Źle mi. Źle w pracy. Czuję jakiś psychiczny dyskomfort. Napięta atmosfera, dziwne teksty, które świadczą o tym, że niektórzy mają mi za złe, że znów nie było mnie tydzień w pracy...
Dzwonili też do mnie za szpitala... Nie zdążyłam odebrać, bo miałam lekcję. Jak oddzwoniłam to połączyłam się z centralą i nikt nie wiedział, kto do mnie dzwonił... Wkręciłam sobie, że to coś nie tak z wynikiem hist-patu... Czy to możliwe...? Dopiero dziś 8 doba po operacji, chyba niemożliwe, żeby już były wyniki, co?
W weekend odwiedzili nas znajomi z kursu. M. i K. Fajnie było. Dużo rozmawialiśmy. Robiłam im sesję typu pre-adoption.
A wczoraj prowadziłam zajęcia ze studentami na jednej z gdańskich uczelni. Taki incydent, zostałam poproszona o to. Ale komfort pracy po prostu cudowny! Już zapomniałam, że można coś przygotować i w pełni zrealizować... że można poprosić o zrobienie jakiegoś zadania i zobaczyć zapał, chęci i pracę! No po prostu "wow". Na koniec, po 9,5h zajęć, gdy sama byłam już ledwo żywa i myślałam, że moi słuchacze też są...usłyszałam brawa. Kurczę, piękna chwila. I jeszcze dwie panie mi powiedziały, że na takie zajęcia czekały przez 4 lata studiów i że mam podejście terapeuty, kocham młodzież i że mówię o niej z takim szacunkiem. Piękne słowa... na takie czekałam odkąd pracuję :P
Poniżej zdjęcia M. i K.
Ale i nasza fotka dzisiaj się znajdzie.
Jak Maluch już się odnajdzie, zrobię takie zdjęcie : dołożę do sówek trzecią, małą, a całusa damy Kruszynce. Wtedy to będzie dopiero fota! <marzy>
A dzisiaj...wracam myślami do nastoletnich czasów i katuję tę piosenkę:
Dzwonili też do mnie za szpitala... Nie zdążyłam odebrać, bo miałam lekcję. Jak oddzwoniłam to połączyłam się z centralą i nikt nie wiedział, kto do mnie dzwonił... Wkręciłam sobie, że to coś nie tak z wynikiem hist-patu... Czy to możliwe...? Dopiero dziś 8 doba po operacji, chyba niemożliwe, żeby już były wyniki, co?
W weekend odwiedzili nas znajomi z kursu. M. i K. Fajnie było. Dużo rozmawialiśmy. Robiłam im sesję typu pre-adoption.
A wczoraj prowadziłam zajęcia ze studentami na jednej z gdańskich uczelni. Taki incydent, zostałam poproszona o to. Ale komfort pracy po prostu cudowny! Już zapomniałam, że można coś przygotować i w pełni zrealizować... że można poprosić o zrobienie jakiegoś zadania i zobaczyć zapał, chęci i pracę! No po prostu "wow". Na koniec, po 9,5h zajęć, gdy sama byłam już ledwo żywa i myślałam, że moi słuchacze też są...usłyszałam brawa. Kurczę, piękna chwila. I jeszcze dwie panie mi powiedziały, że na takie zajęcia czekały przez 4 lata studiów i że mam podejście terapeuty, kocham młodzież i że mówię o niej z takim szacunkiem. Piękne słowa... na takie czekałam odkąd pracuję :P
Poniżej zdjęcia M. i K.
Ale i nasza fotka dzisiaj się znajdzie.
Jak Maluch już się odnajdzie, zrobię takie zdjęcie : dołożę do sówek trzecią, małą, a całusa damy Kruszynce. Wtedy to będzie dopiero fota! <marzy>
A dzisiaj...wracam myślami do nastoletnich czasów i katuję tę piosenkę:









