Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniadze a szczescie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniadze a szczescie. Pokaż wszystkie posty

3:07 PM

Pieniądze szczęścia nie dają?

Miałam 12-13 lat i bardzo chciałam mieć rower. Nowy rower. Górala. Bo składaka z komunii już zaczynałam się wstydzić. Wydawało mi się poza tym, że już nikt nie jeździ składakami. Po rozmowie z mamą, na której ustaliłyśmy, że muszę odłożyć połowę kwoty na zakup, zaczęłam zbieranie. Po roku odkładania pieniędzy z urodzin i imienin ( kieszonkowego nie miałam) - udało się. Rower został kupiony. A ja popędziłam z moją przyjaciółką w stronę słońca przez drogi i bezdroża okolicznych wsi :)

Właśnie zaczynałam liceum, gdy mój tata, po ukończeniu jakiegoś dużego zlecenia, zabrał mnie i siostrę na giełdę do Koszalina. Dostałyśmy po 500zł na zakupy. 500zł!!! Nigdy wcześniej nawet nie trzymałam w dłoniach takich pieniędzy. Do dziś pamiętam, co kupiłam. Nowy plecak FILA , spodnie jeansowe z lampasem :D, jeansową koszulę i jeszcze 200zł zostało mi na przyszłość. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa. Czułam się ważna dla mojego taty. Tak intensywna była to radość, że do dziś uśmiecham się do tych wspomnień. To było wydarzenie ponad miarę moich oczekiwań.

Później naprawdę brakowało mi pieniędzy. Na studiach miałam wyliczone 6,50zł na dzień. Graniczyło z cudem, by za to przeżyć. Dorabiałam udzielając korepetycji z matmy i chemii. Ten czas wspominam słabo. Bardzo słabo. Ale wątpię, że dlatego, że miałam pusty portfel.

Mój mąż, gdy zaczynaliśmy być razem (a było to po 3. roku studiów) zataił przede mną, że ma mieszkanie. Ukrywał to przede mną dobre dwa lata naszego związku. Naprawdę nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. Po latach przyznał się, że bał się, że "polecę" na mieszkanie. Było to dla mnie tak głupie, że aż śmieszne.
Naprawdę można związać się z kimś tylko dlatego, że ma swoje 34 metry kwadratowe? (Nawet jakby miał willę z tarasem to niczego nie zmienia!) 

Czy pieniądze dają szczęście? To pytanie, nad którym często się zastanawiam. 
W dzisiejszym świecie wszystko wskazuje na to, że tak... Może nie tyle samo posiadanie pieniędzy, czyli trzymanie w dłoniach 10 000zł, ale możliwość spożytkowania ich do odpowiednich celów. Ze wszystkich stron atakują nas dobra materialne. Markowe ciuchy, samochody, wycieczki. Wszystko kosztuje - nawet książka, wyjście do kina, teatru, do dobrej restauracji, a nawet dieta! Świat kręci się wokół kasy. Pieniądze przede wszystkim dają komfort i spokój. Pozwalają realizować mniejsze i większe marzenia. Pozwalają żyć bez zmartwień o to, co będzie jutro, za miesiąc, jak wypadnie niezapowiedziany wydatek. Pozwalają nie czuć się gorzej w towarzystwie. Mogą wpływać pozytywnie na nasz wygląd - przecież kosmetyczka, fryzjer, dobre ciuchy kosztują!
Spotkałam się nawet z taką opinią, że ten kto twierdzi, że pieniądze nie dają szczęścia jest naiwny i zapewne biedny i po prostu chce wierzyć w to, że tak jest.

Jestem naiwna w takim razie. Choć nie uważam się za biedną ( to dość subiektywna ocena) . Tak, chcę wierzyć, że pieniądze nie dają szczęścia. Bo jeśli to byłaby prawda, to szczęście można by było sobie kupić.
  • Jesteś zdrowy? Tzn. że jesteś bogatszy niż wielu milionerów.
  • Masz obok siebie kogoś, kto głaszcze Cię po policzku, gdy śpisz? Podaje Ci herbatę, gdy leżysz zmarznięty pod kocem? Jesteś bogatszy niż  jesteś w stanie sobie wyobrazić.
  • Masz dzieci? Masz wielki skarb. Nie musisz wydawać całej wypłaty, wszystkich oszczędności dla być może nierealnych marzeń czekając w kolejce na kolejny monitoring cyklu. Nie myśl o sobie, jak o kimś kogo nie stać , by kupić dziecku nową zabawkę z reklamy z TVP ABC. Idź do niego teraz. I przytul. Daj dziecku czas i uwagę. To prawdziwe bogactwo i szczęście.
 Nie będę tworzyć długiej listy rzeczy, których nie da się kupić, a które sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi. W pełni.

