Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

9:02 PM

W sieci.

Internet zaczyna mnie przerażać. Hejterstwo szerzy się jak zaraza. Nigdy nie moderowałam komentarzy na moim blogu. Nawet tych wyjątkowo niepochlebnych. I nadal nie będę tego robić.  Trochę mnie to fascynuje - ta różnorodność opinii, sposób ich przedstawiania, argumentacja.  I chyba lubię takie swoiste studium osobowości ludzkich. Jednak im dłużej aktywnie JESTEM w sieci i odkąd poniekąd identyfikuję się z nią, poprzez bycie sobą na blogu - zaczynam  odbierać komentarze bardziej emocjonalnie, często biorąc je do siebie.
Czynników zapalnych ostrych dyskusji jest wiele. Z racji, że mój blog opisuje głównie sferę niepłodności i macierzyństwa, są to tematy pokrewne tej tematyce.
Dopóki nie byłam mamą, lub inaczej, dopóki byłam nią jedynie w moich marzeniach i wyobrażeniach, nie widziałam tego, co dziś dostrzegam tak wyraźnie...
Hejterstwo na portalach dotyczących celebrytów już nikogo nie dziwi. Komentarze pełne zawiści, zazdrości lub zwyczajnie prowokujące, będące celem co niektórych naiwnych ( czyt. po prostu nieświadomych) stały się codziennością. Podobny trend ( albo nawet silniejszy!) można dostrzec w mediach społecznościowych, portalach typu wp czy onet, czy obecnie w  tak bardzo żywo omawianym temacie wyborów prezydenckich...
Ale najbardziej zaskakuje i szokuje mnie szalone grono matek ( i nie mówię tu właściwie o moim blogu), które w sieci zamieszczają tak ordynarne, chamskie, żenujące i tragikomiczne komentarze, że po prostu opadają ręce.
Często zaglądam na fora internetowe.  M.in. takie, które dotyczą macierzyństwa, rozwoju dziecka etc. Czasem jest to jedyne miejsce, gdzie kobiety mogą opowiedzieć o swoich problemach. Poszukać porady, oparcia....
I tak np. pewna matka, pisze o swoim niespełna rocznym dziecku, które od 5 miesiąca życia nie przespało więcej niż 3 godzin w nocy, prosi o radę, zastanawia się czy może podać dziecku syrop na uspokojenie, który przepisał lekarz. Jest przemęczona i wykończona, snuje się jak cień, nic jej nie cieszy itp. W odpowiedzi słyszy, że takim jak ona powinno się odbierać dzieci, skoro nie umie sobie poradzić, że chce zatruć swoje własne dziecko chemią, że jest niedojrzała do roli matki itp.

Inna matka opisuje sceny histerii swojego dziecka - w sklepie, kościele, na ulicy. Mówi, że powoli puszczają jej nerwy, że ciężko jej sobie poradzić z emocjami. Niemal nikt jej nie wspiera, wszyscy oczerniają i oceniają. Prowokując pytaniami: "To może niedługo po prostu ją zbijesz? Co z ciebie za matka!"

Pod moim ostatnim postem zawrzało po tym, jak napisałam, że zamierzałam posłać 1,5 rocznego synka do żłobka...  

 Pewna mama opisuje swoją trudną drogę w karmieniu piersią. Drogę, którą, jak sama przyznaje z widocznym bólem i wyrzutem do samej siebie, zakończyła niepowodzeniem. W odpowiedzi słyszy, że dobra matka karmi swoje dziecko tym, co dla niego najlepsze, że bycie matką to umiejętność wyrzeczenia się swoich potrzeb, że ona nie karmiąc - poległa, zawiodła swoje dziecko... I że będzie winna chorobom i alergiom swojego dziecka.

Nic, tylko się pociąć... a nie, też nie ;) Bo przecież poród przez cesarskie cięcie to nie jest prawdziwy poród!!! Istnieje tylko jeden prawdziwy sposób na zostanie matką i jest nim poród naturalny ( co więcej, przeczytałam ostatnio w artykule (!) a nie w komentarzu, że dopiero akt porodu naturalnego czyni z kobiety matkę, jak można się domyślać, artykuł pisała nawiedzona położna)...

Kto pisze takie brednie? Jakim trzeba być człowiekiem, żeby oceniać drugiego  i czynić mu wyrzuty w często tak obrzydliwy i pełen pogardy sposób? 
Moim zdaniem, trzeba być człowiekiem bardzo małym. Takim, który buduje swoje poczucie własnej wartości na krzywdzie innych, takim, który nie szanuje cudzej wolności i odmienności, takim, który zupełnie pozbawiony jest empatii i rości sobie prawa do mówienia innym jak żyć... Czy naprawdę należy się przejmować zdaniem takich ludzi?

Czy to znaczy, że należy pisać o wyborach innych tylko pozytywnie? Absolutnie nie. Jestem za tym, by być szczerym, prawdziwym i autentycznym. I myślę, że kwestią kultury jest, by swoją opinię skonstruować w taki sposób, by nie obrażała tych, którzy tę opinię mają inną... Bo przecież każdy ma prawo do swojego zdania i właśnie to czyni nas, jako ludzkość, wyjątkowymi...

