Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 13 miesięcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 13 miesięcy. Pokaż wszystkie posty

10:02 PM

I po wakacjach.

Jak tam u Was? Bo u nas, zgodnie z przewidywaniami - chorobowo. Jak tylko Leoś wrócił do przedszkola ( tak! jest już przedszkolakiem :) ) znów zmagamy się z choróbskami ( a mieliśmy 2 miesiące totalnego spokoju). Najpierw Melka miała biegunkę z krwią, potem doszedł jej kaszel napadowy, teraz Leoś też kaszle, a na wieczór dostał gorączki i oznajmił, że boli go brzuszek.
Innymi słowy - dzięki Bogu, że mam jeszcze wolne i nie muszę siedzieć na zwolnieniach. Mimo przejścia sryliarda choróbsk Melki - nadal panikuję, gdy któreś ma gorączkę, biegunkę, albo zajęte oskrzela. To się nie zmienia i raczej już nie zmieni.
Z informacji pozytywnych - z moim mężem wznosimy się obecnie na sinusoidzie relacji ku górze. Znów czuję się kochana, wspierana i ważna. Oczywiście nie w 100%, ale jest na plus :) Od października ruszam na studia podyplomowe ( będę się uczyć matematyki, żeby móc uczyć matematyki ;) ). A mąż mój dostał awans i najprawdopodobniej od października nie będzie pracował na zmiany. Czy Wy to rozumiecie???!!! Koniec z samotnymi nocami ( których nienawidzę, np. dziś - Leo z gorączką i nadchodzącą sraczką, Mela z napadowym kaszlem z koniecznością inhalacji o 2 w nocy, a ja sama), koniec w wykańczającymi mnie samotnymi wieczorami, kąpielami dzieci i samotnym usypianiem. Koniec z niedzielami w pracy, świętami w pracy. To wielka, wielka zmiana dla nas. Dla mnie. Żyliśmy w taki sposób od 8 lat. Aż nie mogę uwierzyć, że to się zmieni...
Z istotnych zmian w życiu moich dzieci:
a) Leo pokochał przedszkole. Chodzi na 4 godziny dziennie, ostatnio nie chce wychodzić.
b) Leoś ma nowe duże łóżko - traktor. Tatuś zaprojektował, stolarz stworzył. Syn oszalał. Ze szczęścia. 
c) Melka ma 4 zęby. Uśmiecha się z nimi czadowo. Jest cudna. Szkoda, że tak kaszle ( właśnie ma atak).
d) Melka chodzi :) Pierwsze kroczki postawiła po 12 miesiącu, a teraz, gdy skończyła 13 przemierza już spore odległości bez upadku ( cały pokój, korytarz).
e) Młoda coraz więcej mówi: " Mama, tata, baba, papa, dada, mmyyyy ( krowa), a a a ( pies), miau (kot), kaka ( każde inne zwierzątko), bam, mimi ( mleko), didi (smoczek), co to, mi (miś), rrraaaarrr ( dinozaur), bym bym (auto, traktor), biało ( jak się uderzy i ją boli, to chyba ma być bolało)".
f) Leoś dużo mówi o uczuciach i o Jezusie. Gdy mówimy mu np. "Kocham Cię synuś, najbardziej na świecie", odpowiada - "ja tes Cię kocham mamusiu, wies?" <3, bywa też, że ni z tego ni z owego oznajmia " Jezus Cię kocha tatusiu, Melkę kocha, mie kocha, mamusię kocha. Jest dobly, lubi mie."
g) L. coraz częściej przesypia całe noce.
h) pieluchy zakładamy Leosiowi już tylko do spania, zdarza mu się w dzień nasiusiać jeszcze, ale tylko, gdy jest zaaferowany czymś, dobrze się bawi, albo coś nabroi.
i) moje dzieci uwielbiają świnkę Peppę, gdy na początku bajki lektor przedstawia postaci, mówiąc " Jestem świnka Peppa, a to mój mały brat George". Leoś odpowiada: "A to moja siostra Melka" <3

To tak w skrócie o tym, co u mnie. A co u Was? Dajcie znać! Jestem bardzo ciekawa, jakie u Was zmiany. Ściskam mocno!