Odkąd mam dzieci zarabiam mniej ( nie dorabiam tyle, ile wcześniej, poza tym na macierzyńskim nie płacą całości). Koszty życia wzrosły nam dwukrotnie. Nie odkładamy pieniędzy ( choć uwielbiam mieć oszczędności). Nie stać mnie na wiele rzeczy, na które było mnie stać zanim mój dom wypełnił się tupotem małych stóp.Nie jeździmy na zagraniczne wycieczki. Nie planujemy kupna nowego samochodu. Nie wyremontujemy strychu. Nie kupię sobie nowego płaszcza w tym roku, ani nie wymienię dywanu w salonie na taki ze skandynawskim wzorem. Nie kupię Amelce na gwiazdkę kuchni z IKEI za 400zł, choć myślę, że to byłby idealny prezent dla tej małej rozrabiary. To zdecydowanie za droga zabawka. Muszę za to naprawić rozrząd w aucie, kupić porządne kapcie dzieciakom do przedszkola, opłacić kolejną ratę za podyplomówkę. 
I jestem szczęśliwsza niż wcześniej. Szczęśliwa. Umiem się znów śmiać. Mój dom jest jasny, tak samo jak moje życie.
Mogłabym mieć więcej pieniędzy.  Mogłabym sprzedać swój wolny czas, zmienić pracę - zrezygnować z nauczycielstwa i stać się korpoludkiem. Mam wykształcenie, mam osobowość, jestem ambitna i jeszcze dość młoda, by być atrakcyjnym pracownikiem. I moja pensja bardzo szybko potroiłaby się... ale czy to uczyniłoby mnie bardziej szczęśliwą...?
Dostrzegam, że określenie bogaty/biedny jest niezwykle zmienne i zależy w dużej mierze od otoczenia, w którym się znajdujemy. Czujemy się bogaci, jeżeli nasze otoczenie zarabia mniej od nas. I to pozytywnie wpływa na nasze poczucie własnej wartości ( "Radzę sobie lepiej od innych, bo zarabiam więcej"). Ale jeśli zmienimy otoczenie i nagle będziemy jednymi z najgorzej opłacanych pracowników poczujemy się totalnie do niczego. Więc tak naprawdę to nie pieniądze sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi, a fakt jak wypadają nasze dochody w porównaniu z dochodami otoczenia. A to już jest kwestia naszego poczucia własnej wartości w ogóle. Niezależnie od tego, czy stać nas na hulajnogę czy nowe Audi A6.
Znam też wielu ludzi, którzy niezależnie od tego, ile pieniędzy by nie mieli, ciągle chcą mieć więcej. Ich życie zaczyna przypominać walkę o liczbę zer na koncie. Pościg. Taki realny, bo gdy już zdobywasz jakiś poziom życia, to starasz się go utrzymać lub sprawić, by był jeszcze wyższy. Zatracają się w tym pościgu. Tracą z oczu wartości, które naprawdę mają znaczenie. Miłość, rodzinę, czas. Przez chwilę wydaje im się, że są królami życia. Że mogą wszystko. Przez chwilę...

Na pewno słyszeliście takie powiedzenie: "Lepiej płakać w Ferrari niż w Polonezie". A ja...mogę płakać w Polonezie, jeśli będzie obok ktoś, kto poda mi chusteczkę i potrzyma mnie za rękę. Całkiem zupełnie serio! 

(Nie będę tu rozważać sytuacji, w której żyjemy w ubóstwie, gdy nie ma pieniędzy na zabezpieczenie potrzeb niższego rzędu - takich jak mieszkanie, jedzenie, ubranie czy bezpieczeństwo itp. Bo to oczywiste, że wówczas pieniądze to nasze źródło największego niepokoju,lęku, nasze być albo nie być. )

Czy pieniądze zatem dają szczęście?
W pewnym stopniu na pewno tak. Umożliwiają nam korzystanie z przyjemności, dostarczają  przeżyć, kupujemy sobie urozmaicone chwile. Więc pośrednio czynią nas szczęśliwymi. Ale czy to szczęście ? Czy chwilowa radość? 
Ja odpowiedź znalazłam. A Ty? Potrafisz zdefiniować czym dla Ciebie jest szczęście? Czy potrzebujesz pieniędzy, by je mieć? 

Zrób coś dla siebie. Połóż się wygodnie, zamknij oczy i wyobraź sobie siebie. Naprawdę szczęśliwą/szczęśliwego. Delektuj się tym widokiem. Spójrz jak wyglądasz, co masz na sobie, jak się poruszasz, kto jest obok Ciebie, a może jesteś sam/sama. Niech to szczęście Cię wypełni od koniuszków palców u stóp po czubek głowy. Gdy będziesz gotowy/gotowa- otwórz oczy. 

Czy to, co daje Ci szczęście to zawartość portfela?

Klik!

TOP