9:59 PM

Wielkie przygody Leosia. Odcinek 1.

Gdy nie byłam jeszcze mamą zazdrościłam wszystkim mamom, że mogą szyć dla swoich pociech, szukać inspiracji na super zabawy, zabawki, ciuszki, wystroje pokoików. Trafiłam kiedyś na stronę
http://www.boredpanda.com/wengenn-in-wonderland-sioin-queenie-liao/ i zamarzyłam, że kiedyś też będę mogła robić takie zdjęcia!
Niestety moje dziecko tak mocno już nie śpi w dzień, łatwo rozbudza je szelest albo dotyk... Dlatego projekt wychodzi mi różnie. Czasem udają się zdjęcia na śpiocha, czasem...nie.

Pierwszy odcinek ma wiele tytułów ( znajomi proponowali, wszystkie mi się podobały i wszystkie przedstawiam). Może i Wy podsuniecie własne tytuły? Leonek będzie miał kiedyś wspaniałą pamiątkę i od Was, i ode mnie :)
Przedstawiam Wam więc odcinek pierwszy:
Pt. "W snach wszystko jest możliwe" 
Pt."SuperSen"
Pt. "Matka-wariatka"
Pt."Ala, której troszkę odwala"
Pt. "Leoś super ktoś"
Pt."Wielkie przygody Leosia" - nazwałam tak cały cykl :)


Kolejne odcinki wkrótce :)

A dziś... postanowiłam w końcu na nowo nauczyć synka zasypiać w łóżeczku ( od miesiąca bardzo płacze i biorę go do wózka lub w nosidło). Położyłam malucha o 19.40 spać. Wypił mleczko, ale nie usnął. Położyłam go do łóżeczka. Za chwilę już w nim stał i gryzł poręcz łóżeczka patrząc się na mnie maślanym wzrokiem. Udawanie, ze na niego nie patrzę poskutkowało płaczem. Podeszłam, pogładziłam, przytuliłam, położyłam, dałam pieluszkę i smoczka. Zaczął płakać. Zaczęłam śpiewać kołysankę - nie podziałało. Zaczął histeryzować. Jedyne co zawsze na niego działa uspokajająco (ale na chwilę) to wymyślona przeze mnie króciutka pisenka-rymowanka:
"Raz, dwa, trzy,
Raz, dwa, trzy,
Raz, dwa ,trzy!
Ten chłopczyk malutki 
to mój syn.

Raz, dwa, trzy,
Raz, dwa, trzy,
Raz, dwa, trzy.
Spełnione mamuni
wszystkie sny!"

Tak do ok.20.40 skandowałam mu tę rymowankę. Aż przestała działać. Zaczął tak strasznie płakać, że aż się dusił. Wyjęłam go, przytuliłam, powiedziałam, że kocham. Uspokoił się. Odłożyłam go do łóżeczka. Szloch powrócił. Siadłam tuż przy łóżeczku...a on... wyciągnął łapkę przez szczebelki i pogładził mnie po policzku... Ja ucałowałam tę jego malusią rączkę, a on....zaczął się śmiać...przez te łezki...i siedziałam tak 25 min, aż przyszedł mąż ( skradał się do łóżeczka jak zwierzak, jak Leoś go zobaczył to aż zaczął piszczeć z radości). I mówiłam do Leosia, że go tak bardzo kochamy, że w końcu jesteś. I na słowo "jesteś" zaczął się tak słodko śmiać. Więc opowiedziałam mu, że wszystko co tu widzi, już na niego czekało. Że mamusia i tatuś czekali. Tęsknili, kochali od dawna... A on śmiał się cały czas. I dotykał mojej twarzy i włosów. I słuchał, jakby rozumiał i chłonął każde słowo...
Po 21 stwierdziłam, że już czas spać i odeszłam od łóżeczka. Mały usiadł i rozszlochał się na dobre. Przypomniały mi się odcinki Superniani - pomyślałam - "To dla niego dobre, musi sam zasypiać. Będę twarda. " Ale po minucie...gdy on płakał i patrzył na mnie takimi zapłakanymi oczkami...coś we mnie pękło...pierwszy raz odkąd jesteśmy razem...tak naprawdę pierwszy...zobaczyłam te jego 4 miesiące bez nas...jego samotność...Nie twierdzę, że w pogotowiu miał źle...nie miał... ale tam było dużo dzieci, i to takich maluszków jak on... opiekunka mówiła mi, że po prostu odkładała go do wózka i szła robić inne rzeczy, a on płakał, aż usnął... i znienawidziłam się za to, że pozwalam mu tak płakać. Może to do niego wraca... 
Wyjęłam go z tego łóżeczka i włożyłam do nosidła. A on się we mnie wtulił. I zaczęłam beczeć. I beczę do teraz... Nie minęły 3 minuty a Leon już spał.Ale nie tak jak zwykle...z głową pochyloną na moich piersiach, tylko z głową odchyloną, tak żeby mnie widzieć. I walczył jeszcze ze snem zerkając na mnie co kilka sekund... Aż usłyszałam tę melodię jego spokojnego oddechu, przerywanego ciumkaniem smoczka... I pomyślałam sobie, że kocham go nad życie. Nad wszystko. Nigdy nie czułam tak ogromnych uczuć. Bezwarunkowych. Zapierających dech w piersi. To jak faza zakochania, ale jakiś wyższy level.

Trudno. Wychowam maminsynka. Ale nie mogę patrzeć na jego łzy. Już dość się wycierpiał. A mamunie są po to, żeby lulać do snu.

A sami widzicie, że sny mój Leoś ma nie byle jakie. Prawdziwy z niego Superman! No... bo przecież Superman też był adoptowany, nie? ;)

32 komentarze:

  1. Ktoś mi kiedyś powiedział, że dzieci, które się dużo przytula, lula lepiej i szybciej się rozwijają, więc to dla dobra Leosia 😉
    Buziaki na dobranoc
    Magda ☺️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Nie chcę się usprawiedliwiać, ale mój instynkt macierzyński mówi to samo :)
      Buziaki!

      Usuń
  2. Cudny Super-Leoś i cudna Super-Mama! :)
    Uwielbiam Twoje posty, jest w nich tyle dobra i miłości...
    Pozdrawiam serdecznie! E.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kobieto co czytam to ryczę...uzależniłam się od tych Twoich postów :-)
    Moje dziewczyny też były tulone,starsza długo usypiała na noc noszona-w dzień po odłożeniu do łóżeczka zasypiała bez buntu,a na noc...- i nagle stwierdziła, że jest big girl i zasypia sama :-)
    Buziaki
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i liczę na równie optymistyczny scenariusz :) Buziaczki!!! I pozdrowienia!

      Usuń
  4. Oj kochana ja też prawie ryczę!!!
    Bardzo dobrze zrobiłaś. Ja mam wielkie wyrzuty sumienia, bo też chciałam być taka "super niania"" i kiedy Córcia nie chciała zasnąć to zostawiłam Ją na całe 15 minut w łóżeczku płaczącą;((((
    Nie wiem co ja sobie wtedy myślałam, ale teraz nie wyobrażam sobie żebym tak postąpiła!!!
    Teraz prawie codziennie ląduje w nocy u nas w łóżku, bo ewidentnie się dopomina bliskości - przynoszona przytula się do jednego z nas i zaraz zasypia. I pomimo, że łóżko małe, pies "w nogach" rozłożony, my trochę niewyspani, to nie wyobrażam sobie zmuszać Jej do spania w łóżeczku.
    Leoś bohater nieziemski;-)))
    Pozdrawiam-Patrycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) mam podbny puntk widzenia, choć już dziś ochrzaniła mnie za to koleżanka :P :)
      Buziaczki!

      Usuń
  5. Może: Leoś Zawodowiec- na ratunek misiowi .

    Ka-ol.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Cały cykl mógłby się nazywać Leoś zawodowiec. Hehe.
      Dziękuję!

      Usuń
  6. Skomentuję pierwszy raz, choć czytam od dawna:). Ala, te psychologiczne bełkoty o wychowywaniu dziecka wg. jakichś chorych, sztywnych reguł, to miej głęboko w... nosie;). Kochana, wychowałam 13-letniego świetnego chłopca, mojego synka. Tuliłam, nosiłam, spał z nami w łóżku dłuuugo. I co? Wyrósł na samodzielnego, młodego faceta, umiejacego okazywać uczucia, pełnego empatii, ale mającego swoje zdanie. Teraz tak samo wychowuję córcię. Tulę, usypiam na rękach, kiedy ona zapragnie (widzę że chce się przytulić) i śpi z nami. I mam w nosie super nianę i jej podobne ekspertki od cudzych dzieci. Tul, noś, całuj!! Jeśli widzisz że Leoś tego potrzebuje, kieruj się swoimi uczuciami. I ciesz się tymi chwilami. Bo, wierz mi, to minie, a obok ciebie, już za chwilę, stanie wysoki chłopak, twój syn, którego już nie weźmiesz na ręce;) . Jesteś świetną mamą!! Pozdro :) Ola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Ola :) Fajnie Cię poznać bliżej. Biorę sobie do serca Twoje słowa. Dziękuję!!!
      Buziaki!

      Usuń
  7. Ja dzięki takiemu myśleniu jak Ty dostałam łatkę nadopiekuńczej mamy. I dobrze mi z tym, chcę być nadopiekuńcza, być przy moich dzieciach i kochać je ponad miarę. Dzieciństwo tak szybko mija, że nie warto tracić go na szarpanie się ze sobą czy warto usypiać razem czy nie, jeszcze kiedyś o tym zamarzymy a nasze dzieci będą chciały być same. Także korzystajmy ile się da, póki możemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie kochana. Przybijam piąteczkę :)

      Usuń
  8. My przechodzimy właśnie ząbkowanie, więc ze spankiem ciężko. Leo zasypia jak wypije mleczko w łóżeczku i biorę go na ręce i chwilkę kołyszę. Gdzieś wyczytałam, że jak maluch ząbkuje, to jeszcze bardziej potrzebuje bliskości mamy, no bo kto ma go ratować przed tym bólem jak nie my ;) genialne zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całuski dla Leosia i uściski dla wytrwałej mamy. Buziaki!

      Usuń
  9. Ja również od dawna czytam Twojego bloga. Zawsze wstrzymywałam się przed pisaniem komentarzy chyba z nieśmiałości. Ale dziś gdy przeczytałam Twój wpis ryczałam jak bóbr... i przełamałam się... Na razie z mężem jesteśmy na etapie starania się o dzidzie, ale czuję że już niedługo czeka nas taka sama droga jak Was... Wiem że nie powinno się tego mówić, ale cholernie zazdroszczę Ci synka. Mam nadzieję, że ja też kiedyś będę mogła przytulić do siebie dziecko... moje dziecko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, bardzo się cieszę, że się odezwałaś. Bardzo cieszy mnie każdy komentarz, bo wtedy wiem, że moje pisanie ma sens!
      Nie wiem, czy czeka Was taka droga jak nasza, ale wiem na pewno, że jeśli zrobisz wszystko, co w Twojej mocy, już niedługo będziesz tuliła swoje dziecko! Całusy

      Usuń
  10. Alla, widzę, że pojawiły się jakieś inne Anny i trudno nas rozróżnić... Chyba założę sobie jakieś stałe konto, jak uda mi się znaleźć chwilę.
    A jeśli chodzi o Twój post, to ja moją córeczkę od zawsze usypiałam tuląc, nosząc na rękach, śpiewając, a teraz kładę się przy niej i ona usypia w moim łóżku. I śpi w nim regularnie, a nie w swoim łóżeczku :) Tak już to bywa z dziećmi, ale ja też wierzę, że takie dzieci lepiej się rozwijają, że im to potrzebne, że zostawiając je płaczące można zrobić krzywdę ich psychice...
    Alla, jeśli możesz, pomódl się za mnie...Bardzo tego potrzebuję, bardzo. W moim życiu są teraz strasznie trudne chwile. Błagam Boga w codziennej modlitwie, aby ten koszmar się już skończył, aby radość i spokój zawitały w moim życiu...
    Pozdrawiam Cię serdecznie, Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że stałe konto rozwiąże problem :)
      Dziś się pomodlę. Oby było lepiej Anno!
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
    2. I Ja się za Ciebie Aniu pomodlę.
      Nie trać ducha !!!

      Usuń
    3. Dziękuję :)
      Będę ogromnie wdzięczna za modlitwę. Bardzo jej potrzebuję teraz...
      Anna

      Usuń
  11. Ja mimo swoich 35 lat nadal lubię przytulać się do mamy, a ostatnio nawet do taty (do tego musieliśmy oboje dojrzeć). A co dopiero takie Maleństwo, jak Leoś. Tul Kochana, ile się da. Widocznie Twój Synek tego potrzebuje.
    A zdjęcie przepiękne. Leoś w obłokach :) Czuję, że jeszcze niejdnym nas zaskoczysz.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :) Ja odwrotnie - zawsze tulę się do taty :)
      Dziękuję za ciepłe słowa! Całusy!

      Usuń
  12. Świetna to sprawa takie zdjęcia, będzie mieć świetną pamiątkę! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ksiązki książkami,ale Twoje Dziecko musi nadrobić ten czas bez Mamy.Daje Ci do zrozumienia,że Cię potrzebuje,Ja sie jeszcze nie znam,ale myslę ,że warto słuchac intuicji.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tytuł: Lądowanie Leo i Misia na ziemi:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Allu, wiem, że niejedna mądra niania kazałaby Ci zostawić Leosia "dla jego dobra". Moja intuicja mi jednak zawsze w tej sprawie krzyczała. Nigdy go nie zostawiałam płaczącego. Znalazłam taki środek. Spał zawsze w swoim łóżeczku, ale usypiałam go tuląc - najpierw po prostu na rękach, później na siedząco w ramionach, a potem głaszcząc leżącego już u siebie po rączce albo główce albo czytając (taaak, ja byłam z tych czytających od urodzenia, hmmm). Zrobił się z tego nasz mały rytuał, który z czasem trwał dosłownie chwilę. Nawet dzisiaj, gdy syn śpi już w swoim "dużym" łóżku, jeśli mnie poprosi, żeby się nim położyć lub posiedzieć przy nim, gdy zasypia - robię to i cieszę się tym w sercu, że jeszcze mogę go tak przytulić.
    Zdjęcie piękne. Zdecydowanie matka wariatka. Taki Twój nieodparty urok:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no zdecydowanie matka wariatka. Ale mam w tej kwestii myślę, dystans do siebie :)

      Usuń

Zasubskrybuj mnie :)

Klik!

TOP