Macierzyństwo to nie tylko lukier. To czasem też łyżka dziegciu, odrobina goryczy. I myślę, że wielu z nas  zadaje sobie pytanie - czy jestem dobrym rodzicem? I sam fakt, że o tym myślimy sprawia, że stajemy się tym rodzicem jeszcze lepszym.  W moim odczuciu i postrzeganiu świata to nie fakt sposobu przyjścia na świat,  sposobu karmienia, posłania dziecka do żłobka czyni nas dobrym rodzicem. Dobry rodzić chce dać swoim dzieciom to, co najlepsze. Dlatego daje im miłość. Dlatego przyznaje się do błędów. Dlatego przeprasza i wybacza. 
Czy uda mi się sprostać temu wyzwaniu, jakie stawia mi życie? Czy ja będę takim dobrym rodzicem, o którym piszę?  Pewnie czas pokaże. A ocenią mnie, wiem to, za kilkanaście lat - moje dzieci.

Mam nadzieję, że nie będą hejterami ;)

 A to ja w 28 tc :)

7:47 PM

"List od Boga"

Wróciłam do pracy. Chyba popadam w jakiś dołek. Nic mnie nie cieszy...
Włączyłam sobie pieśni kościelne ( śpiewałam kilka lat w chórku kościelnym ), siedzę i ryczę. Zaczynam się modlić i przestaję za chwilę. Boję się prosić. Boję się zaufać, aby potem się rozczarować. To mi zostało chyba od dziecka - modlę się i wydaje mi się, że coś się na 100% spełni dokładnie wtedy, kiedy tego zapragnę. Taki mam dziś Boży wieczór. Szukałam jakiś piosenek i nagle wyskoczył mi filmik:

Nie poddaję się, nie poddaję się Boże... Nie wiem tylko, ile jeszcze jestem w stanie wytrzymać... i nie zwariować...

10:09 AM

TA twarz?

I już prawie kończy się wolne. Za miesiąc zabieg w Warszawie. Nareszcie. Wczoraj przyjechał mój młodszy brat, byliśmy kupić mu garnitur na studniówkę. Kupiliśmy w H&M, bo tylko tam można było dostać garniak na takiego szczypiorka. Mąż się śmiał, że to komunijny z wydłużonymi nogawkami (żeby było śmieszniej mój mąż przy wzroście 180cm, jak szedł na studniówkę ważył 49kg, więc nie powinien się śmiać, tylko pożyczyć swój garniturek z tamtych lat ;) ). Dziś wstałam po 9, a brat jeszcze śpi. Jutro ostatni dzień wolnego, ale praca tylko przez 2 tygodnie i znowu wolne :)
To czekanie na malucha jest straszne. Pisałam dwa dni temu z koleżanką z naszej grupy szkoleniowej. Ona jest niecierpliwcem jak ja. Mamy dość czekania, a nie mamy żadnego wpływu na ten fakt. Tak sobie myślę, że to czekanie to taka moja obsesja. Ale widzę też, że to obsesja niemal wszystkich oczekujących. Co wieczór leżąc w łóżku, już po wieczornej modlitwie, gdy próbuję zasnąć, widzę twarz jakiegoś dziecka. Zastanawiałam się wcześniej, czy to może TA twarz. Teraz już wiem, że to po prostu efekt moich myśli, w których DZIDZIA jest tematem nadrzędnym.
Wczoraj przesłałam zdjęcia z naszej sesji do rodziny. Moja mama spłakała się jak bóbr. Mówiła, że bardzo ją wzruszyły. Pojechała też wczoraj kupić sówki- ograniczniki w Biedronce, bo u nas w mieście nie było. Czuję Jej wsparcie i bardzo mi to pomaga...
Zaczęłam szukać informacji w sieci - jak pomóc sobie podczas czekania na adopcję? Na polskich stronach - oczywiście posucha. Za to na amerykańskich naprawdę można wiele znaleźć. Natomiast nic nowego. Mój organizm sam automatycznie wpadł na te podsuwane przez nich pomysły. Rozwinę ten temat w następnym poście. Może kogoś natchnę ;)

10:31 AM

Torbiel.

No i już wiem, że ból jajnika nie pojawił się znikąd. Mam 6 cm dwukomorową cystę w jajniku. Zblokowało mi okres no i boli. Lekarz aż zrobił się czerwony, jak robił mi USG.
"Dla Pani zdrowia lepiej, gdy będzie Pani na tabletkach antykoncepcyjnych".
Cały dzień wczoraj spędziłam u lekarzy.
Dziś spadł pierwszy śnieg. Zamknęli przez to obwodnicę i spóźniłam się do pracy...


9:02 AM

Zapach jabłek.

