Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroby autoimmunologiczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroby autoimmunologiczne. Pokaż wszystkie posty

8:17 PM

Rozłąka.

Wróciłam dziś ze szpitala. Wczoraj na oddziale musiałam wypić 4 litry fortransu (taki lek), a dziś o 8:30 dostałam Dormicum na spokojność i o 9 byłam już na sali. Założyli wkłucie, anestezjolog podała mi zastrzyk usypiający i obudziłam się o 11.25.  Chyba odespałam ostatnie nocki, bo zazwyczaj po narkozie budzę się jeszcze na sali i jestem zupełnie trzeźwa.
O 12 myślałam już tylko o jedzeniu (od soboty nie jadłam). A po jedzeniu już tylko marzyłam, żeby przytulić syna. Prosiłam lekarza o jak najszybszy wypis. O 14.50 byłam już w blokach startowych i czekałam na lekarza. O 15 był już po mnie mąż i pojechaliśmy do teściów, gdzie był mój Kotuś.
Wynik kolonoskopii niestety nie jest zadowalający. Stan zapalny utrzymuje się w części dystalnej jelita ( co ciekawe CRP wcale na to nie wskazuje - 0.45). Na szczęście to tylko 15cm zmian. Dalsza cześć w tej chwili jest w normie. Pobrano mi 5 wycinków. Za 2 tygodnie będzie wynik.
A teraz przede mną walka o niepełnosprawność ( która przy mojej chorobie należy się w stopniu umiarkowanym). Wcześniej nie stawałam na komisji, bo bałam się, że zaważy to na naszej kwalifikacji w OA.

Nie było mnie w domu zaledwie 31 godzin. A zdążyłam 2 razy popłakać się z tęsknoty za Maluchem, chwalić się nim na prawo i lewo lekarzom i pacjentom ( lekarka, kojarzy mnie, pamiętała, że nie mogę mieć dzieci, bo ostatnio przesuwała mi termin laparo, gdy wylądowałam w zaostrzeniu na oddziale).
Mój mały spędził te godziny beze mnie w miarę spokojnie. Choć zjadł w nocy o 400ml więcej, niż gdy ja jestem w domu i od 5.30 nie spał już, a obudził się ponoć z okropnym krzykiem.
 
Moc miłości do dziecka zadziwia mnie każdego dnia. Gdy dojeżdżaliśmy pod dom rodziców męża...czułam się jak dziecko, które zaraz zobaczy Świętego Mikołaja. Wyskoczyłam z samochodu i dosłownie wbiegłam do nich do domu. Teściowa poprosiła mnie, żebym się małemu nie pokazywała dopóki nie zje deserku, ale ...no to było niemożliwe. Od razu podbiegłam do niego. A on uśmiechnął się radośnie i... odwrócił głowę do łyżeczki z owocami :P Za chwilę jeszcze raz na mnie spojrzał i dotknął rączką mojej buzi, ale większego wrażenia, moje pojawienie się, na nim nie wywarło. W domu jakoś też bardziej niż zwykle garnął się do męża. Dopiero teraz, gdy usypiałam go ( wciąż niestety robię to w wózeczku), cały czas na mnie patrzył, nie spuszczał ze mnie wzroku. A gdy już...już wydawało mi się, że śpi - nagle otwierał ogromne oczy, by sprawdzić czy na pewno jestem. I tak z 10 razy...
A ja... choć  jestem już w domu nie mogę się nasycić moim dzieckiem. Mam ochotę go tulić, głaskać, całować, gilać...patrzeć na niego, wdychać jego zapach... I szeptałam mu dziś, jak na początku jego pobytu u nas, przed snem, że jest moim skarbem, odzyskanym sensem życia, iskrą, która rozpaliła nasze domowe ognisko, naszym spełnieniem marzeń... 
Uwielbiam patrzeć na jego radosną buzię. Wiecznie zaciekawioną minę. Siłowanie się z domowymi przedmiotami, uparte dążenie do zrealizowania swoich niemowlęcych pomysłów. Zaskoczenie, gdy robimy mu "akuku". Rozdziawioną na maksa buźkę, gdy podskakuje na kolanach, a ja śpiewam "Tak pan jedzie po obiedzie...". 
Moje dziecko jest niesamowite. Nic na świecie i nikt, nie jest dla mnie równie piękny i idealny. Jestem po prostu szaleńczo zakochana w tym maleńkim chłopczyku, który odmienił moje życie... 
Chciałabym zatrzymać czas. Jak nigdy wcześniej...w całym moim życiu...

Kurczę, poryczałam się.

2:43 PM

Jutro do domu!

Wenflon wyjęty. Sterydy już tylko doustne. Wypis jutro.
Nareszcie.
Nie chcę marudzić, bo to bez sensu, ale najchętniej zamarudziłabym dziś posta...
Z rzeczy aktualnych:
1) Pani Jehowa wciąż nie godzi się na transfuzję ani na operację. Szpital rozłożył ręce i nie jest w stanie już nic więcej pani zaoferować oprócz wypisu. Powiedzieli, że jak chce, to na własne życzenie może umierać w domu.
2) Pani z delirką jest na innej sali.
3) Jeden dzień była ze mną na sali bardzo sympatyczna Pani Ela, która wspomogła mój mózg rozmową na adekwatnym poziomie (bez sekciarskich zapędów). To pomogło mi przetrwać ostatnie dwa dni.
4) Jedzenie dostajemy zimne i ohydne ( naprawdę nie należę do osób grymaszących, ale te porcje sa podawane jak dla świń i tak też smakują!)
5) Wszyscy odwiedzający i nie znający mojego numeru PESEL myślą, że mam co najmniej 10 lat mniej ( to jest zupełnie miłe ;D )
6) Mam 1000 pomysłów na minutę.
7) Umówiłam się na piątek do fryzjera, zamierzam zmienić fryzurę i kolor włosów.

KU POTRZEBIE ZMIAN.
Jutro mój nowy początek.
Kolejny.


Klik!

TOP