Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porażki matki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porażki matki. Pokaż wszystkie posty

8:36 PM

O tym, co mi nie wyszło.

Amelia ma już prawie 4 miesiące. Dokładnie tyle, ile Leoś, gdy go odnaleźliśmy.  Porównując umiejętności moich dzieci,  można bez wątpienia zauważyć diametralną różnicę. Młoda jest daleeeeko w tyle. W tej chwili unosi ładnie główkę, trzyma ją długo i wysoko, ale złapana za rączki... uśmiecha się wesoło. I to by było na tyle ;) Leon chwytał za palce i rwał się do siadania. Mela myśli chyba, że jestem termoforem, który ogrzewa jej łapki. 
Ale nie o tym dziś chciałam. Chciałam Wam powiedzieć, z czym się zmagam(y).

Rzecz pierwsza:
Smoczek, Dydek, Dyda - zmora dnia dzisiejszego. Kumpel, który zasadniczo nigdy przed urodzeniem młodej nie stanowił problemu. Był potrzebny tylko i wyłącznie do nocnego spania. Obecnie, dydek siedzi w paszczy Leośka przynajmniej raz na godzinę. Jak nie jego, to wyrwany z buźki małej...(niejednokrotnie w wyniku ataku szalonego smoczkowego złodzieja, nos Amelii był w strupkach...) Robi to w takim zawrotnym tempie, że nawet nie zdążę zareagować. I ucieka z tym skradzionym smoczkiem, chowa się gdzieś za drzwi, byle tylko go ciumkać.... Widok jest i komiczny, i tragiczny zarazem. Wielka głowa Leo + maluni różowy smoczek wystający z buzi.
Tylko mi nie mówcie, że to typowy regres... Ten regres trwa już 4 miesiące... Próbowaliśmy różnych metod zwalczenia "dydusia". Nawet metodę na Mikołaja ( przyjdzie Mikołaj, oddasz mu smoczka, a on Ci da prezenty!!! :) ). Poskutkowało to tym, że syn na wieść o tym, że przyjdzie Mikołaj ( a mówił mu to niemal każdy dziadek, babcie, ciocie , wujkowie) odpowiadał: "Ołaj... Ołaj! Dyda nie!"
Rano, gdy tylko wstanie krzyczy: "munia! dyda!" ( pielunię i dydka) i dopiero tak uzbrojony maszeruje do mojego łóżka przytulać się na "dzień dobry". W dzień dostaje dzikiego napadu szału, gdy tylko smoczek ( albo młodej, albo jego) pojawia się na horyzoncie. A gdy wszystkie smoczki ukryłam, stał w miejscu, w którym zawsze leżały i darł się wniebogłosy, po pół godzinie ( naprawdę tyle to trwało), rzucił się na ziemię i zaczął tłuc tyłem głowy o kafelki, nadal nawołując dziko swojego gebowego przyjaciela. 
Tylko mi nie mówcie, że muszę być cierpliwa. Ten etap póki co ...bezpowrotnie minął w momencie pojawienia się na świecie mojej drugiej, chorowitej pociechy. ( Bo musicie sobie jednocześnie wyobrazić, że on się drze w kuchni prosząc o smoczka, a młoda histeryzuje, bo panicznie boi się krzyków Leona. Beczy jak szalona, a ja próbuję ją uspokoić i jednocześnie uspokoić jego...NIE...nie da się tego w słowach przedstawić tak, żeby przekazać realny obraz tych chwil...)
Sytuacja jest ciężka, wiem, że w najgorszym przypadku będę musiała odstawić smoczki i Leosiowi, i Amelii jednocześnie, ale myślę, że przed latem to mi się nie uda...
Ot - matka nauczycielka, która przeczytała dziesiątki książek o wychowaniu... Jedno teraz wie... Wychowanie dzieci jest tak łatwe...do momentu, aż się tych dzieci nie ma...

Rzecz druga:
Kupa. Nocnik. Pampers. Fuj.
 Leoś miał 10 miesięcy i tak pięknie robił kupę na nocniku. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły mi... Jeszcze trzy,  cztery miesiące i Twój syn będzie chodził w majteczkach. Już widziałam spojrzenie mojej mamy, która z niedowierzaniem patrzy na swojego dzielnego wnuka. W uszach niemal słyszałam radosną pieśń o tym, że wszystko można, jeśli się chce... Woogie boogie...Ahoj.
A raczej ..a ch..j.. ;)  Młody ma 22 miesiące. Od 3 miesięcy staram się bardzo, bardzo wysadzać go co rano ( wtedy robił zawsze kupę). Nie chce na nocnik, kupiłam nakładkę na kibelek. Siedział trzy dni, jednak jest w stanie wysiedzieć 10 sekund, potem ucieka. Przez trzy miesiące dwa razy udało mu się zrobić do kibelka. I to tylko dlatego, że złapałam go w trakcie wyciskania ( chowa się za szafę, czyli dokładnie wie, że robi). Niestety, całe moje starania odpampersowania przyniosły jedynie fatalne i negatywne skutki. Po pierwsze młody ukrywa się, gdy robi kupę, po drugie robi po kawałeczku przez cały dzień. Potrafi zrobić nawet 10 kup co pół godziny. 
Stoję pod ścianą i w tym momencie stwierdzam (dokładnie dzisiaj), że odpuszczam. Odpuszczam przynajmniej na najbliższe dwa miesiące. Widać, że to chłopaka stresuje ( nie ukrywam, że mnie też, a on na pewno to czuje) i że nie jest gotowy.

Ot, takie moje matczyne porażki..

Klik!

TOP