MOI!!!! <3

10:42 AM

Bobosłownik 13-miesięczniaka :)

Odkąd Leoś pojawił się w naszym życiu marzyłam, że będzie komunikatywny. Wszystkie odgłosy zapisywałam skrzętnie w jego albumie...
Odkąd mały skończył 10 miesięcy zauważyłam, że rozumie niemal wszystko co do niego mówię. Obecnie potrafi przynieść i zanieść rzecz, o którą go proszę. Odnaleźć zabawkę, której wspólnie szukamy. Na słowa: "idziemy na dwór", biegnie i staje przy szafie z ubraniami i butami. No generalnie, jeśli ma dobry humor to reaguje na wszystkie polecenia.
Coraz więcej mówi, a słowa brzmią prześmiesznie :)
mama - mama
tata - tata
tatuś - tatu
babcia - baba
babciuś - baciu
dziadzia - dziadzia
lampa - bampa
smaczne - mnam mnam
smoczek - niania, nan
piesek - łałałał
kotek - maaaa
gołąbek - grrrrrrgrrr
krowa - maaaaaa (a czasem nawet mam lub mama, hahahaha)
lew - raaaaar
mleko - niamde ;)
wujek - łuła
bułka - be
dwór - dada
papa - papa
Hania - Aaaaawa
auto - brmmm, brrmmm
nie- nie,nie
gorące - fffffyyy (przykłada łapkę do buźki)

Jak widać, choć słownik nie jest bogaty, bo synuś używa kilkunastu słów - to są to dla mnie najpiękniejsze słowa świata :) I nawet nie wyobrażacie sobie jak często przyprawiają mnie o niepohamowany atak śmiechu. Dla przykładu sytuacja z zeszłego tygodnia.

Do Leosia przyjechała 1,5-roczna kuzynka Zuzia. Gdy mały ją zobaczył, na jego słodkim buziaku wyrósł uśmiech od ucha do ucha. Natychmiast chciał ją ukochać ( przytula wszystko, co wyzwala w nim pozytywne emocje, ma to po mnie :) ). Zuzia do "tulaśnych" nie należy. Więc w moim salonie rozpoczęła się zabawa w "złapię Cię, złapię Cię". Zuzia okazała się szybsza. Jednak w końcu się zmęczyła, oparła o kanapę. Tę krótką chwilę wykorzystał Leoncjo. Podbiegł do niej i złapał ją za pupę, a następnie przytulił się do jej pleców. Wyglądało to komicznie. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
A mój mąż mówi do synka:
"Leoś, ale z Ciebie pies na baby".
"Łałałałałał łałałałał" - zaszczekał w odpowiedzi Leoś.

Jezu, jak ja kocham to moje dziecko :)





8:25 PM

Dzień za dniem.

Dwa dni temu skończyłam nowennę pompejańską. Zamierzałam nadrobić zaległości blogowe, zacząć więcej pisać, czytać, komentować. 
Rano Leoś wydawał mi się dziwnie ciepły. Zmierzyłam temperaturę - 39 stopni. Innych symptomów choroby brak. Zarejestrowaliśmy się do lekarza (chcieliśmy pójść jak najbliżej, więc umówiliśmy się na NFZ).  Pierwsza wizyta na 15.50. Czekaliśmy. Temperatura nie urosła wyżej i dała się zbić syropkiem z paracetamolem. Pojechaliśmy na wizytę. Pocałowaliśmy klamkę i przeczytaliśmy karteczkę - Przychodnia przeniesiona na ulicę XYZ. Gnaliśmy na złamanie karku, żeby zdążyć. A na koniec dowiedzieliśmy się, że pani doktor rozchorowała się i nie przyszła i najbliższa wizyta jest możliwa jutro. Krew mnie zalała.
Jak dobrze, że mamy abonament w LUXMEDZIE. Szybko znalazła się wizyta na godzinę później, ale trzeba było 30km pojechać. Niestety nie dowiedzieliśmy się, dlaczego mały gorączkuje. Osłuchowo ok, gardło ok, uszy ok... Kupka dobra, wysypki nie ma. Jedyne do czego można się przyczepić to zęby. Jakieś 4 dni temu zauważyliśmy, że u góry wyrżnęły mu się czwórki- obie. Musiały wyjść jakiś czas temu. Może to od nich. Dostaliśmy  jednak dla upewnienia się skierowanie na krew i mocz. Mam nadzieję, że wyniki będą dobre.
Nienawidzę, jak Mały choruje, zaraz chce mi się ryczeć i ogarnia mnie panika.
Jutro idę też do lekarza ze sobą. To już 20tydzień ciąży ( albo dopiero). W 19tc miałam USG, mała - 280g szczęścia - miała się dobrze. Od ok.17tc czuję ruchy dziecka. Ale od tygodnia dużo słabiej i są dni, że nie czuję wcale. Do tego od dwóch dni boli mnie lewy bok: jajnik? biodro? pęcherz? macica? Nie wiem. Ale ciężko mi się chodzi. I stresuje mnie to.... szczególnie ten brak ruchów. Więc znów podrepczę do ginekologa. Oby mnie uspokoił.
Chciałabym, żeby to już był 30 tydzień. Może wtedy przestałabym się tak bać i wymyślać. Może zaczęłabym się cieszyć tym stanem....
Jezus Maria, znów jestem lękowym człowiekiem. A przecież już nie byłam...

 A tak mój Szkrab tuli się do swojego nowego dywanu. A na rączce dumnie nosi "tik tak" odziedziczony po tatusiu :) Bez niego ani rusz! :)

Klik!

TOP