Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocham moje dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocham moje dzieci. Pokaż wszystkie posty

10:05 PM

Melony i inne ananaski :)

Kurtyna.

Akt 1.
Wieczór. Mama, tata, Leoś i Amelka leżą na tapczanie i próbują usnąć. Gdy już wydaje się, że cel został osiągnięty z ust synka wydobywa się następujące zdania:
L:" Tata...a mama ma blodę?"
Mąż: "Nie synku, mama nie ma brody. Mama jest kobietą, kobiety nie mają brody."
L:"A ja nie mam blody."
M:"Ale będziesz miał. Jesteś chłopcem. Chłopcy mają brody."
L:"Bo ja mam siusiak."
M:"Tak, Ty masz siusiaka. Chłopcy mają siusiaki."
L:"A mama nie ma siusiak, mama ma sitkę."

Akt 2.
Popołudnie. Mama przychodzi po Leosia do przedszkola. Synka odprowadza do szatni ulubiona Pani Ania. Uśmiecha się i opowiada, ile dziś nabroił. I że dziś dzieci na deser dostały melony.
I wszystkie krzyczały: "Kroimy Leona, zjadamy Lenona!!!!" ;)

Akt 3.
Środek dnia. Mama, Leoś i Amelka wychodzą na spacer. Synek na rowerze z kółkami ( 12''+ dodatkowe kółka), Mela w  wózku. Młody jakiś bez humoru, dzień wcześniej gorączkował, więc nie poszedł do przedszkola i został w domu. Po przejściu/przejechaniu jakiś 200 m Leon zaczyna rzewnie płakać, krzyczy, że boi się auta, boi samolotu. Wykrzykuje ratunku! Z przerażeniem mama chwyta go za głowę, sprawdza tempęraturę. On rzuca się na ziemię ( oczywiście zęby setny raz rozcinają przednią wargę), histeria w toku. Po chwili wracają. Mela w wózku. Rower na mamie, Leoś na mamie. Mama ... ledwo widoczna, człapie w stronę domu. Docierają do garażu. Mama daje synkowi drożdżówkę, która znika w 2 minuty. Synek uspokaja się.
Mama:"Ty byłeś głodny synek, co?"
L (rozpromieniony): "No....chyba ;)"

Akt 4.
L:"Mamo! Mamo!!! Chcę ten soczek z jabłuszkami."
M:" Nie synek, on jest stary i zepsuty."
L: "Chcę, chcę!!!!"
M:"Nie, bo będzie Cię bolał brzuszek."
L:"A czemu?"
M:"Bo tam są bakterie."
L:"A czemu?"
M:"Bo urosły."
L:"A czemu?"
M:"Bo było im tam dobrze, piły sobie soczek, miały ciepło i rosły."
L:"A czemu?"
M:"Bo tak właśnie było."
L:"A czemu tak było?"

Akt 5.
L:"Amelko!!! Zobacz, mam tu dinozaura. Raaaarrrrrr!!!!"
Amelka:"dinoauaua raaaarrrrr"
L:"Nie, nie dotykaj. To moje. Mój dinozaur. Sio!!! Sio!!!"

;/ ;/ ;/


Kurtyna.



10:57 PM

Dzień za dniem.

Ostatni zalany nienawistnymi komentarzami post, pozostawiam w takiej formie w jakiej jest i nie będę wchodzić w dalszą rozmowę z tymi, którzy w sposób ordynarny, agresywny, chamski i bezczelny, próbują oczernić, splugawić i rzucić kamieniem w innych. Komentarzy nie usuwam, bo trzeba mieć świadomość, że tacy ludzie są wśród nas, karmią się niszczeniem innych. Trochę to zaskakujące i szokujące dla mnie, ale realne, więc trzeba się z tym zmierzyć.

U nas płynie dzień za dniem. Za mną dość ciężki tydzień. Amelia ma katar i znów wymiotuje, a w tym tygodniu mają nas planowo kłaść do szpitala na 3 dni, na  gastroskopię. Leoś też ma katarek. Ale rzecz ważniejsza: pożegnał na dobre swego przyjaciela dydusia :D  Myślałam, że to się nie uda. A póki co usypianie idzie całkiem nieźle. Co prawda muszę siedzieć przy łóżeczku i trzymać młodego za łapkę, głaskać po buźce, aż całkiem uśnie, a trwa to nawet 1,5h. Ciężko trochę, bo klęczę przy tym łóżku podskakując, bo jeszcze bujam Melkę w nosidle, ale do przeżycia. 
No dobra...więcej niż do przeżycia. Sytuacja jeszcze ciepła, bo z dzisiejszej nocy. Głaszczę Leosia, ręka utknęła mi pomiędzy szczebelkami, Melka płacze, Leoś siada. 
L:"Mamusiu, Ameja pacie( płacze)"
Ja:"Wiem synku, nic się nie dzieje, wszystko jest dobrze, kładź się kochanie."
(Leo kładzie się). Ja podskakuję delikatnie z Melką, żeby ją uspokoić. Oswobadzam rękę ;) 
L:"Mamusiu, usiądź! Lączka!".
Siadam i bujam się trochę, jak lekko walnięta. Trzymam młodego za rączkę. Nogi bolą mnie bardziej niż przy Chodakowskiej. Czuję, że zaraz się rozbeczę z niemocy ( mąż w pracy).
L:"Mamusiu, dluga lączka tu"  - synek nakazuje mi oddanie mu do rączki obu moich dłoni.Tłumaczę mu, że nie mogę, bo trzymam siostrę. Gładzę Go po buzi i głaszczę.
L:"Kocham ( wzdycha)".
(Amelia też wzdycha).
Ja też wzdycham. I choć jednocześnie zdycham to myślę sobie - "Kurczę, jest pięknie". Bo jest :) Czasem tego nie widzę, ale kiedy się zatrzymam i spojrzę dokładniej to spływa na mnie jakaś niewidoczna fala ciepła. Ściska mnie za gardło. I czuję wdzięczność.

Druga ważna rzecz: młody od dwóch miesięcy przechodzi trening czystości i dziś pierwszy raz przez cały dzień nie posiusiał się w majteczki :) Spanie jest wciąż z pampersem.

Z rzeczy gorszych, bo i takie są, Leo zaczął okładać i wywracać siostrę. Wygląda to tak, że podbiega do niej, gdy siedzi ( siedzi samodzielnie już jakiś czas) i popycha ją. Czasem biegnie i już mówi: "Popchnę Ameję, popycham." Albo podchodzi, siada obok niej i klepie ją w czubek głowy ( i od razu patrzy na moją reakcję). Ja wiem, że to chęć zwrócenia na siebie uwagi. Próbowałam różnych sposobów polecanych przez psychologów, m.in. jasny, krótki komunikat, zabieranie Melki i skupianie swojej uwagi na niej, jako pokrzywdzonej, tłumaczenie, że rączki nie są do bicia i parę innych. Może macie jakieś sugestie, jak sobie z tym radzić przy tak małej różnicy wieku?

PS.
"szukam świata
w którym jedna jaskółka
czyni wiosnę
gdzie szewc
chodzi w butach
gdzie jak cię widzą
to dzień dobry
szukam świata
w którym
człowiek człowiekowi
człowiekiem"
-Borszewicz

Wciąż wierzę w taki świat. Mimo wszystko. I kropka.




Klik!

TOP