I jest jesień. Dookoła domu mamy z 10 jabłoni. Zapach jabłek dopada mnie, gdy tylko uchylę okno. Lubię to! :)
Z rzeczy ważnych:
1.MOJA KASIA URODZIŁA!!! Mały jest przepiękny, do zjedzenia. Zalała mnie miłość. Boże, a jaki miała trudny poród... Drobna dziewczyna a naturalnie urodziła małego klopsa- 4300g.
W końcu jest po wszystkim, bo już mnie stresowało to czekanie.
2. Dziś chrzciny męża siostrzenicy.
3. Mam skierowanie do szpitala w Warszawie ze względu na ciągłe krwawienia śródcykliczne ( obecnie krwawię non stop z przerwami ok.3 dni), ale termin przyjęcia - styczeń...
4. Wpadłam w szał rękodzieła :) Przygotowuję prezenty dla wszystkich nowonarodzonych dzieci w naszej rodzinie (a trochę ich jest ;) ).
Dla córki kuzynki:

Dla przystojniaka Kasi:


    Dla siostrzenicy męża:
W trakcie tworzenia literek dla synka kuzynki:
Poza tym namalowałam dwa obrazy, kupiłam wrzosy i zasadziłam przy domu ( najładniejszy się nie przyjął).
Do zrobienia jeszcze:
*kartka na dzisiejszy chrzest
*kartka gratulacyjna z okazji urodzenia synka dla Kasi
A na razie idę suszyć włosy ;)

10:12 PM

Szalony byk, uciekający zając i muchy między zębami.

Nie miałam weekendu, bo tym razem edukowałam siebie i innych na konferencji. Dotarłam do domu bardzo późno, wygłodniała rzuciłam się na resztkę żółtego sera i ostatni plaster krakowskiej. Marzyłam o odpoczynku, a że odpoczynek aktywny też jest odpoczynkiem to pojechaliśmy z mężem na krótką wycieczkę rowerową. Ostatnie dni lata trzeba uwiecznić :)

Po drodze obsiadły nas chmary much, wlatywały wszędzie, do gardła, uszu, oczu itp. itd. Ale nie należymy do tych, którzy łatwo się poddają, więc jechaliśmy dalej.

Zatrzymaliśmy się w przepięknym miejscu, zrobiliśmy kilka fot i nagle, mój mąż zobaczył krowę, która wchodziła do rzeki. Byłam przekonana, że ma omamy,bo ja niczego nie widziałam. Poszłam więc we wskazanym przez niego kierunku, żeby sprawdzić, czy czasem nie oszalał :)

Znalazłam ją. Piła sobie spokojnie wodę z rzeki. Już wyjęłam aparat, żeby pstryknąć kilka fot, gdy nagle pokazała bycze oblicze ;] W dosłownie 5 sekund, w podskokach doskoczyła...a raczej doskoczył do mnie. Na szczęście był na łańcuchu. Uciekałam jak na rodeo. Oczywiście mój wyczyn obserwowali ludzie z wioski, zanosząc się od śmiechu :)

Szybko więc udałam, że nic się nie stało i wsiadłam na rower w celu ewakuacji, gdy nagle tuż obok płotu pojawił się wielkouchy, przecudny zając. Z radością chwyciłam mój aparacik, lecz zając już kicał z prędkością światła z dala ode mnie.

Udało mi się jednak zatrzymać chwil pare, zdjęcia nieostre troszkę, bo robione w pośpiechu, ale są.
Oto one:


I tak sobie spędzamy ten nasz czas bez dziecka :) W oczekiwaniu na nie :)
Fajnie jest :)

10:06 PM

Obudź mnie za jakiś czas.

Znów tęsknię i brak mi cierpliwości.  Zawsze tak się czuję, gdy ktoś bliski opowiada mi o swojej ciąży. Dziś moja siostra była na USG, mówiła, że widziała nóżki i rączki maleństwa, że Jej maluszek ma już 5 cm i podrapał się podczas badania po głowie.
Czy to źle, że nie mogę tego słuchać? Czy ona nie mogłaby się pohamować?
Chciałabym usnąć i obudzić się później. Gdy zadzwoni telefon. Gdy będę mogła być niewyspaną mamą. W końcu.  Nareszcie.
Mój mąż zapytał mnie dziś - po co Ty piszesz te posty? Czy Ty potrzebujesz w życiu litości?
Pytam więc sama siebie - czy piszę to, bo potrzebuję litości? Czy szukając wsparcia szukamy litości? Czym w ogóle jest litość?
Nie wiem, czego potrzebuję. Wiem, że gdy myśli ulecą ze mnie, gdy staną się zapisanym ciągiem liter, słów i zdań, czuję się lżej. Czuję się lżej, gdy któraś z Was poświęci mi chwilę i napisze, odpowie, wesprze, podzieli się opinią.
Dziękuję Wam. Bo - abstrahując od powodu dla którego piszę tego bloga - to Wy staliście się powiernikami mojego smutku, lekarstwem na życiową niestrawność...
Dziękuję Wam.
Szczególny całus dla Ciebie MIA :*

Klik!

TOP