają, trzeba wpuścić i wypuścić, tacy ludzie byli, są i będą.
    Ty masz wszystko poukładane na swoich półeczkach a ktoś chce znowu zrobić Ci bałagan, myślę, że Waszego porządku, które zbudowaliście razem, poprzez decyzję o adopcji nic i nikt nie zburzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu, kochana jesteś.
      Jednak każde słowa sieją zamęt w umyśle, nie jest to tak, że przechodzą bez echa. Skałą nie jestem, a tylko człowiekiem. Dobrze, że mam w sobie pewność i poczucie wiary, i sensu - dzięki temu szybciutko sprzątam bałagan, jaki narobią "życzliwi" :) buziaczki

      Usuń
  8. A ja myślę, że już zdałaś egzamin z człowieczeństwa. I już to kiedyś pisałam - Twoje/Wasze Dziecko będzie jednym z najszczęśliwszych na świecie. Bo trzeba tylko zaufać Panu Bogu, wszystko i tak w Jego rękach:)))) Pozdrawiam serdecznie i czekam na szczęśliwą, ba - najszczęśliwszą wiadomość pod słońcem:)0 Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Żeby choć w połowie było tak szczęśliwe, jak to Ci się wydaje :)
      I ja czekam na tę wiadomość, niecierpliwie :) buziaki

      Usuń
  9. Alu, widzę, że jesteś jak skała. Nawet wredna baba nie jest w stanie zamieszać Ci w głowie, choć na pewno spotkanie z taką osobą nie należy do przyjemnych. Niestety, ale na świecie pełno takich "osobistości". Każdy człowiek chyba miał "przyjemność" z takimi...
    To wspaniałe, że już w tej chwili czujesz, że jesteś na swojej drodze. Ja po adopcji mojego synka, właśnie tak to poczułam, że nareszcie znalazłam się tam, gdzie być powinnam, że stanęłam na swojej drodze. Dla mnie było to niesamowite uczucie, dające mi spokój i poczucie wolności. I tak trwa do dziś, mimo problemów i trudności nadal tak właśnie czuję. To była dobra decyzja.
    Pan Bóg z wielką starannością wybiera rodziców adopcyjnych dla swoich ukochanych dzieci.
    W Twoim przypadku to jest po prostu oczywiste. Będziesz wspaniałą mamą. Nie zrażaj się niczym.
    Pozdrawiam:-)
    P.S. A mój syneczek siedzi u mnie na kolanach i czyta co napisałam. Ale zamiast "osobistości" czyta "osobości":-) No, a teraz mówi "jeszcze przeczytam" i śmieje się. Buzias. Niedługo i Ty będziesz celebrować chwile i zamartwiać się o wszystko. Pa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki słodziak. Normalnie zobaczyłam niemal tę scenę :) Mam nadzieję, że będę choć w połowie tak dobrą mamą za jaką mnie uważasz :) No i że Bóg wie co robi, wybierając nas :) buziaczki!

      Usuń
  10. Babcia czy Mama zawsze chcą najlepiej dla Ciebie,one nie wiedza ze tak naprawdę to zadają ból. Trudno im zrozumieć że wybraliście już inną drogę do macierzyństwa. Zobaczysz jak pojawi się maleństwo to zwariują na jego punkcie i nawet do głowy im nie przyjdzie że mogło być inaczej. Zal mi takich kobiet jak ta zgryźliwa z sali swoje niepowodzenie życiowe przelewa na innych. Cieszę się że przetrwałaś i się nie załamałaś że masz tyle siły i pozytywnego myślenia. A może uszyjesz taka sukieneczkę powiedzmy dla przyszłej córeczki i nic mi się nie przewracało jak widziałam jak to szyłaś i tak uważam że świetnie to robisz? Toby dopiero było cudownie jak by w takie sukienki ubrały się aż trzy pokolenia. Pozdrawiam ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że bliscy będą kochać nasze dziecko...Co do sukieneczki - mam jeszcze trochę tego materiału - ale przecież może będę mieć synka... to przecież go w sukienkę nie przebiorę :P buziaczki :)

      Usuń
  11. Nie gniewaj się na bliskich ani nie miej do nich żalu, chcą dla Ciebie jaknalepiej...a są biologicznymi rodzicami, zapewne wiedzą więc jakie to szczęście i tego Ci życzą, innej drogi nie znają.To super, że tak odnalazłaś się w swoim położeniu, jeśli tak do końca zaakceptowałaś swoją sytuację to szczęśliwe będzie Wasze adopcyjne dziecko. Nie sposób porównać siłę miłości w rodzicielstwie biologicznym i adopcyjnym bo w każdym przypadku - nieważne skąd mamy dziecko - nasza droga do niego była inny, każdy inaczej darzy miłością dziecko, różne mamy charaktery, różne priorytety, ale w życzeniu biologicznego dziecka nie ma nic złego, będziesz cudowną mamą adopcyjną, ale nie wierzę że z radością nie przyjełabyś małego serduszka pod swoje sercem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem myślę, że bliscy po prostu się nie zastanawiają co mówią. Mówią to, co jest dla nich łatwiejsze i mam o to żal... Może nie żal... ale jest to przykre. Uważam, że mogliby się dla mnie bardziej postarać, ja często staram się dla nich. Uginam się, staram się nagiąć, choć nie jest to łatwe. Nigdy nie napisałam, że nie przyjęłabym z radością serduszka pod swoim sercem - napisałam natomiast wielokrotnie - że nie jest to moim priorytetem. Być może kiedyś, przy drugim dziecku ( jeśli się na takie zdecydujemy ) będę chciała pójść inną drogą. Może wspomogę się medycyną. Nie wiem. W tej chwili podążam za własnymi marzeniami. I jest mi dobrze :)

      Usuń
    2. Przemyślałam swoją wypowiedź i... zmieniam zdanie - w tej sytuacji, kiedy z utęsknieniem czekasz na swoje adopcyjne dziecko NIKT nie powinien Ci życzyć swojego dziecka. Faktycznie to może boleć, może zdołować i nie wspiera w Waszej ciężkiej sytuacji... to jakby ktoś mówił, że dziecko adopcyjne jest gorsze! Niech Wam za jakiś czas życzą "drugiego - może biologicznego", ale teraz faktycznie to jest nie na miejscu. Można tego życzyć po cichu, można się o to modlić, ale nie powinniście tego słyszeć!

      Usuń
    3. :) Dziękuję, to miłe, że to rozumiesz :) ---<---@
      Fajnie, że napisałaś :) To daje nadzieję, że może kiedyś bliscy też zrozumieją :) buziaki

      Usuń
  12. Alla a chciałam na początku czytając napisać "Na bank nauczycielka" :P
    Powiem tak... głupich nie sieją a Mój Syn jest najlepszy na świecie :) i jak wielokrotnie podkreślałam - lepszego bym nie zrobiła :)
    Moi bliscy - wszyscy mnie podziwiają, mówią jak cudownie, jakie cudne dziecko - ale gdy powstaje dyskusja czy ktoś by adoptował, to są tylko odpowiedzi 'NIE".
    Czasem się zastanawiam na czym polega ten fenomen - cudownie że ja adoptowałam i dziecko jest super, ale oni tego by nie zrobili ...
    :)
    Nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beata ja myślę, że to żaden fenomen. Zastanawiam się jak napisać, co myślę nikogo nie raniąc, bo np. ja akceptuje adopcję, podziwiam odwagę ludzi, którzy się na nią decydują, noe wyobrażam sobie życia bez dziecka, itp., ale kiedy sama walczyłam z niepłodnością 5 lat na adopcję nie byłam gotowa, chciałam najpierw wykorzystać dostępne metody wspokagania rozrodu, choć do INV z łatwością bym nie podeszła, ale to chyba naturalne, że chciałam mieć biologiczne dziecko, już nawet nie cząstkę siebie, ale swojego cudownego męża, naszych rodziców, itp. Byłam młoda, więc na adopcję dawałam sobie z 7-10 lat. W adopcji bałabym się wielu rzeczy, choćby tego że czas tak szybko upływa i dziecko będzie musiało poznać prawdę, jak to przyjmie. No i niestety mieszkam w małym mieście... Dlatego i ja powiedziałabym szczerze: Fajnie że adoptowałaś, ale ja (narazie) bym się na to nie zdecydowała. A TAKIE OSOBY JAK AUTORKA TO ZE ŚWIECĄ SZUKAĆ. NIESAMOWITE PODEJŚCIE!

      Usuń
    2. Kurczę, nie wiem, czy kogoś nie uraziłam moim postem. Chciałam napisać o swoich uczuciach - o tym, że wiem, na co się zdecydowałam. Ale szanuję również decyzje innych. Te o in vitro, te o surogatkach, te o adopcji prenatalnej - wszystkie. Uważam, że trzeba podążać za tym,co podpowiada nam serce. Moje serce, jak już pisałam, niczym kompas popchnął mnie w progi OA. Nie wiem, jak będzie. Nie oczekuję aprobaty, podziwiania - nawet ich nie chcę. Może potrzebuję czasem wsparcia, a czasem milczenia...ale to każdy tak ma. Beata, ludzie się po prostu boją. Ehhh... Olać. Po prostu olać.

      Usuń
  13. Jak ja to dobrze znam... jak wiesz pisałam nawet o tym, bo porady rodziny i bliskich znajomych nie kończą się wraz z pojawieniem się dziecka adopcyjnego. Niestety. Nawet jeśli mówię wprost, tak jak Ty w poście to otrzymuję odpowiedź, że i tak życzę Ci biologicznego dziecka. Jak piszesz - rzucamy tylko grochem o ścianę. Najważniejsza jest jednak harmonia z sobą samym, no i z mężem, a tego Ci nie brakuje :) Trzymaj się Kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh... tak sobie myślę, że kurczę... zawsze byłam słaba z w-fu. A już najgorsza w rzucie palantówką. Kiedyś piłeczka wypadła mi do tyłu i pani zapisała mój wynik jako "minus 9 metrów". No... to może w rzucie grochem o ścianę będę lepsza. W końcu przede mną kilka lat treningu zapewne :) buziak :D

      Usuń
  14. to jest dojrzałość. kiedy zaczynają się wybory, których inni za nic nie umieją zrozumieć a my ze spokojem trwamy przy swoim, bo w to wierzymy:))) jesteś Alu piękną osobą, podziwiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oluś... nie wiem, czy ze spokojem trwam przy swoim :P Czasem mam gorsze dni, czasem chandrę, ale zawsze jest we mnie wiara, że będzie dobrze. Nie podziwiaj mnie. Nie ma we mnie nic do podziwiania. Jestem szarym człowiekiem, który szuka barw i dostrzega je często tam, gdzie inni nie potrafią, ale to żaden wyczyn. Buźka.

      Usuń
  15. Ehh nie wiem skąd się biorą tacy ludzie?
    Mnie z kolei denerwują (oprócz takich domorosłych filozofów) komentarze w rodzinie Męża, gdy np. opowiadam o moim kocie (na punkcie którego mam autentycznego świra) i słyszę - dzieci byście robili, a nie kotami się zajmowali. Szlag mnie trafia i mam ochotę powiedzieć (przysięgam, że kiedyś tak zrobię) - a jeśli nie chcemy mieć dziecka? Albo nie możemy? Co nie jest prawdą, ale jeśli jesteśmy 4 lata po slubie to przecież musimy mieć już dziecko. Jezuuu, co to kogo obchodzi?

    Pozdrawiam serdecznie i w wolnej chwili zapraszam do mnie, gdzie po dłużej przerwie wracam do blogosfery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Natalko, co ja zrobiłam. Ja po pierwszym takim komentarzu, a była to ciotka mojego męża (powiedziała przy teściach - "Jak możecie być tacy, wnuka dziadkom zróbcie. Oni tak czekają.") powiedziałam prawdę. "Bardzo byśmy chcieli, staramy się - ale Bóg nam jakoś nie daje dziecka". (popłakałam się później z emocji) Zadziwiające jest to, że córka tej ciotki ma adoptowanego syna, bo nie mogła zajść w ciążę. Więc ludzi się po prostu nie zmieni. Więcej takich komentarzy w rodzinie nie było. Rozeszło się raz dwa. Wszyscy wiedzą, ja otwarcie o tym mówię i dziś nie chce mi się płakać ani ciut ciut. Nie wiem, jak Ty zdecydujesz - mi jest łatwiej pewne rzeczy z siebie wyrzucić. Pozdrawiam! Buźka!

      Usuń
  16. nie lubie takich wsccibskich osób i nie wdawałabym sie w dyskusje....
    co do adopcji życze ci jak najlepiej, choc sama w rodzinie doznałam wrecz czegos innego....
    mam własną trójke dzieci, juz dorosłych ale mój mąz obecny miał 2 adoptowanych.... nie wiem czy miał pecha ale .... napisałam to częściowo na swoim blogu.... nie przezyłam tego osobiście ale z relacji męża to był horror....
    musielismy sprzedac dom aby sie uwolnic od drugiego....
    gdybys chciała porozmawiać a ja mogłabym pomoc to proszę ...largetto@wp.pl
    jestem juz starszą kobieta, emerytka i patrze na życie troche inaczej
    rozumiem ciebie bardzo dobrze, czuje twoja miłośc i potrzebe obdarowania nią maleństwa....
    i bardzo bardzo życze ci abyć dostała to upragnione dzieciatko.... ale bądź czujna, wypytaj o wszystko, z jakiej rodziny, o przeszłośc.... bo geny to jednak potęga.... na nic miłośc jak one nie zawsze pozytywne sa silniejsze.....
    życze dużo szczęścia

    http://leptir-visanna6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bloga odwiedzę, ale muszę mieć nastrój na czytanie trudnych rzeczy. Na pewno się jeszcze odezwę. Pozdrawiam.

      Usuń
  17. Kochana Twój świat jest pełen barw (cieszę się, że mogę drobną jego część poznawać), Twoje wnętrze jest pełne barw. A lada moment z Dzieciątkiem pojawią się kolejne odcienie.
    Wiem, że ten brak zrozumienia, zwłaszcza ze strony najbliższych boli. Tak bardzo chcielibyśmy, żeby cieszyli się z nami, żeby zaakceptowali sytuację. A oni niby się cieszą, ale jednak... Może potrzebują więcej czasu. Nie wiem, sama ciągle szukam na to odpowiedzi. Ale najważniejsze, że my mamy pewność, że jesteśmy na właściwej drodze. Serdeczności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana i odsyłam Tobie serdeczności całe mnóstwo. Buziaczki!!!

      Usuń
  18. Popłakałam się, czytając...Tak pięknie i mądrze o tym piszesz, a przecież obie wiemy, jak wielkie emocje towarzyszą naszej drodze i jak trudno ubrać je w odpowiednie słowa...Jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć - trudno. Na szczęście są też na świecie osoby, które - w przeciwieństwie do Wrednej - nie muszą przelewać na innych frustracji z powodu własnego zgorzknienia, niespełnienia i ograniczeń - i oby właśnie takich ludzi było w Twoim życiu jak najwięcej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w Twoim piękna. Będzie dobrze :) Wiem, że będzie...

      Usuń
  19. Jejku, ale ty jesteś mądra...

    OdpowiedzUsuń

Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP