11:37 PM

Nasze małżeńskie gierki i sztama z Leo?

Nie zawsze jest kolorowo i nie we wszystkich aspektach. Odkąd Leoś jest z nami nasze życie zmieniło się o 360 stopni. Tzn... no właśnie. Moje życie zmieniło się o 360 stopni. Życie mojego męża..ja wiem...60? No dobra, niech mu będzie - jakieś 90 stopni.
To ja całymi dniami jestem z synkiem, to ja nie mam czasem czasu zrobić siku, czy umyć zębów... Mój mąż? On zawsze ma czas na takie podstawowe rzeczy.
Kłócimy się strasznie i wyzywamy. Nie powiem, żebyśmy wcześniej się nie kłócili, bo jesteśmy dwa skorpiony i to typowe, więc uwierzcie mi, że toczymy walkę od zawsze. Ale teraz... chyba do mojego męża serce mi nie zmiękło, chyba mi stwardniało. Nie umiem odpuścić. Chodzę podkurzona, jak tylko się do mnie odezwie.

Najczęściej, w dni pracujące mojego męża, wygląda to tak:

8.00 telefon od męża, który na 6 pojechał do pracy : "Wstaliście? Jeszcze nie? No Tobie to dobrze."
10.00 telefon od męża: "Jak tam? Co robicie? Idź z nim na spacer, zrób przy okazji zakupy w Biedronce".
12.00 telefon od męża: "A obiad będzie, czy mam pojechać po pierogi. Jestem bardzo głodny. Nie jadłem od 3h"
14.00 telefon od męża - nieodebrany
14.30 mąż wraca z pracy: "Ooooo obiad zrobiłaś. Ale ryż? To ja już sobie sam ziemniaki obiorę. Dlaczego nie odbierałaś telefonu? Usypiałaś małego? Dlaczego nie oddzwoniłaś? Tak długo go usypiałaś?"
 15.30 mąż najedzony kładzie się na kanapę: "Jestem mega zmęczony, pośpię, jeśli mi pozwolisz (sarkazm w jego tonie wyczuwalny jest wręcz namacalnie).
17.00 mąż jedzie...w różne miejsca - do Leroy Merlin, do Castoramy, do Pana X z allegro od opon na zimę, do Pana Y z olx.pl od keramzytu, do Lidla, bo promocja....
18.00 mąż pyta:
-"Co zjemy na kolację?"
- "Co zrobisz" - odpowiadam.
-"Yyy...miła jesteś"
-"Jestem zmęczona po prostu".
-"Ale na facebooka siły masz. Widziałem, że komputer włączony. To taka zmęczona nie jesteś".
W tym momencie zawsze zaczyna mi sztywnieć środkowy palec. Ale muszę się hamować, bo fuckers działa na mojego męża jak płachta na byka.
Nie odzywamy się przez następne 10 minut.
19.00 mąż pyta: "Kąpiesz go?"
19.30 mąż przyrządza kaszkę, kładę się koło małego, karmię go, biorę komputer, odpalam kołysanki, gadam ze znajomymi, bloguję...
21.00 mąż krzyczy z dołu: "Przyjdziesz?"
21.10 schodzę.
Jest za późno na wspólny film, ale akurat na krótką kłótnię.
21.30 Rozmowa:

 Fight no1

-" Weź człowieku, nic mi nie pomagasz"  - ja.
-"Nie Tobie to oceniać" ( siła argumentów mnie zabija)- on.
-"Może Tobie?" - ja.

 Fight no2

-"Przestań szyć. Syfisz. Wszędzie są nitki." - on.
-"To posprzątaj." - ja.
-"Nie będę sprzątał po Tobie. Nie jestem frajerem"- on.
-"W takim razie nigdy więcej nie włożę po Tobie naczyń do zmywarki" - ja.
-"Co z Ciebie za żona?" - (siła argumentów kolejny raz mnie zabija) ;) - on.

Fight no3

-"Co Ty ryczysz? Czemu ryczysz? Weź, miałaś się wyleczyć z płakania, jak będziemy mieli dziecko"- on.
-"O co Ci chodzi, pokazują chore dziecko w telewizji, zobacz jakie kochane."
-" Ty się nigdy nie zmienisz. Może powinnaś się leczyć"- on.
-"Weźźź. Sam się lecz" - ja.

Na koniec rozmowy.
-"Ale masz boskie ciało. Dasz popatrzeć?" - on.
-"Ty naprawdę jesteś nienormalny"- ja.
-"O co Ci chodzi, naprawdę jesteś piękna, no chodź tutaj"- on.
-"Taaa, nie będę się z Tobą kochać, bo mnie wkurzasz, najpierw pomyśl, co gadasz" - ja.
-"Nie kochaliśmy się już miesiąc!!!!" - on.
-"Wg moich obliczeń 3 dni. "- ja.
-"To u mnie się mnoży razy 10" - on.

W dzień, gdy mąż nie idzie do pracy jest inaczej.
8.00 mąż wstaje, zjada sam śniadanie, wychodzi do pracy przed dom.
13.00 wołam go na obiad,
13.20 przychodzi i mówi:" zimne ziemniaki?"
13.50 wraca do pracy
17.00 wraca do domu, idzie się wykąpać
17.30 kładzie się przed telewizorem, mówię;
-"Ja też jestem zmęczona i chciałabym się położyć".
-"Sama tego chciałaś" - on.


Nie przestaję jednak ucierać mężowi głowy i czasem zajmie się sam dzieckiem. Ostatnio pobił swój rekord - zajął się nim 1,5h.

A teraz jestem sama z małym, mąż wraca jutro, dziś wypłynął z kolegami po jacht (jest sternikiem).

Zamykam obecną ankietę i rozpoczynam kolejną. Zapraszam do udziału. Poniżej przedstawiam wyniki poprzedniej. Są ciekawe, choć mnie nie zaskakują. Dziękuję wszystkim za udział w poprzedniej, drugiej już, ankiecie!

A poza tym wszystko u nas ok :) Mój synek jest jeszcze cudowniejszy niż ostatnio - choć nie wiem, czy to w ogóle możliwe. No ale...spójrzcie sami:


A...i ostatnio, po dość kłótliwym dniu, poprosiłam męża, żeby coś mi pomógł, choć rozebrał małego do kąpieli.
Zrobił to...a mój słodziak przepięknie tatusia obsiusiał :)
Mój synek <3





37 komentarzy:

  1. Przykro, kiedy dwoje kochających się ludzi tak źle odnosi się do siebie.. ale znam to doskonale. Wiele razy słyszę od swojego męża identyczne teksty.. oni są po prostu chyba tacy sami ^^
    Mimo tego jednak, że tak się do siebie zwracamy to przecież wiem, że się kochamy.. Zastanawiam się tylko jak będzie u Nas jak pojawi się dziecko w domu.. :) ale co ma być to będzie :)
    Myślę, że dla męża Twojego to też jest duża zmiana, dzieją się inne rzeczy niż wcześniej i w ogóle pozmieniało się na prawdę wiele.. a może ma jakieś powody dla których na razie nie zajmuje się malutkim, może coś siedzi w nim?! To są wszystkie ciężkie, trudne chwile, więc może z czasem coś się zmieni.?! Nie wiem. Ale wiem, że oboje jesteście przemęczeni, a jak człowiek zmęczony to i bardzo nerwowy :) Myślę, że będzie dobrze :) :* :*
    Leoś jest cudowny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haaa... Jakbym czytała o nas! Pocieszę Cię, że im dłużej jest z nami nasz Leo, tym stopniowo mój mąż spędza z Nim więcej czasu, i nabrał też dużo pewności w opiekowaniu się Nim. Może Twój mąż, potrzebuje jeszcze trochę czasu żeby się oswoić. Ci mężczyźni to dziwaki są ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I o nas też. Do tego ja jeszcze wysłuchuje, że czas iść do pracy. U nas doszło do tego, że czas taty z dziećmi był poprzedzony naszą kłótnią o to, że tego nie ma. Z plusów to dziękuj Bogu, źe przynajmniej o 15 jest facet w domu bo u nas cud jak to jest przed 19. Myślę że te nasze awantury to przemęczenie materiału, chcemy być z naszymi dziećmi bo je kochamy, bo tyle na nie czekaliśmy, bo są cudowne. Ja nie potrafię już odpoczywać bez tych moich dwóch ancymonków a jak jesteśmy non stop razem to staję się chodzącą bombą. Pokrzykującą na męża, dzieci, czującą się jak służąca we własnym domu. No, ale ten stan nie będzie trwał wiecznie, bo przyjdzue pora iść do pracy więc zaczęłam olewać tatusia. Jak nie chce spędzać z bami wspólnie czasu to będziemy się dobrze bawić bez niego. Czasami już zauważa że go nie zaoraszam do wspólnej gry i przychodzi sam. Mam nadzieję, że ta metoda małych kroczków pomoże. Jak nie, to trudno. I tak najczęściej się czuję jak samotna matka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha...ha...ha...jacy ONI są typowi :P Moje kłótnie z mężem wyglądają mniej więcej tak samo :D W takim razie nie ma co się przejmować :)
    Pozdrawiam
    Magda :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Głowie się co by tu napisać.... to wszystko co opisałaś to życie, które jest też moim udziałem.
    Zdziwiona nie jestem, że przyszedł czas na takiego posta ;) Już kiedyś w komentarzy pisałam, że mój mąż chciałby żeby dzieci same zasypiały, same jadły, i same się bawiły. A my, żebyśmy się uwalili na sofie i zajmowali sobą :/ A jak idę do koleżanki, której mąż przychodzi z pracy o 16.00 wkłada dres i siada z dziećmi do zabawy w sklep to aż mi serce tyka. A jak ona ma lekarza wieczorem to i sam wykąpie, przeczyta bajkę i uśpi dzieci. Zadaje sobie pytanie, co robię nie tak, że u nas się tak nie da. Na pewno to, że za dużo na siebie wzięłam na początku i tak już zostało. Ale też charakter mojego męża. O kłótniach o to, że siedzę w internecie to już nawet nie wspomnę. Komputer to rzecz zakazana, ile bym zrobiła (zdaniem męża), gdybym go nie włączała. Ale realnie to bym chyba oszalała bez tego wentyla.
    Mam jedną taką zadrę z przeszłości. Mija miesiąc po porodzie pierwszej córki. Ja przeżywam mega baby blues, bo dziecko z problemami i do tego niedostrojone. Do domu "zwala" nam się rodzina męża: Teściowa, siostra z mężem i dzieckiem- 2 lata. Dziecko skacze, piszczy, fika - ni to się cieszy, ni to zazdrosne. Nasza córka płacze, bo ją tłum stresuje. Nadeszła pora wieczornego karmienia. Zrobiłam butelke, mąż dumny mówi, że nakarmi (a jakże!). Córka siostry robi się bardzo zainteresowana, chce wyrwać butlę. Mąż na to, no dobrze to nakarmimy razem i sam trzyma nasze dziecko, a mała wpycha naszej córce butelkę do buzi. Nasza córka się krztusi. Ja mówie, sam nakarm, bo powietrze sie dostaje. Na to mąż patrzy na teśiową, siostrę, siostrzenicę i mówi, że karmią razem. Nasza płacze i się wykręca... Tamta szczęśliwa. Mówie, moze ja ja nakarmie i zaraz wrocimy i chce wziac córkę. Mąż na to ordynarnym tonem (po raz pierwszy w życiu go słyszałam, ale nie ostatni)" WYJDŹ. Nie pasuje ci to WYJDŹ". Kilka słów jeszcze padło i jak wtedy wyszłam do lazienki na resztę wieczoru to do dziś nie wróciłam...:( Jak opowiadałam to mojej mamie to ja płakałam i mamie też grochy płynęły po policzkach. A co do teściowej to powinna w takiej sytuacji zadecydować o ewakuacji, bo chyba dobro nasze i dziecka jest najważniejsze, a nie fanaberie 2-latki.
    Ale od tamtej pory sama wszystko robię przy dzieciach. I nie oddaje ich obcym na kolana, żeby tym obcym zrobić przyjemność. Mąż jest w wychowaniu dzieci żołnierzem. A społecznie fantastycznym, uczynnym człowiekiem, który każdemu pomoże, nie obgaduje, zawsze ma dobry humor i dobre słowo. W pracy i wśród znajomych - cud człowiek. I to mnie w nim ujęło ponad 10 lat temu... Tylko, że ludzie się zmieniają, a trudne sytuacje ujawniają cechy charakteru, które wolelibyśmy zakopać gdzieś głęboko i się z nimi nie afiszować.
    Nie mówię, że u Was tak będzie :) Ale z czasem, jak się nawarstwi tego zmęczenia, zaniedbywania siebie to jest coraz ciężej. Szczególnie, gdy ktoś nie chce się podzielić tym kawałkiem tortu w postaci wolnego czasu. A - nie oszukujmy się - Matka też człowiek i czasem odpocząć musi.
    Z drugiej strony życie hartuje :)
    Bardzo dziękuję Alu za tego posta. Chyba otworzyłaś mi pewną szufladę i coś napiszę u siebie...
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz bardziej się przekonuję, że dopiero pojawienie się dziecka weryfikuje tak naprawdę małżeństwo. Bycie samotnym we dwoje to chyba najgorsze co może nas spotkać.
      Współczuję sytuacji i też bym chyba nie wróciła... Ja mam taka podobną bolesną zadrę i to tuż po ślubie i też w obecności teściów. Na szczęście tak dałam popalić mężowi, że 12 lat minęło i nic podobnego się nie powtórzyło - tfu, tfu! Wybaczyłam, ale pamiętam.
      Pozdrawiam-Patrycja

      Usuń
  6. Patataj Leoś!!!! :-D:-D:-D:-D
    .....
    Jakbym czytała o swoich relacjach z mężem :-/
    Osobiście uważam,że za długo byliśmy sami,skończyły się wieczorki przy filmie i winku...no tak...skończyły się ale..dla mnie...
    U nas najlepsze jest to jak proszę męża żeby zajął się małą a ja coś tam porobie(po całym dniu z dzieckiem to nawet pranie jest odskocznią) a mój mąż na to"ciąży Ci opieka nad dzieckiem?" "to może ja się zwolnię z pracy i się małą zajmę a ty będziesz leżeć i pachnieć" Jak każda kochająca matka mogłabym godzinami zajmować się swoim dzieckiem,gadać całe dnie "gu,gu",patrzeć na nią...no ale skoro jest TATUŚ to czemu nie może dłużej zająć się SWOIM dzieckiem.
    Najbardziej wkurza mnie to,że ja nie mam prawa być zmęczona bo ja NIE PRACUJĘ a ON tak...
    Czasem mam ochotę zostawić go na całą sobotę z małą to by może doznał olśnienia,ale ja bym umarła z tęsknoty ;-)Myślę,że jak mała podrośnie to trochę sytuacja się unormuje,mam cichą nadzieje....
    Kobiety górą:-)
    Ściskam
    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego nie zrobisz tego o czym piszesz? Umarłabyś z tęsknoty. Bzdura. Dziecku też potrzebny jest "świeży oddech" od mamy. Nie krzywdź dziecka... Sytuacja się nie unormuje. Zmianę mąż będzie przyjmował jako atak, jego krzywdę...

      Usuń
    2. Tylko trzeba chęci taty na tą całą sobotę,a z tym czasem trudno;-)

      Usuń
    3. Dopóki nie zaczniesz pracować, nie ma szans. Wychowano mnie w przekonaniu, że kobieta powinna mieć własne pieniądze i nie prosić się o nie męża. Teraz coraz częściej widzę zalety tego wychowania.

      Usuń
    4. Znam parę kobiet co narzekają na Mężów, bo... One wszystko robią lepiej więc niech Oni nie robią bo robią to źle. I obserwując Ich najczęściej widzę że Faceci odpuszczają po lawinie krytyki "dziecko przy tobie płacze" "ile ty ją usypiasz" - dopóki będziemy przeświadczone że wszytsko robimy najlepiej i świat bez Nas zginie to tak będzie. Na miejscu chłopów sama straciłabym zapał. Ewelina pakuj się i zrób mały wypadzik z domu. Co z tego ze jak wrócisz będzie trochę brudniej - a zobaczysz jak reszcie odpocząć od Ciebie będzie dobrze :)

      Usuń
  7. Dotrzecie się, spokojnie ! U nas przy pierwszym dziecku talerze fruwały, a ja co dwa tygodnie pakowałam torby, rzucałam obrączką, groziłam rozwodem i cholera wie jeszcze czym :-)
    Buziak dla Leo <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Faceci... pierwsza część dnia codziennego to wypisz, wymaluj mój dzień;-)
    Mąż mój też skorpion tyle tylko że jak nie odbieram tel to dzwoni do upadlego;-)
    Jak poprosiłam żeby może umył chociaż butelkę po wieczornym karmieniu to dowiedzialam się że już i tak wcześnie wstaje bo o 2 w nocy to te pół dodziny mu szkoda!!!! no mycie butli jest czasochłonne;-)
    najważniejsze żeby nasze dzieci były zdrowe i kochane a reczta....środkowy palec:-*!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. O 360 stopni? Chyba o 180 :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha :) No tak się mówi, fakt. 180 to zdecydowanie za mało. Obróciłam się w kółko, nowa rzeczywistość niby taka sama, ale wciąż kręci mi się w głowie od obrotu i dostrajam się.
      Buźka!

      Usuń
    2. No właśnie mówi się, że coś zmieniło się o 180 stopni. 360 to bez zmian.

      Usuń
  10. Dziewczyny, strasznie mi smutno to czytać. Czyli jednak tradycyjny model rodziny? Gdzie ojciec nie dotyka się do małego dziecka?
    Nie piszcie, że wszędzie tak jest i nie ma tego jak zmienić. Jest tak, bo się na to zgadzamy i tak wychowujemy synów.
    Ja sobie nie wyobrażam, żeby mój mąż się tak zachowywał. Ale ja jestem wygodna i leniwa i nigdy bym nie wzięła na siebie wszystkich obowiązków. Nawet by mi to do głowy nie przyszło.
    Facet nie pomaga w domu - facet w nim żyje i ma obowiązek się nim zajmować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie też nie wyobrażam, ale wiem, że gdybym swojemu gotowała obiadki i prasowała ubrania, to by w życiu sam tego nie zrobił. Przed dzieckiem gotowaliśmy wspólnie, po dziecku nie dotykam się do gotowania. Chce jeść, sam ma zrobić. Swoje rzeczy pierze sam, sam też rozwiesza. Nie ma możliwości, żeby ktoś zrobił to za niego (mieszkamy z teściową, która mu nie gotuje, nie przynosi herbatek, czasem od wielkiego dzwonu coś ugotuje dla nas wszystkich, ale najczęściej jej pomoc to opieka nad wnuczką). A i tak było nam trudno na początku, nawet musiał na 2 tygodnie wyjechać w góry, by się "otrząsnąć". Wrócił innym człowiekiem. Po pierwsze się wyspał, a to mocno zmieniło jego nastawienie do wszystkiego. A po drugie ja się pochorowałam, więc nie miał wyjścia i musiał przez dwa miesiące przejąć opiekę nad małą w 80% (wtedy jeszcze babcia pracowała, więc pomagała nam głównie w weekendy).

      Usuń
  11. Wężon, masz rację, dużo zależy od wychowania, ale i od charakteru mężczyzny. Tylko, to tak naprawdę weryfikuje dopiero pojawienie się dziecka na świecie, znam takich tatusiów, co przed narodzinami tworzyli partnerskie związki a potem nogi za pas i oby jak najdalej wszystko od nich.
    Moje słowo do Ali, to żeby nie odpuszczała i angażowała jak najwięcej męża, niestety, to ciężka przeprawa. Zacznij od kąpieli wieczornej, niech chłopaki się same sobą zajmą, jest to na tyle krótkie, że nie zniechęci Twojego męża:) Później będzie łatwiej, mój zaczął się interaktywnie angażować ( nie mówię o spacerkach na które go zsyłałam i kąpielach) jak mały miał tak z dwa lata, dziecko wchodzi w taką dojrzalszą relację i facetom jest łatwiej, mogą się wykazać. Na szczęście kwestie domowych obrządków mojego męża nie ruszają i chleb z pomidorem na obiad nie robi mi różnicy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwięcej zależy od charakteru. Mój mąż mieszkał do 29 roku życia z mamą (wdową), w domu nie robił nic, mama tego nie oczekiwała od niego, jak miał niedzielnego kaca przynosiła mu herbatkę do łóżka ;) A teraz kiedy mąż zostaje z synkiem w domu robi czasem obiad z własnoręcznie zrobioną surówką, nie wiem jak to ogrania, bo ja wymiękam. Przy dziecku nie ma żadnych obowiązków moich czy męża, wszystko robimy na zmianę.

      Usuń
  12. Alu - trzymam kciuki za dotarcie :) Za kilka miesięcy wrócisz pewnie do pracy i trzeba będzie znów pookładać wasz świat.
    A ja twego wpisu absolutnie nie pokażę swojemu mężowi!

    OdpowiedzUsuń
  13. Napisałaś to trochę humorystycznie, ale powiem, że mi się takie rzeczy nie podobają, martwią i moim zdaniem nie dobrze wróżą związkowi. Może mi łatwo powiedzieć, bo mam cudownego męża, ale to chyba nie tyko jego charakter, ale też nasza wypracowana współpraca. Ostrożnie podchodzę do tematu podziału obowiązków, kiedy jedno z rodziców w danej chwili nie pracuje zawodowo, bo kiedy pracujemy oboje, to nie ma problemu. My naturalnie dzielimy się obowiązkami 50/50, tak nam po prostu wychodzi, że np. mąż synka rozbiera, ja nalewam wodę do wanienki, ja synka myję, mąż robi mleko, mąż ubiera małego ja myję wanienkę, itp. U nas nie ma tak, że jedno coś robi, a drugie sobie leży na sofie. Jeśli ja sprzątam kuchnię, to logiczne, że mąż zajmuje się w 100 procentach dzieckiem. Nadmienię tylko że mąż ciężko pracuje zawodowo, ma swoją firmę, więc jest „w pracy” non stop, a czasami żeby zająć się synkiem kiedy ja jestem w pracy pracuje od 3-4 rano…
    Jak jeden z rodziców nie pracuje to wiadomo, że ma więcej obowiązków domowych, ale początki z dzieckiem to rewolucja, trzeba się siebie nauczyć. Każdy powinien mieć pomoc, nikt nie może „pełnić samodzielnie dyżuru „ 24h na dobę.
    Musicie szczerze porozmawiać, bo inaczej przepaść między wami będzie się pogłębiać. Pojawienie się dziecka po latach walki o nie to duży sprawdzian dla związku.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wasze życie w końcu wywróciło się do góry nogami, więc nie dziwi mnie fakt że uczycie się odnajdywania w nowej rzeczywistości z Leo. Każdy na swój sposób, czasem z żartem, z humorem a niekiedy z fochem. Wszystkie emocje są potrzebne, ważne by umieć się dogadać a dla dwojga kochających się ludzi których łączy niesamowite uczucie i mały roześmiany brzdąc (no może czasem płaczący) to coś naturalnego.
    Wiem, że będzie dobrze!
    Ściskam:* Całusy dla Leo :*:*

    OdpowiedzUsuń
  15. Leoś to prawdziwy kowboj, tylko lassa brakuje - trata ta ta tata Bonanza;-))))
    U nas tez było prawie tak samo. Bardzo dużo się kłóciliśmy na początku - każdy był zmęczony, prawie licytowaliśmy się kto dzisiaj więcej zrobił itp.;-0 Z tym, że my od początku ustaliliśmy, że kąpiemy i karmimy wieczorem na zmiany, wtedy ta druga osoba przygotowuje mleko i myje wanienkę oraz że jak mąż wraca z pracy to on przebiera pieluchy i bawi się z Hanią lub wychodzi z nią na spacer. W nocy to on wstawał/wstaje do Córci - jakoś tak wyszło, że jest bardziej wrażliwy na płacz niż ja i jak Hania tylko pisnęła on był już na nogach zwarty i gotowy ;-))) Od razu też, postanowiłam, że co dwa tyg. wychodzę do kosmetyczki - wcześniej to średnio co dwa i pół miesiąca nie byłam na paznokciach, czy na epilacji brwi;-0 Po jakiś 4 miesiącach ogarnęliśmy z grubsza naszą nową rzeczywistość i teraz jest już o niebo lepiej, choć bywa od czasu do czasu nieprzyjemnie, Nie ukrywam, że my doczekaliśmy się naszego skarbusia po 11 latach (i trochę) małżeństwa, więc egoizm w nas był nas wyraz rozwinięty i dość dotkliwie odczuliśmy wejście w nowe role;-0
    My mamy jeszcze psa więc dodatkowy obowiązek. Kiedyś to musiałam prosić męża, aby wyszedł łaskawie z psem na spacer, teraz leci na skrzydłach (zresztą ja też tak czasem miewam), aby tylko wyrwać się z domu i pieluchy z qpą nie oglądać;-))))
    Będzie dobrze, tylko nie daj się!!!!
    Nie da się nawiązać więzi z dzieciątkiem leżąc na kanapie;-0
    Pozdrawiam - Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  16. Pomijając zabójcze teksty Twego męża (dorobiłam sobie je w wyobraźni i większość w odpowiednim kontekście brzmi dość zabawnie), chyba każda młoda rodzina po pojawieniu pierwszego dziecka przechodzi kryzys. Każdy człowiek inaczej, wiadomo, ale następuje przegrupowanie sił. Niepokoi mnie tylko zdanie "sama tego chciałaś", to jest coś, o czym trzeba rozmawiać. W końcu oboje chcieliście adopcji, ale czy na pewno? Czy nie przeoczyłaś gdzieś w trakcie walki o zostanie mamą, że to Ty tego chcesz, a twój partner niekoniecznie? Że zgodził się na adopcję dla Ciebie, a nie dla siebie? To jest bardzo trudne, faceci nie za często zdają sobie sprawę z tego, jak wygląda opieka nad dzieckiem i potrzebują więcej czasu by zrozumieć, że "to se ne wrati", że nastąpił koniec pewnego etapu w życiu i nastąpił kolejny. Tego się nie da załatwić awanturami. Tylko rozmową, tylko podziałem obowiązków, a choćby i listą, kto kiedy robi obiad, kto kiedy wstawia pranie, kto kiedy zajmuje się dzieckiem. Wprowadzić jakiś rytuał, ale najlepiej by było, gdybyście z początku robili wszystko wspólnie. Nam (mnie i Niemałżowi) to bardzo pomogło. Razem przewijaliśmy (on przewijał, ja podawałam akcesoria albo zabawiałam małą lub odwrotnie, zamienialiśmy się rolami), razem kąpaliśmy, razem ubieraliśmy po kąpieli, na zmianę przygotowywaliśmy butle i kąpaliśmy, na zmianę mieliśmy wolne (bywało, że co 20 minut). W pewnym momencie spacery stały się domeną właśnie Niemałża, bo pchanie wózka sprawiało mu najmniej wysiłku. Ale doszliśmy do tego po dłuższym czasie. Każdy spróbował wszystkiego i wybrał rzeczy, które woli bardziej (ja np. wolę kąpać małą niż szaleć na placu zabaw, bo z nią trzeba mieć dużo krzepy).

    Oraz, ewidentnie brakuje Wam dziadków. Kogoś, kto by Was rozgonił do narożników, odciążył od obowiązków, poklepał po ramieniu. Nie dziadków z wizytą. Ludzi do pomocy Wam brakuje. Może warto pomyśleć o niani na kilka godzin dziennie? Odpuścić kilka droższych ubranek czy zabawek, nabyć rzeczone na allegro lub w lumpeksie, a zaoszczędzone pieniądze dać komuś do pomocy? Nie musi być niania, wystarczy pani do sprzątania czy gotowania.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak uroczo Leoś wygląda na tym bujaku. Ja mam sentyment do koni na biegunach. Miłe wspomnienia z dzieciństwa.
    Jak czyta się te Wsze dialogi małżeńskie to wywołują lekki uśmiech na twarzy. Ale zdaję sobie sprawę, jak to musi być trudne. Brak pomocy i zrozumienia. A Ty przecież nie leżysz cały dzień. Mam nadzieję, że małżonek w końcu się zmobilizuje.
    Ja często zastanawiam się, jak będzie z nami, jak pojawi się dziecko. Teraz jesteśmy ze sobą 24 h na dobę i stanowimy fajny zespół (chociaż zdarzają się zgrzyty, mniejsze lub większe). Poza tym mój Mężuś to taki trochę zazdrośnik. Czasami żartuję, że już jest zazdrosny o Maluszka. Mam tylko nadzieję, że podołamy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja tam widzę w tym Twoim opisie, Ala, lekkie przymrużenie oka. Wiele razy nam tu opowiadałaś o Twoim mężulu i wszyscy o tym już wiemy, że jest wspaniałym człowiekiem, zakochanym po uszy w Tobie i Leosiu. To normalne, że musicie na nowo poukładać sobie swoją codzienność, obowiązki i przyjemności, czas dla synka i dla siebie. To zupełnie normalne, że tak jest na początku i że są między Wami czasem tarcia, zwyczajnie - z powodu braku wypracowanej rutyny, ze zmęczenia, z niewyspania, z niedogadania. Za jakiś czas będziecie działać jak w zegarku i bez słów. Nie chcę Ci radzić, bo wiem, że sama znajdziesz dla siebie odpowiednią drogę - jedno, co mogę Ci podsunąć z własnego sprawdzonego doświadczenia, to tylko tyle, żebyście postarali się raczej porozmawiać spokojnie i na chłodno, z miłością i troską o drugą osobę, spróbowali ustalić, co do kogo należy. Potem kartka na lodówkę i działamy. I daj swojemu mężczyźnie czas, bo jemu jest trudniej ogarnąć się w nowej sytuacji - Ty, jako kobieta, masz to we krwi - on się musi nauczyć i da sobie świetnie z tym radę.
    A swoją drogą, nie dziwię się, że oboje reagujecie w ten sam, podszyty ironią sposób:-) - wszak dwa skorpiony, to mieszanka wybuchowa. A ile miłości w sercach, to już tylko skorpiony wiedzą:-)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Hmmm... ilość komentarzy tutaj ze to jest normalne trochę mnie martwią... Ja oraz grupa naszych przyjaciół jest tego totalnym przeciwieństwem i niestety ja jestem do czegoś zupełnie innego przyzwyczajona.
    Nasi mężowie (tak a propos wszyscy są przyjaciółmi od lat)
    - jak jesteśmy razem w domu przejmują opiekę nad dziećmi
    - gdy jesteśmy na urlopach - przejmują w bardzo dużym stopniu opiekę nad dzieciakami - my baby drinkujemy, plotkujemy itd
    - biorą dzieciaki na spacery abyśmy mogły odpocząć
    - bez problemu zostają z dzieciakami aby każda z nas - kiedy ma ochotę i kiedy oni są w domu - mogła iść do kina, na imprezę czy zakupy
    Kiedy niejednokrotnie ktoś (najczęściej bracia mojego męża) ironicznie komentują "Jak się spotykamy zawsze Ty zajmujesz się Czarodziejem" odpowiada - "Nie pomyślałeś że lubię?"
    Gdy mój mąż po pracy wraca do domu ja praktycznie robię tylko kolację, chłopaki się wydurniają, spacerują, kąpią się, niejednokrotnie sprzątają - ja mam wtedy cale popołudnie i wieczór dla siebie.w weekendy śpię dłużej to mąż wstaje. Gdy On ma kaca - wstaję ja :). Gdy ja mam kaca - normalne jest że wstaje On.
    Nigdy jeszcze nie pokłóciliśmy się o opiekę nad dzieckiem. On wykorzystuje każdą chwilę aby spędzić czas z małym. Nawet jak leżą na kanapie to razem.
    Alla uwielbiam cię ale przepraszam z takim zachowaniem Twojego męża się nie zgadzam - i uważam że powinnaś walczyć, bo lepiej nie będzie, tylko gorzej.
    I chyba rację mają Ci co mi wiecznie gadają, jakie to mam szczęście że mam takiego męża... ale ja nie wyobrażam sobie żyć inaczej. Dziecko nas strasznie dopełniło i to częściej ja jestem zmęczona Czarodziejem, Mąż spełnia z Nim każdą wolną chwilę. Nienawidzi niczego przegapiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie uważa pani,ze jest lekka różnica pomiędzy niemowlakiem który potrzebuje przeważnie większą częś dnia czułości mamusi,a chłopcem któremu tatuś może już pokazać "łał! Tak się kopie piłkę!!"

      Usuń
    2. A Taty niemowlak nie potrzebuje? Jakie ma znaczenie sposób spędzania czasu z dzieckiem, czy kopanie piłki czy spacer, czy kąpiel - chodzi o to aby więź nawiązywać. Mój komentarz dotyczył nie tego w jaki sposób Ali Mąż ma spędzać czas z dzieckiem ale tego, że Alla potrzebuje wolnej chwili i nie powinna godzić się na takie sytuacje. Bo znam Facetów, którzy mają kontakt z dzieckiem taki sam jak Matka i nie uważam aby miało tu znaczenie w jakim wieku jest dziecko. Czas z niemowlakiem może Mąż spędzać na guganiu z Nim, kąpaniu i karmieniu Go,spacerze, wyjeździe na zakupy czy siedzeniu z Nim na dworzu itd. Chodziło mi o to, żeby Alla nie brała wszystkiego na siebie bo jak widać to w niej też powoduje frustrację. Odniosłam się do postu który przeczytałam i w którym zachowanie Alli Męża mi się nie podobało, nawet Mój Mąż to przeczytał i też skomentował że to nie Ok - i nie uważam aby to było normą. To że Alla jest na macierzyńskim a On pracuje nic tu nie tłumaczy. Gdy oboje są w domu powinno obowiązki się dzielić i nie dlatego że tak trzeba tylko dlatego że to powinno wynikać z chęci obojga do przebywania z własnym dzieckiem. Poza tym Alla w kolejnym poście wyjaśniła że była zła itd i wiem już że wylała tu swoją złość zapewne wyolbrzymiając. Nie mniej jednak być może Pani/Pan zna Alle i Męża osobiście i pewnie Pani wie, ze takie sytuacje to przypadki ale Ja nie znam i przyjmuję rzeczywistość taką jaką tu czytam.
      Jeśli Allu cię uraziłam nie taki miałam cel.
      Przed Anonimowym więcej nie będę się tłumaczyć bo nie przepadam za dyskusjami z anonimowymi osobami. Pozdrawiam.

