Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przewlekły kaszel u dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przewlekły kaszel u dziecka. Pokaż wszystkie posty

2:10 PM

Czekam.

Milczę, bo nie wiem, co napisać. Nie mam też na to sił. Kilka razy próbowałam naskrobać tu kilka słów, chciałam odpisać na komentarze, ale... ręce zatrzymywały się na klawiszach.
Diagnozujemy Amelkę, leczymy, ale nie ma poprawy. Ciągle kaszle, od dwóch tygodni nie ma apetytu. Teraz robimy jej badania w kierunku mukowiscydozy. Nie mogę spać po nocach. Chciałabym, żeby to się już wyjaśniło.
To okropne uczucie, gdy nie możesz nic zrobić.
Tylko czekać.
Czekam.
Znów czekam.


8:30 PM

Gdzieś tam w czarnej d...

Widzę, że się martwicie, dlatego nadaję z placu boju ( dziękuję Marysi za info, że wciąż jesteście i czuwacie, uściski dla wszystkich).
Ehhh... chcę krótko, bo czasu mało. Ale konkretnie.
1 stycznia trafiłyśmy z Melką do Szpitala Dziecięcego ze skierowaniem z Pogotowia - po 2 tygodniach leczenia, zdaniem lekarzy, niczego, nagle było zapalenie płuc. W Sylwestra mała kaszlała i nie mogła złapać oddechu, miała też podwyższoną temperaturę. No i wymiotowała z krwią. Dzień później nie szło jej już nakarmić, bo wymiotowała po każdym karmieniu ( w wymiotach było wiele czerwonych skrzepików krwi).
Przyjęli nas. Pobrali Melce kilka probówek, założyli wenflon. Dostawała zastrzyki z takiego ranigastu dla dzieci, założyli jej sondę do żołądka ( ja ledwo to przeżyłam, naprawdę, wyszłam z zabiegowego i miałam jakąś delirkę, duszność i zawroty  głowy).
Wyszło, że ma pneumocystozę. Grzybicze zapalenie płuc ( takie typowo szpitalne, musiała zarazić się poprzednim razem, jak leżałyśmy na zapalenie jamy ustnej, bo czas wykluwania choroby się zgadza...). Wprowadzili leczenie uderzeniowymi dawkami biseptolu, co wywołało u małej supresję szpiku... Mówili mi, że tak może być. Miałyśmy wyjść po 1,5 tygodnia - Melka zaraziła się szpitalnym rotawirusem ( leżałyśmy na zakaźnym oddziale.  również biegunkowym). Była szczepiona, więc przeszła łagodnie, ale nie mogłyśmy wyjść z biegunką, bo antybiotyk kontynuowany przez kolejny tydzień miał być doustny, no i by się nie wchłaniał.
Jak w końcu się wykaraskałyśmy, to w domu znowu złapała zapalenie płuc. Tak, tak, serio. Tym razem wirusowe - RSV. Też ze szpitala, obok dzieciak miał w sali. No i Leon też ma pneumocystozę. Na szczęście nie wymaga leczenia szpitalnego, więc dostaje Bactrim w domu... Ale też grozi mu supresja szpiku ( dostaje 3x10ml na dobę...). Muszę jeździć pobierać mu krew co 7 dni. Tylko ten, kto widział, jak Leon się wyrywa i jak się boi, i krzyczy, zrozumie przez co przechodzimy ( ostatnio trzymałam go ja i jeszcze 3 panie, czwarta pobierała krew....). Na samą myśl rośnie mi gula w gardle.
Także wciąż chorujemy. Do tego wykupiłam kolejną, drugą szczepionkę na rota, leży od dwóch miesięcy w lodówce u lekarki i właśnie już nie mogę młodej zaszczepić ( można do 6 miesiąca, a teraz mamy neutropenię, więc nie można). I tyle kasy w kanał. Wrrr...
Chodzę na rzęsach. A nie, zapomniałam, że wszystkie mi wypadły... ( przez 4 miesiące przedłużałam 1:1, było super...ale w szpitalu, ze stresu straciłam w 3 dni wszystkie rzęsy!!! i nie miałam wcale rzęs... teraz już trochę odrosły, ale wciąż bez szału...).
Chrzciny przełożone na 28 lutego i proszę Boga, by tym razem Melki Anioł Stróż pomógł nam bezpiecznie i zdrowo uczestniczyć w tej uroczystości... Ehhh...
Niedługo do Was wracam. Niechże tylko się ogarnę.
I dom. Bo póki co jestem zakopana w inhalacjach, rozkruszaniu tysiąca tabletek, wtykaniu jednemu i drugiemu po kolei...




Klik!

TOP