3:02 PM

Poprzez góry i doliny...

Kolejny dzień mija. Jakoś czas przyspieszył. Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem, dziadek powiedział mi, że jego rok płynie dużo szybciej niż mój. Nie mogłam tego pojąć. Wtedy wytłumaczył mi, że rok dla mnie to 1/11 mojego życia, a dla niego to 1/70. Z matematyki zawsze byłam bystra i przemówiło to do mnie.
Zrozumiałam to znacznie później... A dopiero teraz zaczyna mnie to przytłaczać.
Ostatnio czułam się silniejsza. Czułam się lepiej.
Dziś jest źle. Gorzej. Smutno.
Byliśmy z mężem w kościele. Maluchy tłoczyły się przy Bożonarodzeniowej Szopce. Te ich malutkie paluszki dotykały wszystkiego z takim zaciekawieniem... Matki podchodziły i pokazywały wszystko swoim maleństwom. A ja poczułam piekący ból pod powiekami.
Poczułam, że Bóg mnie opuścił i że nie mam siły się już nawet modlić. Poczułam, że wątpię.
Ludzkie, wiem.
Minęło kilka godzin, a mnie nadal dusi, dławi, kuje, piecze...
Umówiliśmy się dziś z Panią z Ośrodka Adopcyjnego na niezobowiązującą rozmowę.
Odbędzie się w lutym.
A więc to się dzieje naprawdę.
Boję się, ale czuję też ulgę.
Kiedyś nie spodziewałabym się, że tak potoczy się moje życie. Myślałam, że będę robić karierę. Zarabiać DUŻE pieniądze. Dziecko? Pfff... Po 30! ( przypomniał mi to ostatnio mój mąż).
Może gdyby nie choroba, którą dał mi los, nigdy nie zmieniłabym mojego myślenia. Może obudziłabym się zdecydowanie za późno z poczuciem niepowetowanej straty. Być może ten trudny czas to moje wybawienie. To moja łaska.
A tam na końcu drogi jest szczęście. W wydaniu, którego nie znam.
Ale któż z nas zna?
Biologiczne macierzyństwo czy adopcyjne - naprawdę powoli nie widzę różnicy.
Będę MAMĄ. W końcu będę. I to się dzieje naprawdę.
Czy tak naprawdę nie jest to cudowne?
Wiem, że tak ma być...
Mija kolejny dzień. Następny. Coraz szybciej...ale on... przybliża mnie do szczęścia...
PS. Podczas kąpieli włączam sobie radio i prześladuje mnie nowa piosenka LIBERA&Natalii Szroeder. Nie do końca to muzyka, za którą przepadam, ale ta piosenka... Jest dla mnie i podnosi mnie na duchu.

1 komentarz:

  1. Znam te uczucia na pamiec. Doceniamy je i nienawidzimy jednoczesnie, prawda? Ja nie moglam myslec o niczym innym tylko o dzieciach. Chcialam zajsc w ciaze tak bardzo, ze bylabym w stanie zabic za mozliwosc poczucia ruchow w brzuszku. Wiedzialam, ze nigdy nie zajde w ciaze ale nadzieja, ze moze sie pomylili byla silniejsza. Testy ciazowe raz w miesiacu, a pozniej stukanie sie w czolo i obwinanie samej siebie o niepotrzebna udreke.

    OdpowiedzUsuń

Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP