9:27 PM

Dziecko.


Byłam cały dzień u Kasi. Przewijałam Bruna, tuliłam Go, głaskałam, pomagałam karmić. Był taki cieplutki i malutki, szkrabek ma już miesiąc. Dokładnie 4 tygodnie. Nasz maluch, gdy zadzwonią z OA, może mieć min. 6 tygodni. Pytałam się dziś Kasi, czy dużo stracę? I gdy tylko zadałam to pytanie pomyślałam, jakie jest głupie... Skąd ona może to wiedzieć? Przecież Jej dziecko jest teraz dla niej wszystkim, a jest z nimi dopiero 4 tyg. 4 tygodnie, których nigdy nie zamieniłaby na 4 inne tygodnie. Ale nie tylko dlatego to pytanie jest cholernie głupie ( choć przecież zrozumiałe, chcę mieć świadomość, czego nie doświadczę, co bezpowrotnie utracę), myślę, że przede wszystkim jest to maksymalnie egoistyczne pytanie. Moje dziecko przez min. 6 tygodni swojego życia nie będzie miało mamy. Będzie co prawda pod troskliwą (mniej lub bardziej, chce wierzyć w tę drugą opcję) opieką opiekunki w RZ, ale nie doświadczy ogromu miłości rodzicielskiej. Nikt nie będzie mu mówił - Kochanie, tak tęskniłem w pracy, kizi mizi, kuli kuli, trrr trrr( i innych dźwiękonaśladowczych wyładowań uczuć matczyno-ojcowskich). Jak patrzyłam dziś na Brunka widziałam dziecko, które wszyscy kochają, od pierwszego dnia Jego istnienia, zobaczyłam w Nim też moje dziecko, które nie będzie miało takich doznań w wieku Bruna. Moje maleństwo będzie czekało, choć jeszcze nie będzie rozumiało, co to czas i 6 tygodni to będzie dla Niego wieczność.
Która na szczęście minie. A wtedy ja i mój mężuś ukochamy je za te 6 lub więcej tygodni i będziemy kochać przez następne 60lat (i na tamtym świecie jeszcze dłużej).
Będąc dziś obok małego dotknęłam tej prawdy, że dziecko jest cudem, naprawdę. Niezwykłym. Sposób w jaki na Ciebie patrzy, sposób w jaki jest od Ciebie zależne, sposób w jaki ziewa, sposób w jaki marszczy nosek i czółko, sposób w jaki szuka pokarmu... to wszystko jest niesamowite. Jestem urzeczona niemowlęcą magią, marzę, by widzieć więcej, czuć więcej, namacalnie, dosłownie. Marzę by być mamą... I wcale mi nie jest smutno. Wiem, że już naprawdę WKRÓTCE będę nią.
To dopiero będzie CUD (Całkowite Urzeczenie Dzieckiem)!


19 komentarzy:

  1. Masz rację, że nie powinnyśmy pytać, co MY stracimy, nie będąc z naszym dzieckiem od pierwszych chwil jego życia. Bardziej istotne jest to, czego ONO nie doświadczyło, co JEMU zostało odebrane i jak wielkiej ONO doznało straty. Tylko miłość potrafi wyrównać te braki, wynagrodzić dziecku jego dotychczasowe traumy i sprawić, że znów poczuje się bezpieczne, szczęśliwe i w pełni akceptowane. Ale przecież mamy w sobie tej miłości pod dostatkiem, a nawet w nadmiarze, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak :) Mamy w nadmiarze miłości i czuję, że jak dostanę to moje dzieciątko to nastąpi totalna eksplozja!! ;)

      Usuń
  2. Moje dziecko 22 dni patrzyło w sufit w szpitalu "bo procedury zawiodły".
    Serce do dziś mnie boli jak sobie to próbuję wyobrazić :(
    15 miesięcy czekał na Nas, na ludzi - tylko dla Niego.
    Ale Nas ma - i tylko to jest teraz ważne!
    Nie myśl za dużo - bo serce pęka, wiem... ale niczego nie możemy zmienić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, trzeba się zdystansować i pogodzić z rzeczami, na które przecież nie mamy żadnego wpływu. Wiem kochana, że Wasz Czarodziej był tak długo sam, ale gdy patrzę, jaki z Niego rezolutny, wesoły, pewny siebie chłopiec, naprawdę, aż trudno w to uwierzyć! :)

      Usuń
  3. Wiem, że to prawda znana jak świat, ale coś co łączy mamę i dziecko jest wyjatkowe, jedyne, niepowtarzalne. Nikt inny tego nie ma, tylko właśnie matka z dzieckiem, ja tego doświadczam codziennie, kocham ten stan i codownie, że niedługo i Ty go doświadczysz. Ńie ma nic piękniejszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję MIA :) Już nie mogę się doczekać, a jednocześnie jakoś tak czekam spokojniej :)

      Usuń
  4. CUD :) Piękne... CUDA :) Całkowiete Urzeczenie Dziećmi - ABSOLUTNIE :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja wcale nie myślę, że to głupie pytanie - niby 6 tygodni, a traci się karmienie piersią, takie gadulenia do dzidziusia, które niesamowicie wpływa na niego, noszenie na rękach i spełnianie pierwszych jego potrzeb i niesamowitej więzi matka-dziecko. Wiem, że to wiele, choć dziecko traci więcej. Ale tylko do czasu aż los Was razem złączy, potem miłość, mama i tata pozwoli mu wynagrodzić ten czas. Mocno życzę szybkiego zakończenia.
    Po wielu wpisach mam adopcyjnych widać, że mimo wszystkiego miłość rozkwita takim samym pięknym kwiatem miłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wielka i trudna umiejętność cieszyć się z tego co się ma nie tęskniąc za tym, czego się nie ma. Mam nadzieję, że do czasu telefonu z OA nabędziemy tę umiejętność i uda nam się zaspokoić potrzeby i tęsknoty naszej Kruszynki :)
      A co do piękna miłości adopcyjnej - Wy jesteście jej najlepszym przykładem!
      Buźka!

      Usuń
    2. mozna karmic piersia dziecko adoptowane

      Usuń
    3. też gdzieś czytałam, że mamy adopcyjne niemowlaczków potrafią wywołać u siebie laktację... byłam mega zdziwiona

      Usuń
  6. Wydaję mi się ,że szybko nadrobicie te 6 tyg. Ja miałam a raczej my mieliśmy to szczęście dostać córeczkę 6 tygodni od chwili jak ją dostałam na ręce a za chwilę mogłam ją karmić a ona patrzyła na mnie tymi swoimi niebieskimi dużymi oczami to było piękne miłość od pierwszego wejrzenia oczywiście z mojej strony a nawet wydaje mi się że z jej również bo u wszystkich było super na rączkach ale u mamy zawsze piękny uśmiech się pojawiał i pojawia się już 3 lata i piękne słowa kochać cię najbardziej na świecie mamusiu :) Także życzę obyś i ty jak najszybciej odnalazła twoje dzieciątko :)) Pozdrawiam i trzymam kciuki oby było jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i bardzo się cieszę, że te niebieskie duże oczy pokochały Ciebie i że Ty je pokochałaś. Miłość jest piękna. Każda. Dla mnie wciąż miłość matki do dziecka i dziecka do matki jest zagadką :)

      Usuń
  7. To nie jest głupie pytanie. Chyba każdy z rodziców oczekujących zadaje sobie pytania z gatunku właśnie takich. Myśli wciąż krążą wokół dziecka, czy już jest, czy się poczęło, czy się urodziło, czy jest bezpieczne i jak trudne ma za sobą przeżycia.

    Mój mały czekał na nas dwa tygodnie. Wszyscy reagowali "ojej, tylko 14 dni", a ja myślałam sobie "aż 14 dni". Można było ten czas skrócić, ale dla ośrodka dzień czy dwa nie robiły różnicy. Do dziś mam przed oczami widok naszego synka "oczekującego" - właśnie tak można określić ten widok - dziecko "oczekujące": oczy szeroko otwarte, wciąż się w nas wpatrywał. Był zdumiony, gdy wzięliśmy go na ręce, zupełnie jakby przydarzyło mu się to pierwszy raz:-( Niestety opieka w naszym szpitalu była kiepska, mały po prostu leżał i czekał, miał brudne ubranka i niezbyt ładnie pachniał. Gdy o tym myślę dzisiaj jest mi zwyczajnie smutno. Pocieszające jest jednak to, że dziecko tego nie pamięta i że te dni to jednak nie miesiące i nie lata. Pocieszające jest to, że w ogóle się spotkaliśmy, możemy tworzyć rodzinę, a przed nami wiele wspólnych lat.

    Myślę sobie, że ile rodzin adopcyjnych, tyle historii, ile dzieci adoptowanych, tyle odsłon dziecięcego smutku i wybuchu radości ze spotkania. Warto sobie uzmysłowić, że przecież w życiu naszych dzieci musiało zadziać się coś trudnego, żebyśmy w ogóle mogli być razem. Wszystkie adoptusie mają na starcie jakieś niefajne losy - odrzucenie od poczęcia, trudną ciążę, porzucenie po porodzie...
    Chyba jednak nie trzeba zbytnio się tym przygnębiać, bo dzieci adoptowane mają za to naprawdę kochających rodziców, takich, którzy doceniają dar życia swoich dzieci, adoptusie są wyczekane, wytęsknione, wywalczone, otoczone prawdziwą miłością i radością z bycia razem:-)

    Chłoń ten czas oczekiwania, to ważne momenty w Twoim życiu, zadawaj pytania i poszukuj odpowiedzi, oddychaj głębiej, a Twoje serce niech drży mocniej. To niesamowity czas, w którym dokonuje się coś ważnego.
    Życzę Ci szybkiego spotkania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo Basiu. Wzruszająco napisałaś. Dziękuję.
      Pragnę właśnie tego, by ten czas był radosnym oczekiwaniem na nowego członka naszej rodziny, oddycham głębiej i wszystko wokół mnie wzrusza (aż czasem zastanawiam się czy nie mam jakiejś choroby psychicznej).
      Pozdrawiam Cię i całuję :)

      Usuń
  8. My decydujemy się na dziecko (bądź rodzeństwo) starsze nawet kilku- kilkunastoletnie. bo te dzieci zawsze mają mniejsze szanse na adopcję. mamy w sobie tyle miłości że wiem że damy radę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super. Gratuluję decyzji i życzę wszystkiego dobrego :)

      Usuń

Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP