8:26 PM

Kasia.

Odkąd Kasia urodziła świat stał się inny. Lepszy. Spotyka mnie więcej dobrych rzeczy.
Kasia to moja przyjaciółka. Jest ode mnie dwa lata młodsza. Pracujemy razem i czasem myślę, że trafiłam do mojej pracy właśnie po to, by Ją spotkać. To naprawdę cudowna osoba ( i choć wiem,że pewnie to przeczyta, nie piszę, żeby Jej słodzić, chcę to dziś po prostu wyrazić). Wspierała mnie w walce o dziecko, wspierała, gdy poroniłam. Miesiąc po moim poronieniu, gdy ja jeszcze byłam wrakiem, Kasia zaszła w ciążę. Myślałam, że oszaleję. Pamiętam, jak czułam się winna, że nie umiem się z Nią cieszyć. Pamiętam, jak nie umiałam jej wspierać, jak nie umiałam nawet patrzeć na  Jej zdjęcia USG. Byłam wściekła na siebie, nie umiałam oswoić swojego bólu, nie umiałam być z Nią tak blisko jak wcześniej. A chciałam. Bardzo chciałam. Zmuszałam się więc do wielu rzeczy, bo bałam się, że Ją stracę, że kiedyś mi nie wybaczy, ale mimo wszystko nie byłam dobrą przyjaciółką. A Ona była. Była cierpliwa, ostrożna... Była zawsze. Nigdy nie pomyślałam, że Jej też może być ciężko. Miałam to co prawda na względzie, ale zawsze myślałam sobie, że ja mam o wiele gorzej i że to mi należy się usprawiedliwienie. Nigdy nie dowiem się, co Ona czuła. Wiem natomiast, że bała się. I teraz dopiero widzę, jak bardzo. Ona, tak jak i ja, bała się, że dziecko, które pojawi się na świecie podzieli nas. Rozdzieli. Bo ja nie będę w stanie tego udźwignąć.
Po jakimś czasie oswoiłam się z tą sytuacją. Zaczęłyśmy znów spędzać więcej czasu razem. I choć wiedziałam, że Kasia nie ma pojęcia, co czuję, widziałam, że bardzo chce się dowiedzieć, że bardzo chce mnie wspierać. Nie umiałam jednak mówić Jej o naszej walce. Zresztą w ogóle nie mam ochoty mówić o moich gorszych dniach i smutkach ( bo opisuję je na blogu i tu chcę je zostawić) ludziom jakimkolwiek ( choć i tak mi się to zdarza, jednak nie jestem już taka wylewna jak kiedyś ).
W końcu na świat przyszedł Bruno. Synuś Kasi. Moje serce zalała miłość, gdy tylko Go zobaczyłam.
Jest tak cudowny, że chciałoby się Go schrupać. Płacze jak mały kotek, marszczy czółko jak ja ( myślę, że to dlatego, że kilka razy podczas Kasi ciąży spałyśmy razem i całowałam brzuchol, i przeszło do pępowiny, a nią prosto do Brunonka :D ), przygląda mi się z zaciekawieniem, choć ma dopiero tydzień, uspokaja się, gdy mu śpiewam wymyślane piosenki o Brunonku.... A Kasia... Kasia jest najwspanialszą przyjaciółką na świecie. Zawsze, gdy przyjeżdżam, by być z nimi, czuję jak bardzo Oni są ze mną... Gdy trzymam małego, gdy Go przebieram, czuję się tak samo, jak wtedy, gdy opiekowałam się moim chrześniakiem, synkiem mojej siostry.
Ostatnio dostałam od Kasi smsa, że Bruno to szczęściarz, bo ma najlepszą ciocię pod słońcem.
A ja sobie myślę, że to ja mam niezwykłe szczęście, że poznałam Kasię, że mogę być ciocią Brunonka, że dzielą się ze mną bliskością. I że cały czas Kasia wizualizuje naszą przyszłość - my dwie, dwa wózki, spacery,ciacha i długie, długaśne rozmowy. Razem przechodzimy przez tę naszą adopcję.
Przykro mi, że nie wspierałam Jej bardziej w ciąży. Niestety nie umiałam inaczej. Cieszę się, że przeszłyśmy przez to i nasza przyjaźń jest teraz taka silna, taka mocna, jakbyśmy znały się od zawsze ( cholera, a tak nie jest???!!! szok!).  Cieszę się, że Kasia to taka mądra kobieta i że starała się mnie zrozumieć.
Dziękuję Ci Boże za tę przyjaźń... Być może jesteś, być może mnie słyszysz...
Zamiast kartki gratulacyjnej dla Kasi zrobiłam kołyskę, to była masakra, a efekt niestety nie powala. A dziś odbyła się sesyjka małego Kasinego bobaska, bo dziś właśnie kończy tydzień! :)









5 komentarzy:

  1. Brawo, brawo, gratuluję tej przemiany i zaakceptowania siebie i otaczającego świata. Miło, że nic nie stoi w miejscu, no nigdy nie jest tak by nie mogło być lepiej. Pozdrawiam też świeżą mamę i jej malucha no i tatę głównego konstruktora :). (M)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam i gratuluję. Dziękuję - po raz kolejny, czytając o "moich" przeżyciach u Ciebie, staję się dla siebie łaskawsza, akceptując te trudne emocje, które mają prawo pojawiać się w ciężkich dla nas chwilach. Moja Piękna Przyjaciółka cieszy się właśnie drugim trymestrem ciąży. Delikatnie szukamy ze sobą kontaktu. Dziś, tuż przed zajrzeniem do Ciebie, odważyłam jej się napisać szczerego emaila, jak to naprawdę ze mną jest... Mały sukces. Dziękuję Ci za potwierdzenie tego, że wciąż jestem dla niej ważna i że pewnie nie wie, jak do mnie się zbliżyć. Dziś jej to ułatwiłam, mam nadzieję.... Całus późnowieczorny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam podobnie - nie mogłam nawet patrzeć na kobiety z brzuszkiem czy spacerujące dumnie z dziecięcym wózkiem. Czasami wręcz ich nienawidziłam - to było zupełnie niezależne ode mnie i bardzo silne uczucie, którego się bałam, a jednocześnie nie mogłam nic na to poradzić. Teraz moje podejście diametralnie się zmieniło, bo sama tez wkrótce będę dumną mamą naszego Adoptusia i od momentu rozpoczęcia kursu czuję się trochę tak, jakbym naprawdę była w ciąży :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę takiej przyjacółki.Ja też miałam problem z kobietami w ciąży ale teraz wiem,że dużo zależy od nich samych -ich delikatności,zaangażowania i taktu w stosunku do nas.Niestety ja takiej osoby nie znam.Moja siostra,która o pierwsze dziecko starała się rok czasu ,a teraz ma dwójkę urwisów,wiedząc,że jesteśmy po bardzo długiej walce,kiedy przyjechałam do niej odreagować kolejny nieudany transfer,wspaniałomyślnie powiedziała :"zapyliłabyś się już bo nie mam już gdzie ubranek trzymać"-to było rok czy dwa lata temu ,a do dziś to pamiętam i obawiam się,że nie zapomnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Poryczałam się jak bóbr. Pozdrawiam serdecznie i życzę aby ta przyjaźń trwała wiecznie ;)

    OdpowiedzUsuń

Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP