Nie wiem kim jesteś: moim znajomym, przyjacielem, siostrą, bratem, kimś poznanym w sieci, na blogu, szkoleniu, a może kimś zupełnie nieznajomym. Otwieram przed Tobą swoje serce, niczego nie udaję, piszę prosto i szczerze. Być może patrzysz jak się zmieniam, jak tworzę rodzinę, a być może dziś spotykamy się pierwszy raz.
Jesteś dla mnie ważny, współtworzysz to miejsce. Pamiętaj o tym - jesteś częścią mojego życia, ale zawsze patrzysz na nie tylko z boku...Proszę, nie bądź tu Anonimowy. Ja też nie jestem. Trudno mi nawiązywać rozmowę z kimś, kto nie podaje nawet imienia.
A jednak...ten post dedykuję Anonimowej, która pozostawiła komentarz pod poprzednim postem, jednocześnie kopnęła mnie ostro ku przemyśleniom, odnośnie mojego życia, potrzeb i postanowień.
Zanim przeczytacie dalej, proszę, wróćcie TU.
Powrót do tamtego posta przeniósł mnie gdzieś, gdzie nie spodziewałam się już znaleźć. Przybił mnie słowo po słowie do krzesła, na którym siedzę. Rozpuścił mnie i razem ze smarkami opuścił moją głowę...
Dziś nie jestem już ani Maleńką, ani Małą, ani nawet tamtą mną. Nadal, a może nawet pełniej, czuję się kobietą. Jestem mamą Maleńkich, którzy wypełniają moją przestrzeń po brzegi. Jestem też niezmiennie roztargnioną, przepełnioną marzeniami wariatką, ciągle wierzącą, że świat, życie i ludzie są dobrzy. Wierzę w miłość, macierzyństwo pokazało mi jej najpiękniejsze oblicze. Jestem wdzięczna za to,co mam. A mam...spełnione marzenia. Nie mogę o tym zapominać. Nie mogę znów zacząć biec. Byle jak i byle gdzie. Chcę tu zostać, jak najdłużej się da. Póki te cztery wpatrzone we mnie oczęta nie zmienią się w dorosłe, czasem pewnie kpiące spojrzenia... Póki te słodkie usteczka wykrzykujące co rano i co noc..."mamo, mamo"... nie powiedzą..." nie interesuj się". Póki o słowo "kocham" nie muszę prosić... Póki te słodkie rączki szukają nocą mojej bliskości...a największą radością dla jest wspólne czytanie książek i śpiewanie piosenek. Póki jestem tu z nimi i możemy się bez ograniczeń przytulać, kiedy jestem odpowiedzią na ich potrzebę bliskości. Gdy w prozaicznych czynnościach jestem po prostu niezastąpiona, przecież tylko ja potrafię najlepiej wytrzeć noski, pocałować guza, pójść za rączkę do toalety, otulić kołderką, przegonić złe sny, wyszeptać do uszka, że wszystko jest dobrze. Póki trwa ten czas...póki trwa - muszę się zatrzymać. Być dla nich w pełni. Być też w pełni sobą.
Moi Maleńcy - tacy wyczekiwani, wytęsknieni. Niezależnie od drogi, którą do nas przyszli są odbiciem lustrzanym Nas.
Jesteś dla mnie ważny, współtworzysz to miejsce. Pamiętaj o tym - jesteś częścią mojego życia, ale zawsze patrzysz na nie tylko z boku...Proszę, nie bądź tu Anonimowy. Ja też nie jestem. Trudno mi nawiązywać rozmowę z kimś, kto nie podaje nawet imienia.
A jednak...ten post dedykuję Anonimowej, która pozostawiła komentarz pod poprzednim postem, jednocześnie kopnęła mnie ostro ku przemyśleniom, odnośnie mojego życia, potrzeb i postanowień.
Zanim przeczytacie dalej, proszę, wróćcie TU.
Powrót do tamtego posta przeniósł mnie gdzieś, gdzie nie spodziewałam się już znaleźć. Przybił mnie słowo po słowie do krzesła, na którym siedzę. Rozpuścił mnie i razem ze smarkami opuścił moją głowę...
Dziś nie jestem już ani Maleńką, ani Małą, ani nawet tamtą mną. Nadal, a może nawet pełniej, czuję się kobietą. Jestem mamą Maleńkich, którzy wypełniają moją przestrzeń po brzegi. Jestem też niezmiennie roztargnioną, przepełnioną marzeniami wariatką, ciągle wierzącą, że świat, życie i ludzie są dobrzy. Wierzę w miłość, macierzyństwo pokazało mi jej najpiękniejsze oblicze. Jestem wdzięczna za to,co mam. A mam...spełnione marzenia. Nie mogę o tym zapominać. Nie mogę znów zacząć biec. Byle jak i byle gdzie. Chcę tu zostać, jak najdłużej się da. Póki te cztery wpatrzone we mnie oczęta nie zmienią się w dorosłe, czasem pewnie kpiące spojrzenia... Póki te słodkie usteczka wykrzykujące co rano i co noc..."mamo, mamo"... nie powiedzą..." nie interesuj się". Póki o słowo "kocham" nie muszę prosić... Póki te słodkie rączki szukają nocą mojej bliskości...a największą radością dla jest wspólne czytanie książek i śpiewanie piosenek. Póki jestem tu z nimi i możemy się bez ograniczeń przytulać, kiedy jestem odpowiedzią na ich potrzebę bliskości. Gdy w prozaicznych czynnościach jestem po prostu niezastąpiona, przecież tylko ja potrafię najlepiej wytrzeć noski, pocałować guza, pójść za rączkę do toalety, otulić kołderką, przegonić złe sny, wyszeptać do uszka, że wszystko jest dobrze. Póki trwa ten czas...póki trwa - muszę się zatrzymać. Być dla nich w pełni. Być też w pełni sobą.
Moi Maleńcy - tacy wyczekiwani, wytęsknieni. Niezależnie od drogi, którą do nas przyszli są odbiciem lustrzanym Nas.
"(...) powiedziano nam, że Maleńcy nie będą mieć oczu Małej, ani Jego
inteligencji. Nie będą mieć Jej włosów o kolorze pszenicy i Jego dłoni
miękkich i pracowitych. Powiedziano nam, że mogą potrzebować więcej
miłości, czasu i szans, by funkcjonować w tym świecie. Powiedziano, że
choć Maleńcy żyją kilka tylko chwil, to ich historia jest dłuższa i
smutniejsza niż historia Małej. Ostrzeżono nas, że być może nasi Maleńcy
nie będą tacy jak Maleńcy w innych rodzinach. Że nam będzie trudniej.
Straszono nas na każdym kroku. Nadal się nas straszy. Mówi, że nasi
Maleńcy będą źli, bo inni odnalezieni Maleńcy byli. Że będą kradli,
bili, zabijali. Że będą pili.
Czasem patrzę, jak inne rodziny, te w których nie ma chorób, podążają
swoją drogą po Maleńkich. Ich nikt nie straszy. A przecież statystycznie
co n-ta ciąża to ciąża obciążona jakąś chorobą, Ciężką. Nieuleczalną.
Genetyczną. Psychiczną. Ich się nie straszy. Im przesyła się uśmiechy-
mówiąc - będzie dobrze.
Wiemy, że może być różnie. Naprawdę wiemy. Baliśmy się. Nadal się boimy.
Ale czujemy, że Maleńcy czekają, aż w końcu ich znajdziemy. I dlatego
mimo strachu, chwilowych zwątpień, idziemy po Maleńkich. Tyle przecież
już przeszliśmy, by ich odnaleźć i im pomóc. "
Dziś chciałabym, bardzo chciałabym... odpowiedzieć tamtej sobie...
Czy wiesz, że Maleńki ma Twoje oczy? Ten sam niespotykany szary odcień. I gęste włosy, tak piękne, że nikt nie przechodzi obok nich obojętnie. Z wyglądu cały On. Bez przesady powiem, że w każdym nowym miejscu wszyscy podkreślają, że widać niezwykłe podobieństwo do tatusia. Tak jak On nie potrafi rysować, za to śruby przykręca jak stary mechanik, mrucząc pod nosem: "Jestem mechanikiem, będę mechanikiem, wies?" Tak jak Ty ma swoją wizję, jak dziś ma być ubrany i podobnie przebiera się 5 razy zanim wyjdzie do przedszkola.
Maleńki jest cudowny, mądry, pracowity, energiczny, radosny, pełen ciepła i miłości. Dałaś mu ją, a teraz ona się mnoży. W Maleńkim. Potrafi się dzielić, daje prezenty, pomaga słabszym. Umie przepraszać.
Maleńka ma Twoje oczy. Identyczny kształt, ale Jego kolor. Wciąż toczy się spór o to, do kogo jest bardziej podobna i spór ten pozostaje nierozstrzygnięty. Z charakteru najbardziej podobna jest do Maleńkiego. Wciąż stara się go dogonić pod każdym względem. Czasem miękoli - wtedy Maleńki przytula ją i mówi:" Nie płacz, wszystko będzie dobrze".
Maleńka jest z Tobą dzięki Maleńkiemu. Wiem to.
Powiedziałabym jeszcze tamtej sobie:
Nie bój się. Maleńcy czekają, a gdy się odnajdziecie wasz świat już nie będzie maleńki. Będzie wielki. Tak wielki, jak wielka potrafi być miłość.

































