Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty

7:14 PM

5 lat po adopcji..

Tyle razy próbowałam usiąść i napisać kilka słów, tyle razy układałam je już w myślach...ale...jak zacząć...i skąd mieć pewność, że nadszedł ten właściwy czas?

Kilkanaście dni temu dotarła do mnie wiadomość, że ktoś bardzo czeka na nowy post od nas.

Ten post jest właśnie dla wszystkich osób, które czekają..

Kiedyś byliście dla mnie ogromnym wsparciem, byłam na totalnym rozdrożu, w otchłani depresji i rozpaczy - tylko Wy rozumieliście mnie wtedy naprawdę. Wylewałam tu strumienie łez, wodospady żalu i buntu przeciwko niesprawiedliwości tego świata. Nie opuszczaliście mnie w nieszczęściu, ale rownież wspieraliście mnie i w radości, razem ze mną cieszyliście się z końca mojej drogi ku szczęściu, z odnalezienia mojego ukochanego syneczka.
Mojego skarba, mojego Leosia.
Los, na który początkowo plułam, wieszałam psy i który odmieniałam przez wszystkie przekleństwa tego świata - okazał się mądrym i pouczającym łaskawcą. I tak od ponad 5 lat jestem mamą. Od 4 lat podwójną.

I jestem normalnie szczęśliwa.

To ostanie 5 lat z 35 lat mojego życia. A nie pamiętam już jak było wcześniej. Teraz jest mi lepiej. Ale warto było przejść tamtą drogę, by tu właśnie być. Nie w innym życiu, nie z innym mężem i z innymi dziećmi. Właśnie tu. Moja rodzina to największa moja duma. Wszystko, co przeżyłam w przeszłości miało głębszy sens. Pewnie wszystko co przeżyję - to co dobre i to co złe - też będzie działo się po coś. Choć w danym momencie tak trudno jest to przyjąć...
Czy jeszcze często wspominam drogę, jaką przyszedł do mnie synek? Hmm... Czasami, gdy ktoś mnie o to pyta, albo gdy On o to pyta... Na co dzień - jesteśmy tacy sami jak większość rodzin. Kłócimy się, sprzeczamy, przytulamy, wariujemy, zwiedzamy świat, knajpy, kawiarnie, wystawy...i kochamy się najmocniej na świecie :) Czyli jak wszyscy :)

Od 2 lat pracuję blisko swojego domu, ale nadal w szkole. To nie jest dobry czas dla edukacji i ja również w szkole nie czuję się już tak jak kiedyś.. Nadal lubię uczyć, uwielbiam młodzież, wierzę, że mogę komuś pomóc, ale nie jest mi lekko. Z wielu powodów i względów. Wciąż łudzę się, że kiedyś nad oświatą wzejdzie słońce, bo jeśli nie... pewnie, gdy dzieci dorosną, porzucę belferską posadę i będę szukała pracy gdzie indziej...

Leosiowi we wrześniu wypadły ( a raczej sam sobie wyrwał) pierwsze dwa zęby :) Jest słodkim szczerbolem. Rosną mu już dwie dolne firaneczki.
Jest szczuplutki i wysoki, ale Mela już go prawie dogoniła. Z małej, niemowlęcej kluski wyrosła na długonogą zgrabniulę, małą dziewczynkę. Teraz, w końcu, gdy Leo ma 5,5 roku, a Mela 4 lata - zbieram żniwo ciężkich początków - posiadania dzieci rok po roku. Tzn. np. piszę tego posta, podczas, gdy moje dzieciaki układają LEGO. Tak naprawdę prawie nigdy się nie rozstają ze sobą, w przedszkolu są w tej samej grupie, mają wspólny pokój, jedynie czas na zajęcia dodatkowe - 2 razy w tygodniu - spędzają osobno. Leoś gra w piłkę nożną, a Amiśka, która talent do sportu odziedziczyła po mamuni - chodzi na warsztaty plastyczne ;)

Postanowiłam zadać im 5 pytań, żeby zrobić mały upgrade informacji na nasz temat:

1. Kiedy jesteś szczęśliwy?

LEO: Jak dostaję prezenty. Jak mnie całujecie. Jak obok Was leżę.

AMI: Jak z mamunią śpię i mamunia mnie przytula jak śpię.

2. Co lubisz najbardziej jeść?

LEO: Pizzę.

AMI: Drożdżówy. Banany i jabłka.

3.Twoja ulubiona pora roku to... i dlaczego?

LEO: Zima, bo spędzamy czas z bałwanem.

AMI: Moja też zima. No bo wtedy mogę od Mikołaja coś dostawać.

("Mnie to nie cieszy" - dodaje Leoś, który dziś odbył krótką rozmowę z Panią Anią - przedszkolanką, o tym, że prezenty szczęścia nie dają ;))

4. Czego nie lubisz?

LEO: Nie lubię deszczu.

AMI: A ja nie lubię dżemu.

5.Co w sobie lubisz?

LEO: Co to znaczy?

Ja: W czym jesteś dobry?

LEO: W graniu w piłkę.

AMI: Ja jestem dobra we wzroku.

Ja:???? A co to znaczy???

AMI: Że dobrze widzę kota mojego.

(Dziś odnalazła kota na polu, który wczoraj nam uciekł ;) Tak! Mamy kota - ma na imię Klopsik i ma 3 miesiące :) )


ciąg dalszy nastąpi ...wracam do starego adresu - bocianieczekamy.blogspot.com, poszukujaca.pl działa już tylko do końca października :)

6:50 AM

Czy można być dumnym z walki z niepłodnością?






Wchodzę do rzeki. Zanurzam się, jak to mam w zwyczaju, najpierw po pas, a potem szybko po szyję… we wspomnieniach.  Ubieram się w siebie sprzed kilkudziesięciu miesięcy. Delikatnie wsuwam dłonie i stopy, włosy rzucam na wiatr i znów jestem tam. Jak dawniej. Zmęczona, rozdarta i smutna. Stoję przed lustrem. Dotykam swojej twarzy. Ust. Odgarniam z czoła niezdarny kosmyk. Patrzę na siebie, trochę szczuplejszą, lecz mniej promienną, spoglądam na brzuch, a na nim nie ma śladu po cesarskim cięciu…

Znów nią jestem.
Na imię mam … NIEPŁODNA.

Wyglądam na przestraszoną. Przygarbiona i niepewna, przyglądam się sobie.

Prostuję plecy. TO JA. To przecież ja. Niepłodność dała mi tymczasowe imię, z którym, niemal wypisanym na czole, wędruję od specjalisty do specjalisty. Wierząc, że ktoś je zmyje z mojej twarzy. Zastąpi nowym imieniem, które z dumą przykleję na brzuch i będę się nazywać CIĘŻARNĄ/BRZEMIENNĄ/MAMĄ. Tyle we mnie determinacji. Potrafię na przekór wszystkiemu walczyć o swoje marzenia. Nie podejrzewałam nigdy wcześniej, że jestem taka silna… zapominam o tym, a przecież za każdym razem, gdy ten przeklęty test pokazuje tylko jedną kreskę, za każdym razem, gdy czuję, że znów się nie udało – podnoszę się i walczę dalej.

Unoszę brodę. Stoję nadal przed lustrem, ale na mojej twarzy pojawia się więcej światła. Przypominam sobie wczorajsze wyjście ze znajomymi i zmieszaną twarz koleżanki, gdy pytałam, czemu nie chce drinka. Nie musiała odpowiadać. Bolesny ucisk w brzuchu i suchość w gardle przywróciły mnie do rzeczywistości. Rzeczywistości, w której innym spełniają się moje marzenia. A ja…ja muszę wciąż na to patrzeć. Biernie patrzeć…

A gdyby tak odwrócić od nich wzrok? I zamiast z rozpaczliwą tęsknotą przyglądać się ich radości, spojrzeć na siebie? Wykorzystać ten czas, który daje mi niepłodność – poznać swoje potrzeby i oczekiwania. Rozwinąć się, otworzyć na świat, poszukać i zgłębić siebie. Bo przecież to w najtrudniejszych sytuacjach tak naprawdę jesteśmy w pełni sobą. Może, paradoksalnie, niepłodność to dar? Może jeszcze go nie zrozumiałam i nie potrafię przyjąć?

Nagle ogarnia mnie ciepło. Dziwne, bo nie czuję się już nieswojo. Znam przecież tę siebie doskonale, choć jest jakoś inaczej, coś się we mnie zmieniło. Nie ma we mnie lęku o jutro, strachu przed wykluczeniem, poczucia odrzucenia, straconych szans i nadziei. Nie słyszę złowieszczo tykającego zegarka odliczającego mi dni i lata do zmniejszenia rezerwy jajnikowej… Tym razem jest we mnie pewność, że wszystko ma sens, a ja potrafię ten sens odnaleźć.

Uśmiecham się. A z lustra patrzy na mnie ktoś nowy. Świadomy swojego położenia, czającej się niepewności i możliwości niepowodzeń. Ale gotowy, by podjąć wyzwanie. Ta nowa odsłona mnie pozwala sobie na gorsze i lepsze dni. Nie spisuje na kartce tego co złe, tylko skupia się na tym, co dobre. Wzbogaca się w doświadczenia i zaczyna kochać siebie. Ze wszystkimi niedoskonałościami, bo wie, że to właśnie one czynią ją niepodważalnie, unikalnie i bezsprzecznie piękną…

I kiedy plączę włosy w elegancki kok, z lustra patrzy na mnie pełna światła, promienna, dojrzała kobieta. Niepłodna. Ale jakże oryginalna, wyjątkowa i świadoma osoba. Dumna. Dumna, że doszła do takiego miejsca w swoim życiu. Wszystkie doświadczenia nauczyły ją, że jutro jest zagadką, a tylko dziś jest czasem wyborów, świadomych działań, walki, którą warto toczyć, by kiedyś nie żałować zmarnowanych szans.

To już. Wynurzam się z rzeki. Ubrana tylko w aktualną codzienność. Ale wciąż jest ze mną ona… nie jak cień, ale jak światło - moja niepłodność. To ona pokazała mi, że porażki uczą pokory, pokazała, że aby naprawdę wygrać, trzeba wiele razy przegrać. Udowodniła mi, jak silnym i zdeterminowanym człowiekiem jestem. Uświadomiła mi moją odwagę. Unaoczniła mi moje słabości i zalety. Aż w końcu uczyniła ze mnie matkę. Jeszcze zanim moje dzieci pojawiły się na świecie.
Jestem dumną kobietą. Dumną z mojej walki z niepłodnością. A teraz z jej owocu – z mojej rodziny.

Jeśli potrafisz, rozumiesz i chcesz - podziel się słowami wsparcia dla osób walczących z niepłodnością klikając TUTAJ


Tekst powstał w ramach akcji organizowanej przez kliniki leczenia niepłodności IniviMed, które od 16 lat każdego dnia wspierają Polaków w realizacji ich marzenia o dziecku.

Koniecznie obejrzyj:



Klik!

TOP