Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

8:03 AM

Wiosna w sercu - kwietniowa kartka z kalendarza.

No i przyszła wiosna. Razem z nią antybiotyk u mnie i kaszel moich.



Ostatnie dwa tygodnie to był hardcore. Może to zabawne, bo pracuję dopiero od 2,5 miesiąca, ale czekam już z niecierpliwością na wakacje, żeby w końcu... odpocząć, przeczytać książkę, nie sprawdzać poczty i e-dziennika 5 razy dziennie, nie odbierać telefonów po nocach od często sfrustrowanych i agresywnych rodziców, usypiać spokojnie i najlepiej z dziećmi o 20.30... Choć raz w tygodniu.

W tym tygodniu czeka mnie kolejny egzamin, tym razem z analizy matematycznej. Wyniki pierwszego egzaminu z algebry już mam, jest ok, więc odliczam do czerwca, żeby te zajęte przez studia weekendy znów mieć dla rodziny. Bo jak tak dalej pójdzie będę dumną matką 30+, z 2 studiami podyplomowymi z pedagogiki i matmy, do tego...rozwódką ;) I w sumie ten uśmiech na końcu jest zbędny..

A z rzeczy wspaniałych, radosnych i pięknych:

1) Pogoda jest CUDOWNA. 
Nie cały czas, ale bywa! W końcu wychodzimy na dwór. Wyjeżdżamy na wycieczki, wyciągnęliśmy zabawki przed domem, widzę taką radość na tych moich dziecięcych mordkach, że żyć się chce!


2) Mela rozgadała się na dobre! Czyli nieustannie mam stand up na żywo <3

Do 18 miesiąca gadała kilkanaście słów. Przy czym najczęściej : "dyda", "mama", "pepa". Teraz nagle zrobiła mega skok i z dnia na dzień zaczęła gadać...wszystko. No może naginam rzeczywistość, ale stara się nazywać każdą rzecz. Mówi proste zdania, np. "Mami!!! Popać tutam ! Kic kic" ( Mamo popatrz tutaj, królik).
Po powrocie ze żłobka opowiada więcej niż Leoś. Bo gdy jego pytam, jak było, odpowiada: "Dobrze".
A młoda: "Mama papa. Pani. Pupa. Tata placi. Mama." ( "Czyli pożegnałam się z mamą, bawiłam się z panią, zrobiłam kupę, tata był w pracy ( chyba, albo że wrócił i ich odebrał), wróciła mama" - niezłą mam kreatywność jako matka, nie? :D) 

Ostatnio np. poszliśmy we czwórkę do Rossmana. Mela siedziała w wózku i trzymała książeczkę. I nagle zaczyna z radością wykrzykiwać:
"Mam kuta! Mam kuta! Kuta! Kuta!"
Cały Rossman patrzy na nas. Ja patrzę na Melę.
"WTF?" - myślę sobie. "Co za kuta bez "s"".
"Mama! Mam kuta!".
Przyglądam się, patrzę o co jej chodzi, co się piętrzy w tej małej główce...a ona w książeczce znalazła kotka po prostu. I zamiast jak zawsze nazwać go "Mniau", to przeskoczyły jej w zwojach trybiki i powstał kuta. Jak ja Ją kocham!
No właśnie, ona mnie też. I Leona, i tatusia. Jest taką przylepą! Kopia mamuni :))) Co wieczór, gdy ją usypiam, ( a usypiamy razem w dużym łóżku), włazi na mnie, kładzie się na moich piersiach, robi mi pierdziawkę i mówi:" Mama, kokam, kokam." Uśmiecha się przy tym cudnie i całuje mnie rozkosznie. Także wszyscy się kochamy. Bo Leoś uskutecznia oznajmianie miłości od jakiegoś pół roku, co wieczór, przez piętnaście pierwszych minut :D

Dobra, ale żeby było skutecznie, sumiennie i klarownie:
Bobosłownik Melsona 19 miesięcy:

Mama, tata, babi i baba (babcia), dziadzia, dzidzia, Oci (Leoś!),Madzia, Malina (Malwina), Siś (Krzyś), Ola, dom, lala, Mela, ja, pić, popać (popatrz), maś(masz), pić, mniam mniam, pupa (kupa),sisiu (siusiu), bum bum, dada, opa, baja, wońć (włącz), daj, zwierzątka zna wszystkie, Misiu (jej obecnie ukochany przyjaciel), plunia (pielunia), kak (tak), nie, Ana i Eca (Anna i Elsa), tlaktol (traktor), myju myju, kokam (kocham), nódzia (nóżka), w placi ( w pracy), oko, noci (nos), budzia (buzia), wosi (włosy), uko (ucho), gowa (głowa),pajak (pająk), Lisynłe (Spiderman- bo Leoś ogląda Spidermana i tam jest piosenka po angielsku xD), kiakek (kwiatek),plasiaj (przepraszam), Kiti ( Hello Kitty), kuta (kot), a na Peppę mówi obecnie Pipa.  Więc czasem mamy kuta i pipę na raz :) ;) :D
Więcej teraz nie pamiętam :)



3) Leoś jest coraz bardziej samodzielny. Sam się rozbiera, częściowo ubiera, chodzi siku ( choć wciąż ma lęki i często musimy iść z nim). Coraz ładniej koloruje ( w końcu trafia w obszary do zamalowania, a nie zamazuje całą kartkę). Widzę też duży skok wiedzy, bardzo długo uczyłam go liczyć do 3. Żeby jako 3-latek to umiał. Czyli dwa miesiące temu po miesiącu powtarzania 1,2,3 - w końcu załapał. A wczoraj schodziliśmy ze schodów, ja jak zwykle liczyłam schodki, ale przestałam i poprosiłam Leosia, żeby liczył. Okazało się, że bardzo dobrze liczy do pięciu! :) Wiem, że są dzieci, które liczą w tym wieku do dwudziestu....i to po angielsku. Ale mnie to gila, cieszę się ogromnie z osiągnięć moich dzieci, jakoś dziwnie jak na mnie, bo generalnie cierpię na chorobliwą ambicję, nie spinam się i nie czuję, że mam potrzebę, żeby moje dzieci były genialne. Ponad wszystko chcę, żeby czuły się szczęśliwe i kochane.


I to jest chyba to, co niezmiennie zadziwia i kołysze mnie w macierzyństwie. Fala oksytocyny, która wciąż zalewa mnie...
... gdy wieczorem leżymy w łóżku i cztery małe łapki znienacka walą mnie w twarz, żeby sprawdzić, czy leżę obok. Gdy zamiast spać zaczynają opowiadać, co ich w danym dniu spotkało, gdy ciszę i mrok przerywa słodkie "Maaamoooo kocham!", "Kokam".
.... gdy obserwuję z radością skoki i rzut ciałem na odległość, gdy wracam z pracy.
...gdy patrzę na ich szczerość, radość życia, miłość do nas i do siebie.
...gdy pałaszują obiad po długim spacerze, a uszy naprawdę im się trzęsą.
...gdy pojawiają im się w oczach niezwykłe iskierki, bo właśnie na płocie siadł mały, uroczy ptaszek...
...gdy ktoś dzwoni do drzwi, a oni nie potrafią i nawet przecież nie starają się ukryć podekscytowania spotakniem z ...kimkolwiek :))
...gdy uczą mnie, nie robiąc nic nadzwyczajnego, szeregiem gestów, prostych słów, dotyków i potrzeb... że nie ma nic cenniejszego niż rodzina... I że ani pieniądze, ani świetna praca, ani wakacje w najurokliwszych kurortach, nie są warte więcej niż nasza bliskość, nasze chowanie się pod kołdrę i wymyślanie, że właśnie jesteśmy w kajucie, a obok na morzu trwa wielka burza, nasz wieczorny, do znudzenia powtarzalny rytuał usypiania i opowiadania bajek, nasze trzymanie się za rękę i głowa przy głowie... Moje uczucie wdzięczności, gdy myślę, że wszystko co mam to kwestia przypadku, wymodlonego cudu, łaski Boga...

I pomimo, że jestem zmęczona, że marudzę, miewam trudne i trudniejsze dni. Pomimo, że często ryję głową w ziemię, albo odbijam się od ścian....Gdybym mogła zatrzymać czas, to zrobiłabym to właśnie teraz.
 


8:20 PM

Hello March!

Nareszcie. Nareszcie marzec. Zima i ja w tym roku nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Tolerujemy się licząc, że już niedługo nie będziemy musiały na siebie patrzeć. Bo tegoroczna zima to nie tylko chłód, krótkie dni, brak owoców i warzyw, to jeszcze choroby, popołudnia z dwoma naspidowanymi króliczkami zamkniętymi w czterech ścianach, to 20 minutowe ubieranie tychże na dwór, a co za tym idzie wstawanie do pracy z półgodzinnym zapasem. 
I oto po długich tygodniach oczekiwania i wypatrywania...widzę ją!!!! Wisi biała flaga. Powiewa, powiewa na chłodnym jeszcze wietrze. To zima kapituluje pomalutku. Wooooohooooooo!!!!!!! 
No radość. RADOŚĆ :)


Trochę mniej niż widok za oknem raduje mnie widok w lustrze. Ostatnio nie mogę na siebie patrzeć. Ale dosłownie. Prawie nie mam zdjęć z tego roku, bo jak tylko widzę swoją twarz to zastanawiam się, dlaczego tak źle wyszłam.  Po prostu się postarzałam. Jestem szara. Taka bez koloru. Nie mam już tak jędrnej skóry, jak kiedyś ( w ogóle nie jestem pewna, czy po ukończeniu 8 lat taką miałam). Mam bardzo widoczne zmarszczki mimiczne i niestety sine worki pod oczami. Używam kremów przeciwzmarszkowych 35+, chociaż mam 32. Ale na badaniu skóry, w grudniu 2015, Pani kosmetyczka była tak miła, że nie zawahała się, by mnie poinformować, że mam skórę gorszą niż u niejednej 70-latki. Więc chcąc nie chcąc - wciąż o tym pamiętam. Szczególnie w drogerii.
Zamówiłam sobie suplementy,  tabletki z kolagenem i witaminami, myślę nad zakupem Derma Rollera do mezoterapii ( stosował ktoś? zna?) dziś zaczęłam stosować maseczkę z Perfecty z Biedronki. No zobaczymy, czy moje odbicie w lustrze zacznie się do mnie uśmiechać ;) Macie jakieś naprawdę sprawdzone sposoby, najlepiej naturalne, na nawilżenie cery i utrzymanie jej w dobrej kondycji?
Mam też plan powrotu do ćwiczeń i bardziej fit odżywianie - ale coś czuję, że termin realizacji przesunie się na kwiecień. Na swoje usprawiedliwienie w tej materii: To wszystko wina mojego męża, który przywiózł dziś Leośkowi i Melce 2 zestawy Happy Meal. Mądre dzieci zjadły tylko mus jakbłkowy i wypiły soczek. No a przecież reszta  nie mogła się zmarnować , nie? 

9:28 PM

Wiosna na horyzoncie.

Czujecie ją?
U nas coraz cieplej. W końcu wyniki krwi poprawiły się na tyle, że możemy wychodzić na 30-minutowe spacerki. Od razu mi lepiej. I dni dłuższe. I światła więcej. Wiosno przybywaj!
Do tego przyznam się, że od miesiąca ćwiczę z Chodakowską ( Skalpel na zmianę z Killerem). Nic nie schudłam, w obwodach jakiś centymetr mniej ;/ Ale ciało mi się ujędrniło, mam więcej energii i lepszą kondycję. I skóra twarzy jakaś korzystniejsza, zdrowsza. Obym się nie poddała...


Klik!

TOP