      Usuń
  20. I dodam jeszcze że jak wychodzę gdzieś, na imprezę, czy popołudniowe spotkanie, chłopaki z obiadem ogarniają się sami. Nigdy nie było problemu że gotowali se sami - choć jeśli chodzi o zdolności kulinarne to takowych Mąż mój akurat nie posiada :) ( ma wady jakby co :) ) - zażerają się wtedy kabanosami, jajecznicami, kiełbasami, warzywami, kanapkami - dają radę :) - a ja jak wracam i patrze jak są do siebie podobni i szczęśliwi że spędzili dzień ze sobą, to po prostu nie wyobrażam sobie inaczej.
    Myślę jednak że jest szansa dla Twojego Męża :) - jak Leoś będzie coraz starszy, kumatszy to myślę, że zacznie odczuwać autentyczną radość z relacji między Nimi dwoma i będzie Ją pielęgnował... Pracuj nad tym Allu aby mieli okazję przebywać sami wtedy Mąż sam poczuje tą chęć. Całuję Was skorpiony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak Leo będzie na tyle duży, że będzie się mógł zażerać kabanosami i jajecznicą, to u Ali najprawdopodobniej też będzie tak cukierkowo... Twoje porównanie ich i Waszej aktualnej sytuacji raczej nietrafione...
      Aaaaa i może Twój mąż spędza tyle czasu z dzieckiem, bo ktoś za niego układa kostkę.

      Usuń
    2. Niestety nie mamy kogoś takiego, mój Mąż bardzo ciężko pracuje.Prowadzi firmę i ma zasięg całej Polski wyobraź sobie. A co do tego że mój Czarodziej ma tyle lat - to oczywiście że jest starszy ale mały kiedyś też był. Wtedy spędzali czas inaczej, ale spędzali go.
      Napisałam w ostatnim zdaniu że jak dziecko jest starsze to łatwiej czuć tą więź ale nad nią trzeba pracować od początku. Szkoda że się nie podpisałaś/podpisałeś. Jak widzisz ja swoje zdanie wyrażam wprost i nie anonimowo. - i całkowicie poddaję się dyskusji czy ocenie Alli. Każda z Nas wie, że pod naszymi blogami czasem są komentarze chwalące Nas, czasem wkurzone na Nas a czasem negujące nasze zachowania - i myślę że Alla nie ma z tym problemu. Pozdrawiam anonimowo :)

      Usuń
  21. Alu! Po pierwsze - świetna szata graficzna "nowego" bloga"! Po drugie, przepraszam, że ostatnio nic nie komentowałam, choć staram się czytać na bieżąco, ale w pracy mam "sajgonik", a w domu póki co staram się ograniczać do minimum siedzenie przed kompem. Po trzecie - zazdroszczę takich kłótni: krótko i zwięźle. U nas wygląda to tak, że ja się nagadam, mąż coś tam burknie pod nosem i jeszcze potrafi się obrazić, choć w 99% to jego wina, echh.. Zobaczymy czy coś się zmieni gdy się pojawi nowy członek rodziny ;) A póki co życzę siły i wytrwałości! Buźka:*

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziewczyny teraz facet pisze:)
    Z tego co się zdążyłem już zorientować i nauczyć z życia, to to że jednak od mężczyzn oczekuje się stabilności ! My nie możemy być chwiejni i zmieniać się szybko pod wpływem nowych wydarzeń. Musimy dawać pewność miejsca które się nie zmieni, które jest i można liczyć że zawsze będzie. I tę część naszego powołania raczej w większości wypełniamy. Ale jest też drugie dno tej sytuacji. Bardzo trudno jest stać na straży swojego ogniska i być wrażliwym na podmuchy wiatru uczuć, a do tego wszystkiego obecna kultura nam mężczyznom nie pozwala być wrażliwa!!! Raczej oczekuje faceta macho. I to może nie w najbliższym otoczeniu , ale ogólnie ze świata płynie sygnał : Mężczyźni NIE Płaczą. Jest wiele piosenek na ten temat:) I tak teraz w waszych domach zaszły duże zmiany o 360 a może i nawet o 180 stopni::)) I zdezorientowany samiec nie przyzna się do tego że stracił grunt pod nogami. Okopie się i będzie udawał jest ok. ja tu dalej pilnuję porządku leżąc na kanapie, nic się nie dzieje więc i wy możecie się czuć bezpiecznie. Zanim coś zmienię w sobie w swojej ostoi i zanim zacznę inaczej postępować najpierw zrobię rozpoznanie z ukrycia, a kryć się będę w tym co do tej pory robiłem, a każdą próbę przekonania mnie do zmiany podejmowaną przez moją żonę stanowczo potępię i jeszcze dam jej w kość!!! Tacy jesteśmy. Ten czas rozpoznania jest odwrotnie proporcjonalny do wrażliwości mężczyzny. Im wrażliwość większa tym szybciej się dostosujemy. Niestety niektórzy mężczyźni są mało wrażliwi i zbyt leniwi żeby się dostosować do nowej sytuacji i strasznie mi szkoda ich kobiet :(
    Ale myślę że kobiety które są na tym blogu mają takich mężów których brak wrażliwości nie dotyczy.

    Ka-ol

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak a propo twojego Alu postu......mąż właśnie mnie ochrzanił, że dzisiaj cały dzień siedzę i czytam Twojego bloga i nic nie zrobiłam. To tyle w temacie
    Aga

    OdpowiedzUsuń

Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP