Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rogaliki drożdżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rogaliki drożdżowe. Pokaż wszystkie posty

6:01 PM

2 spotkanie szkoleniowe w OA.

Wczoraj byliśmy w OA. Fatalnie się czułam, coś mnie chyba bierze, do tego robiło mi się słabo, duszno i w ogóle... Zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jakieś napady paniki, bo im bardziej słabo mi się robiło tym bardziej się bałam, że tam zemdleję i padnę pyszczkiem przy wszystkich jak długa, a przez to myślenie jeszcze bardziej brakowało mi powietrza.
Omdlenie na spotkaniu szkoleniowym - to by była atrakcja.
Przez to moje samopoczucie nie za bardzo mogłam się wczuć w klimat wczorajszych zajęć, ale starałam się jak mogłam.
Rozmawialiśmy wczoraj o motywacji do adopcji, o potrzebach dzieci adopcyjnych i o konieczności akceptacji faktu, że rodzice biologiczni naszych dzieci zawsze będą kimś ważnym w ich życiu,a zatem i w naszym.
Trudny temat, nie ukrywam. Największym strachem w długofalowym patrzeniu na adopcję (w moim przypadku) jest pewien rodzaj odtrącenia, jakiego możemy doświadczyć, jeśli dziecko zechce odnaleźć rodziców biologicznych i mieć z nimi kontakt. To musi być niezwykle trudne, ale wiem, że konieczne (tu chodzi mi o akceptację sytuacji, która może mieć kiedyś miejsce). Tu przecież nie chodzi o moje potrzeby.
Boję się tego jednak. Choć to może być uczucie podobne do tego, jakie przeżywają rodzice, gdy w życiu ich dzieci pojawiają się teściowie - bardzo ważne osoby, a jednak zupełnie inne - które jednak zaczynają zaskarbiać sobie uczucia wcześniej należące się tylko rodzicom.
Mamy pracę domową. Każde z nas ma napisać dwa listy.
1) Do naszego dziecka w dniu jego 18-tych urodzin, list ma zaczynać się od słów: "W dniu, w którym pojawiłeś się w naszym życiu.... Jesteś dla nas...."
2) Do rodziców biologicznych naszego dziecka
Ustaliliśmy z mężem, że On pisze list do synka, a ja do córeczki. Łatwiej mi będzie uczucia spersonalizować niż pisać bezosobowo. No i musi być fair dla obu płci ;)
Dziś byłam u lekarza. Wróciłam do domu i pocałowałam klamkę. Okazało się, że mąż zostawił w drzwiach klucze,a wyszedł garażem, no i nie mogłam otworzyć zamka. Całe szczęście, że teściowie mieszkają 3 km od nas. Podreptałam do nich, załapałam się na świeże pierogi i upiekłyśmy z mamą pyszne rogaliki drożdżowe. Oto one :) :


Klik!

TOP