3:04 PM

Choć nie mam czterolistnej koniczyny...

Nigdy nie udało mi się znaleźć czterolistnej koniczyny. Chciałam mieć taką... nosić w portfelu, albo ususzyć w pamiętniczku... Ale nie znalazłam jej. Kiedyś nawet dostałam takie specjalne ziarenko czterolistnej koniczyny razem z doniczką- i wiecie co? Koniczyna nie wyrosła ;)
Pomimo, że nie znalazłam tego uznanego amuletu szczęścia,nie mogę powiedzieć, że moje życie jest nieszczęśliwe.
Wszystko kończy i zaczyna się w naszych głowach. My sami jesteśmy ambasadorami własnego szczęścia. Ulegamy swoim nastrojom, smutkom, pragnieniom, żalom.
Wydaje nam się, że są one takie prawdziwe, że wręcz czujemy się nimi.
Kiedy mam ogromny żal do losu - czuję się żałosna.
Kiedy jestem smutna - czuję się smutkiem.
Kiedy czegoś pragnę - czuję się tym pragnieniem (tu - nie ma dziecka - jestem bezgraniczną bezdzietnością).
A przecież to wszystko, to tylko moje odczucia i uczucia - czyli wszystko to, czym w rzeczywistości NIE JESTEM. To są jakieś moje braki, chwilowe ( dłuższe bądź krótsze) stany emocjonalne, które w żaden możliwy sposób nie odzwierciedlają prawdziwej mnie.
Pewnie nawet nie można opisać człowieka.No bo jak zmieścić w słowach i literach tak niesamowitą, niepojętą konstrukcję?
Można jedynie scharakteryzować jakieś jego cechy i upodobania, które nie oszukujmy się - w większości są niezwykle zmienne.
Tak więc nie jestem żałosna, choć czuję żal.
Tak więc nie jestem smutkiem, choć bywam smutna.
Tak więc nie jestem pragnieniem, choć pragnę.
Jestem sobą. Szczęśliwą. Smutną. Dobrą. Złą. Zmienną.
Jestem sobą dzisiejszą.
I choć nie mam czterolistnej koniczyny - wszystko co piękne, jeszcze przede mną.

1 komentarz:

Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP